But
I see your true colors
(…)
So
don't be afraid to let them show
Your
true colors
True
colors are beautiful
Like
a rainbow
Nie pamiętam
czasów, w których w telewizji były tylko dwa kanały. Kolory z resztą też.
Czarny i biały. Urodziłam się w świecie wielobarwnej masy programów i
wszechwiedzącego internetu. Jak się rodziłam to taki znowu wszechwiedzący
jeszcze nie był, ale rozwijał się równie szybko jak prędkość wyrzucanych prze
ze mnie słów. Przynajmniej na początku. Dzisiaj dzieli nas od tamtych chwil
ponad dwadzieścia lat, ale niewiele umknęło naszej pamięci. Zdjęcia, filmy i
opowieści ludzi, którzy mnie otaczali sprawiają, że mam wrażenie, iż moje życie
było bardziej barwne niż najpełniejsza paleta kolorów. Czasem zaczynam się
jednak zastanawiać czy przypadkiem mojemu losowi skończyły się kredki, czy może
wiaderko z farbą jest dziurawe.
Właśnie
przeczytałam felieton w jednym z tzw. kobiecych magazynów. Okazuje się, że moim
bezbarwnym obawom winna jest m.in. telewizja. I jakby się nad tym dobrze
zastanowić jest w tym dużo racji. Kiedyś rzeczywiście człowiek siadał przed
ekranem z czarno-białym obrazem i wydawało mu się, że jego życie, choćby
najbardziej monotonne, jest tysiąc razy bardziej kolorowe. Włączał więc
odbiornik i z uśmiechem na twarzy wracał do codziennych czynności. Dzisiaj
wyłącza funkcję „obowiązki” i siada przed swoją wypasioną plazmą z nadzieją, że
może gdzieś życie jest ciekawsze. Czas upływa niepostrzeżenie i nagle za oknem
nie widać nic poza wszechogarniającą czernią. Bo żeby było wszystko jasne
trzeba zauważyć, że latarnie, przynajmniej w moim mieście, stoją tylko po to,
żeby stać. Człowiek boi się otworzyć drzwi, o przekroczeniu progu nie
wspominając. Idzie więc pod prysznic. Bierze zielony żel pod prysznic. Później
musi jeszcze skorzystać z pomarańczowego peelingu. Wychodząc bierze błękitny
ręcznik i delikatnie wyciera mokrą skórę. Później jeszcze smaruje się kremem
koloru kości słoniowej, który wycisnął na rękę z pięknego brązowego opakowania
przewiązanego żółtą wstążeczką. Nie
zauważa ani jednego wyżej wymienionego koloru. Idąc do łóżka zabiera ze sobą
biały kubek w fioletowe kropki i kolorowy program tv, z którego uśmiecha się do
niego jedna z sexy mam. Podczas wieczornej lektury wpada w depresje, bo
przecież jego życie jest tak przeraźliwie nudne. Półtorej godziny przed
budzikiem wyrywa go ze snu czarno-biały koszmar. Idzie do kuchni przygotować
sobie kanapkę z szaro-brązowym pasztetem. Parzy czarną kawę. Jedząc patrzy
przez okno. Niebo zasnute chmurami. Na dziurawej ulicy brudne kałuże. Depresja
rozwija się w najlepsze. Później praca. Telewizor. Prysznic. Spanie. I tak w
kółko. A można przecież inaczej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz