piątek, 31 stycznia 2014

MĄDROŚĆ I AROGANCJA IDĄ W PARZE

Mądrość przybiera różne postaci. Czasem jest to śliczna sowa. Innym razem przeklęta ósemka, która rośnie pod nieodpowiednim kątem. Jednak coraz częściej zamiast oznak rozumu widzimy głupotę.


Siedząc dziś w recepcji i czekając na wizytę u stomatologa zaczęłam czytać „Angorę”, której rektor jednego z polskich uniwersytetów udzielał wywiadu na temat kultury osobistej i upadku elit. Z Jego wypowiedzi wynikało, że żyjemy w czasach kulturalnej ignorancji. I niestety profesor ma rację. W ogóle to wszyscy mają rację, a prawda jest taka, że każdy z nas może robić, co mu się podoba. Włączając w to uzupełnianie swojej garderoby ubraniami, które akurat pasują do ich nastroju. Nie będę się sprzeczać, że są okazje, na które dobrze jest się ubrać elegancko, ale elegancja to pojęcie względne. Dla mojego rówieśnika szczytem elegancji może będzie czarny garnitur połączony z wytartym T-shirtem i sportowymi butami. Dla profesora z kilkudziesięcioletnim stażem pracy smoking, do którego założy buty z lakierowanej skóry. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

Mojego rówieśnika z pewnością nie wpuściliby na bal wiedeński, choćby wszyscy wiedzieli kim jest i że zaproszenie dostał. Ale kto by się tym przejmował. O mnie też można powiedzieć, że jestem arogancka, bo na pisemny egzamin przychodzę czasem w białej koszuli, marynarce i … dżinsach. Tyle tylko, że jakoś żaden z moich wykładowców nie składał zażaleń. Nie mam zamiaru w związku z tym roztrząsać sprawy. Lubię, kiedy wszystko do siebie pasuje, ale nie lubię wozić ze sobą, w tą i z powrotem, połowy mojej szafy, tym bardziej, że ¾ mojego bagażu to książki, notatki i komputer, co swoje waży. Kocham na co dzień biegać po mieście w tych sportowych egzemplarzach, więc nie będę ładowała do walizki szpilek, które w ciągu całego tygodnia będę musiała mieć na nogach aż godzinę. To właśnie jest głupota.


Myślę, że mądrość polega na machaniu ręką. Na machaniu na to, co jest mało istotne. Wszystko po to, żeby zająć się sprawami naprawdę ważnymi. Moja ósemka nie była sprawą życia i śmierci, więc na spokojnie pojechałam zrobić jej fotkę na pamiątkę. Okazało się, że niezwłocznie muszę ją usunąć. Zapisałam się więc do chirurga i mam zamiar, nadal ze stoickim spokojem, czekać na wyznaczony termin. Dopiero kiedy „ósemka” zrobi mi z zębów harmonijkę, która nie wyprostuje się sama, zacznę się zastanawiać, kiedy, gdzie i jaki aparat ortodontyczny założyć. Pomyślę pewnie tez o tym ile to będzie kosztować i jak długo będę musiała ten aparat nosić. Teraz mądrze macham na to ręką. Z gracją Katarzyny, księżnej Cambridge pozdrawiającej pospólstwo.

   fot.xn--80aqafcrtq.cc/en/?p=487446

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz