Podczas
pierwszego spotkania wszyscy podają sobie ręce. Ja ręki nikomu przez internet
nie uścisnę. Powiem Wam natomiast co mnie skłoniło, żeby tego bloga w ogóle
założyć.
Nie będę ukrywać, że moi znajomi na
jednym z portali społecznościowych mieli dość kilometrowych statusów, które co
jakiś czas zmieniałam na nowe. Muszę przyznać, że tych znajomych mam bardzo
taktownych. Najpierw pochwalili kolejny z moich wpisów, a później zaproponowali
dzielenie się swoimi wypocinami z innymi użytkownikami internetu. Prawd jak
zwykle jest kilka. Pierwsza jest taka, że mogliby zwyczajnie wyłączyć mnie z
subskrypcji, jednak nadal lajkują. Druga jest taka, że bardzo lubię pisać,
chociaż długo z tym walczyłam. Trzecia dotyczy moich znikomych umiejętności,
niskiego poziomu wiedzy, które w zakręconej dziewczynie (którą zdecydowanie
jestem) łączą się z wysokimi ambicjami i słomianym zapałem. To wszystko i wiele
innych czynników sprawiło, że w końcu zebrałam swoje cztery litery (a może
powinnam powiedzieć, że całą zasobność swojego słownika, kilka palców i jeden
komputer) i napisałam wreszcie pierwszy blogowy post.
Mam zamiar zabierać głos w miarę
regularnie, ale dopiero życie pokaże jak będzie. Wena nie należy do grona moich
stałych przyjaciół, a jak już wcześniej wspomniałam z zapałem od lat jestem
skłócona. Jednak ludzie, których codziennie spotykam sprawiają, że tematy mnożą
się jak bakterie na rękach dziecka spędzającego popołudnie na placu zabaw. I
wiecie co? Ostatnio często denerwowało mnie, że genialny temat, docierający do
mnie w idealnym momencie, nie może zostać wykorzystany. Załóżmy więc, że
właśnie się przedstawiłam i pozwolę sobie teraz wykorzystywać: tematy,
potencjał, możliwości, miejsce, narzędzia i wiele innych.
Do przeczytania!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz