środa, 2 października 2013

KOLOR CZARNO-BIAŁY

But I see your true colors
(…)
So don't be afraid to let them show
Your true colors
True colors are beautiful

Like a rainbow







Nie pamiętam czasów, w których w telewizji były tylko dwa kanały. Kolory z resztą też. Czarny i biały. Urodziłam się w świecie wielobarwnej masy programów i wszechwiedzącego internetu. Jak się rodziłam to taki znowu wszechwiedzący jeszcze nie był, ale rozwijał się równie szybko jak prędkość wyrzucanych prze ze mnie słów. Przynajmniej na początku. Dzisiaj dzieli nas od tamtych chwil ponad dwadzieścia lat, ale niewiele umknęło naszej pamięci. Zdjęcia, filmy i opowieści ludzi, którzy mnie otaczali sprawiają, że mam wrażenie, iż moje życie było bardziej barwne niż najpełniejsza paleta kolorów. Czasem zaczynam się jednak zastanawiać czy przypadkiem mojemu losowi skończyły się kredki, czy może wiaderko z farbą jest dziurawe.
Właśnie przeczytałam felieton w jednym z tzw. kobiecych magazynów. Okazuje się, że moim bezbarwnym obawom winna jest m.in. telewizja. I jakby się nad tym dobrze zastanowić jest w tym dużo racji. Kiedyś rzeczywiście człowiek siadał przed ekranem z czarno-białym obrazem i wydawało mu się, że jego życie, choćby najbardziej monotonne, jest tysiąc razy bardziej kolorowe. Włączał więc odbiornik i z uśmiechem na twarzy wracał do codziennych czynności. Dzisiaj wyłącza funkcję „obowiązki” i siada przed swoją wypasioną plazmą z nadzieją, że może gdzieś życie jest ciekawsze. Czas upływa niepostrzeżenie i nagle za oknem nie widać nic poza wszechogarniającą czernią. Bo żeby było wszystko jasne trzeba zauważyć, że latarnie, przynajmniej w moim mieście, stoją tylko po to, żeby stać. Człowiek boi się otworzyć drzwi, o przekroczeniu progu nie wspominając. Idzie więc pod prysznic. Bierze zielony żel pod prysznic. Później musi jeszcze skorzystać z pomarańczowego peelingu. Wychodząc bierze błękitny ręcznik i delikatnie wyciera mokrą skórę. Później jeszcze smaruje się kremem koloru kości słoniowej, który wycisnął na rękę z pięknego brązowego opakowania przewiązanego żółtą wstążeczką.  Nie zauważa ani jednego wyżej wymienionego koloru. Idąc do łóżka zabiera ze sobą biały kubek w fioletowe kropki i kolorowy program tv, z którego uśmiecha się do niego jedna z sexy mam. Podczas wieczornej lektury wpada w depresje, bo przecież jego życie jest tak przeraźliwie nudne. Półtorej godziny przed budzikiem wyrywa go ze snu czarno-biały koszmar. Idzie do kuchni przygotować sobie kanapkę z szaro-brązowym pasztetem. Parzy czarną kawę. Jedząc patrzy przez okno. Niebo zasnute chmurami. Na dziurawej ulicy brudne kałuże. Depresja rozwija się w najlepsze. Później praca. Telewizor. Prysznic. Spanie. I tak w kółko. A można przecież inaczej.
Telewizor można wyłączyć. Choćby w weekend. Zamiast szybko zmieniających się kadrów pooglądać zdjęcia babci z okresu, kiedy miała dwadzieścia kilka lat. Odwzajemnić jej uśmiech. Później założyć kolorowe kalosze wyjść i poskakać z dzieckiem sąsiadki we wszystkich kałużach, które jeszcze od rana nie wyschły. Wrócić do domu i wziąć prysznic, a następnie wytrzeć się najbardziej kolorowym ręcznikiem jaki mamy w domu. Tak, żeby go zauważyć. Później możemy poczytać chociaż kilka stron książki, w której nie wszystkie kartki są śnieżno-białe za to każda litera czarna. A popołudniu zrobić przyjaciółce nalot na mieszkanie. Pamiętaj tylko żeby zabrać ze sobą, w opozycji do jakichkolwiek dietetycznych zasad, babeczki(ew. ciastka) we wszystkich kolorach tęczy. Nie zdziwię się jeśli Twoja bratnia dusza też te kolory widzi jedynie w ekranie telewizora.


* fot. Bill Hartmann

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz