wtorek, 1 października 2013

EKSPERCI, EKSPERCI, EKSPERCI

Jednym propozycje pracy same wskoczą w łapki. Drudzy na pomysły będą wpadać samodzielnie. Jeszcze inni za swoje przeznaczenie uznają zasiłki dla bezrobotnych. Ach, te predyspozycje!











Internauci już szaleją, bo zaczyna się rok akademicki. Memy o studentach i ich życiu krążą po sieci w najlepsze. Nie wiem czym się tak zachwycać. Naprawdę. Chociaż pod wpływem narkotyku „wiedza” będę do końca życia, zawsze będę go miała w niedostatku, ale mimo wszystko będzie trzeba jakoś kontynuować tą marną egzystencję na naszym łez padole. Wzięło mnie na jakieś sentymentalne wywody. Może dlatego, że wrzesień się skończył, a mnie do metryki wskoczyła większa liczba. Nawet jeśli czuję się inaczej, nie dam rady tego zmienić. Moi drodzy działo się we wrześniu, działo. Nie ważne, że większość tego przegapiłam. O większości, dzięki łasce Latającego Potwora Spaghetti, czy w co tam kto wierzy, dało się przeczytać. W końcu na krześle, w kolejce do następnego lekarza, człowiek ma dużo czasu. A więc do rzeczy.

Premier na początku minionego miesiąca obwieścił wszem i wobec, że oto następuje kres kryzysu. Jednak wszyscy mieli to gdzieś, bo ważniejsza okazała się nasza epopeja narodowa, która wyprowadziła się od niewyobrażalnie krnąbrnych gimbusów do równie zachłyśniętych niby dorosłym życiem licealistów. Eksperci zajmujący się ustalaniem listy lektur chyba przypomnieli sobie o pewnej grze, którą pamiętam z dzieciństwa. Berbeć miał za zadanie ułożyć obrazek z „pastylek” przesuniętych w nieswoje miejscana planszy. Pamiętam, że przy dwunastu „pastylkach” moja wyobraźnia przestawała działać. Ministerstwo lektur ma trochę więcej niż dwanaście. Konsekwencje tego jedni krytykują inni chwalą, a jeszcze inna grupa ma wszystko w d… W tym momencie nawet ja zaczynam się zastanawiać, czy aby pytania zamknięte nie były środkiem na to edukacyjne zło. Naprawdę nie wiem co o tym myśleć.

Ostatnio zastanawiałam się nad czymś tak długo, kiedy rozważałam wizytę u wróżki. Koleżanka obwieściła nam na babskim spotkaniu, że u jednej była. Zrobiła to z taką radością, że byłam pewna, iż wróżka nie jest wróżką, a jakąś czarodziejką. Myślałam. Myślałam. Zadzwoniłam. Pojechałam. Zakładałam, że przepowie mi wielką karierę i jeszcze większe konto w banku. O Błogosławione Kopytka, jakże się myliłam! Okazało się, że stoi obok mnie pięciu mężczyzn. Większość to przystojniacy o absolutnie przypadającym do mojego gustu wzroście. Jakie było zaskoczenie owej Pani, kiedy powiedziałam, że żadnego nie kojarzę.  Mimo to nie zaprzestała lektury (czyta z kart). Okazało się, że będę miała dwójkę dzieci. W tamtym momencie to ja doznałam w szoku! Nadal jestem pod jego wpływem, ale mam nadzieję, że do ciąży mi przejdzie. W końcu wróżka sprowadziła mnie na ziemię i zaczęła przedstawiać mi potencjalnych kandydatów na męża. Jeden szatyn, drugi też. Trzeci z czarnymi włosami, ale wybuchowy, wiec powinnam sobie odpuścić. Czwarty jakiś tam, a ostatni kochający podróże blondyn. Natychmiast powiedziałam kobiecie, że może skończyć, bo biorę blondyna i spadam.

Z nadzieją, że wyląduję na jakimś zadupiu z dużą liczbą mieszkańców-inteligentów i chociaż jedną lokalną gazetą wróciłam do domu. Przecież kasa do życia jest potrzebna, a ja umiem tylko pisać. Przecież w Polsce to tylko staż. Wiadomo. „Więcej możliwości, więcej predyspozycji, wszystkiego”… u nas, zwykły człowieku, nie uświadczysz. Dla Ciebie jedynie i aż pełny etat z bonusem, bo bez podatków [czyt. bez pensji]. Cóż, kryzys się dopiero kończy, a pieniędzy jak nie było tak nie będzie. I tu na scenę wkracza kolejna istota o magicznych zdolnościach, czyli Zaklinacz Rostowski i jego zaczarowane pieniądze. Eksperci biją na alarm, że nasz budżet bez zreformowania wydatków sztywnych (m.in. dotacje dla FUS i KRUS, wydatki na obsługę długu publicznego czy wydatki na obronę narodową) będzie sobie hodować jeszcze większą astmę,a oddech złapie tylko w okresie prosperity. Minister finansów był tak dobry i nie podniósł nam podatku VAT, a zdemontowanie OFE to przecież też nic takiego. Ja, o ile dożyję, na starość będę jadła kromkę suchego chleba dziennie i piła zanieczyszczoną kranówę. O tym, że nie będę miała hajsu na jakieś pigułeczki, kapsułeczki, zastrzyki czy inne wymysły współczesnej medycyny wiem od dłuższego czasu.
W związku z powyższym chyba o zdrowie powinnam zadbać teraz, póki utrzymują mnie rodzice. Przecież za stażowanie grantów w postaci leków na „po przejściu na emeryturę” mi nie dadzą. Myślę, że powinnam zacząć od programu zdrowotnego „pozbądź się swojego XXXXL”. Przesadziłam?  No nie wiem. Tak sobie pomyślałam, że może jakiś sport. Rok temu w gorączce Euro uznałam, że czas nauczyć się ganiać za tą piłką, która na ekranie telewizora moich żywicieli wygląda jak zwykła biała kropka.  Mnie gorączka przeszła, ale w futbolowych szatniach znowu jest gorąco. Tak bardzo grzeją ich te męskości, że czerwone słupki sięgają nawet mediów. Jednym zdaniem: gej na boisku nie przejdzie. Ale inaczej sprawa ma się do homoseksualnych kobiet. Przecież taki gorący, niezobowiązujący trójkącik z dwiema lesbijkami to nic złego. Wygląda mi to podejrzanie, ale nie będę zagłębiać się dzisiaj w temat mniejszości seksualnych.

Spokój nas ostatnio opuszcza, tolerancja jednak rośnie, a głupota kwitnie. Z jednej strony nawet ja jestem za. Każdy chce się pośmiać. Z drugiej strony wszędzie tylko zamachy. Normalnie strach się bać/śmiać. Sprawa z 2010 roku wydawało się, że przyprawiona jest już bardzo obficie, niektórym wydawało się nawet, że została już ugotowana. Ale nie od dzisiaj wiadomo, że przypadki chodzą po ludziach. Po ekspertach też. Takim sposobem padło na trzech panów. Wybrana w nie wiadomo jakim losowaniu trójca tworzyła takie raporty z katastrofy, że aż prokuratura zainteresowała się skąd, jak i dlaczego. Zaproszono trzech szanownych panów na „ploteczki” i okazało się, że są tak zabawni, iż śmiech ogarnął pół Polski. Już wyjaśniam. Trzy lata po tragedii okazuje się, że w Tu-154, w dwóch gaśnicach umieszczonych na początku i końcu pokładu umieszczono trotyl w postaci żelatyny. Po wybuchu wcześniej wymieniona substancja zamieniła się w karton. Ale uwaga! Nie taki zwykły, karbowany. A jak komuś mało, to powiem więcej.
Po uderzeniu w ziemię do Tuska zadzwonił Putin i powiedział: „Zadanie wykonane, sir!”. Muszę jednak zaznaczyć, że „w sprawie katastrofy wiadomo mi tyle, ile napisano w gazetach”. Przecież przez cały wrzesień tylko siedziałam. Taka sytuacja.  Słuchajcie, zastrzeżeń nie powinno być żadnych, bo w końcu prof. Jan Obrębski (jeden z ekspertów komisji Macierewicza) powiedział: „Od kilkuletniego chłopca interesowałem się bardzo lotnictwem, modelarstwem lotniczym, nawet zdarzało się, że na święto lotnictwa siedziałem w samolocie bojowym w Białej Podlaskiej. Oprócz tego wykonałem kilkaset godzin lotów odrzutowcami pasażerskimi jako pasażer, przyglądając się, jak pracują skrzydła i silniki w czasie lotu. W związku z tym czuję się dość kompetentny.”

Ponieważ w pisaniu jestem profesjonalnym amatorem, mogę bez ogródek powiedzieć, że w tym miesiącu redaktorzy dzienników, tygodników, portali internetowych naprawdę mieli o czym pisać. Ja ze spokojem pochłaniałam wers po wersie podczas kolejnych wizyt u lekarzy. Po ponad miesiącu, jakże owocnych spotkań, dowiedziałam się, że mam astmę. Później wróciłam do domu i zobaczyłam masę świeczek na torcie. Pomyślałam życzenie i zdmuchnęłam za jednym zamachem(sic!) wielki płomień, który o mały włos nie spaliłyby moim rodzicom domu. Nie tylko ja tak dmucham. Rynek też dmucha i to bezlitośnie. Wczoraj swoje rzeczy z biurek zabrała do domu cała redakcja „Przekroju”. Naczelnych wręcz uwielbiałam, ale publicyści i inni dziennikarze, też zagościli w moim sercu (i umyśle) i mam nadzieję, ze szybko z niego nie uciekną.

Coś się kończy, coś zaczyna. Uczniowie po miesiącu w polskiej szkole pewnie już zdążyli zabić swoje talenty. Studenci muszą znowu nauczyć się udawać, że się uczą. Pokolenie moich rodziców może powoli pożegnać się z emeryturą, a ja z jakąkolwiek wypłatą i moi rówieśnicy(humaniści w szczególności) również.  Mnie już składali życzenia, więc teraz ja kilka złożę Wam. Wszystkim życzę oczywiście jak najlepiej. Wyżej wymienionym wytrwałości i cierpliwości, powodzenia w szukaniu pracy i pomysłowości w kreowaniu swojego zawodowego życia. Emerytom zdrowia, bo trzeba być zdrowym, żeby chorować. Dzieciakom życzę, żeby rodzice czytali im jakieś stare bajki, bo jak się dowiedzą, że mogą zostać twarzą rajstop, to pewnie szkołę rzucą zanim w ogóle do niej pójdą.

Na koniec o początku. Mam w końcu plan na siebie. Odbyłam kilkaset godzin ćwiczeń na stanowisku burmistrza w grze SimCity. W związku z tym czuję się dość kompetentna, by startować na stanowisko prezydenta Warszawy. Co z tego, że jestem za młoda? Co z tego, że nie mieszkam w Warszawie?
Wiem jak wygląda Pałac Kultury i Nauki.  A ja przecież jestem hardcorem. Ekspertem Hardcorem!



A teraz wybaczcie, bo muszę zrobić telefoning do wróżki i zapytać jakie będę miała poparcie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz