Mądrość
przybiera różne postaci. Czasem jest to śliczna sowa. Innym razem przeklęta
ósemka, która rośnie pod nieodpowiednim kątem. Jednak coraz częściej zamiast
oznak rozumu widzimy głupotę.
Siedząc dziś w recepcji i czekając na
wizytę u stomatologa zaczęłam czytać „Angorę”, której rektor jednego z polskich
uniwersytetów udzielał wywiadu na temat kultury osobistej i upadku elit. Z Jego
wypowiedzi wynikało, że żyjemy w czasach kulturalnej ignorancji. I niestety
profesor ma rację. W ogóle to wszyscy mają rację, a prawda jest taka, że każdy
z nas może robić, co mu się podoba. Włączając w to uzupełnianie swojej
garderoby ubraniami, które akurat pasują do ich nastroju. Nie będę się
sprzeczać, że są okazje, na które dobrze jest się ubrać elegancko, ale
elegancja to pojęcie względne. Dla mojego rówieśnika szczytem elegancji może
będzie czarny garnitur połączony z wytartym T-shirtem i sportowymi butami. Dla
profesora z kilkudziesięcioletnim stażem pracy smoking, do którego założy buty
z lakierowanej skóry. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
Mojego rówieśnika z pewnością nie
wpuściliby na bal wiedeński, choćby wszyscy wiedzieli kim jest i że zaproszenie
dostał. Ale kto by się tym przejmował. O mnie też można powiedzieć, że jestem
arogancka, bo na pisemny egzamin przychodzę czasem w białej koszuli, marynarce
i … dżinsach. Tyle tylko, że jakoś żaden z moich wykładowców nie składał
zażaleń. Nie mam zamiaru w związku z tym roztrząsać sprawy. Lubię, kiedy
wszystko do siebie pasuje, ale nie lubię wozić ze sobą, w tą i z powrotem,
połowy mojej szafy, tym bardziej, że ¾ mojego bagażu to książki, notatki i
komputer, co swoje waży. Kocham na co dzień biegać po mieście w tych sportowych
egzemplarzach, więc nie będę ładowała do walizki szpilek, które w ciągu całego
tygodnia będę musiała mieć na nogach aż godzinę. To właśnie jest głupota.
Myślę, że mądrość polega na machaniu
ręką. Na machaniu na to, co jest mało istotne. Wszystko po to, żeby zająć się
sprawami naprawdę ważnymi. Moja ósemka nie była sprawą życia i śmierci, więc na
spokojnie pojechałam zrobić jej fotkę na pamiątkę. Okazało się, że niezwłocznie
muszę ją usunąć. Zapisałam się więc do chirurga i mam zamiar, nadal ze stoickim
spokojem, czekać na wyznaczony termin. Dopiero kiedy „ósemka” zrobi mi z zębów
harmonijkę, która nie wyprostuje się sama, zacznę się zastanawiać, kiedy, gdzie
i jaki aparat ortodontyczny założyć. Pomyślę pewnie tez o tym ile to będzie
kosztować i jak długo będę musiała ten aparat nosić. Teraz mądrze macham na to
ręką. Z gracją Katarzyny, księżnej Cambridge pozdrawiającej pospólstwo.
fot.: xn--80aqafcrtq.cc/en/?p=487446

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz