czwartek, 20 marca 2014

NAWET KOSMITA POTRAFI SIĘ ZGUBIĆ

Przeglądając newsy w portalach informacyjnych przypomniałam sobie o lekturze, którą czytałam wcale nie tak dawno temu. Książkę o kosmicie, który zgubił się na Ziemi. Jego zwierzchnik ma problem, bo wciąż „Brak wiadomości od Gurba”.


Przyszła wiosna. Widać to i w kalendarzu i za oknem, ale ja myślę już o słonecznej Barcelonie. Szczególnie, że właśnie odkurzyłam dla Was jedną z najbardziej rozśmieszających książek. „Brak wiadomości od Gurba” Eduarda Mendozy jest stara jak ja, ale poznałyśmy się jakieś dwa miesiące temu i jestem przeszczęśliwa, że to spotkanie w ogóle nastąpiło. Początek może być dla niektórych nieprzyjemny do przejścia, bo kiedy czyta się ciągle coś w stylu Danielle Steel, zapomina się, że istnieją też inne formy. Moi drodzy kładę przed Wami dziennik pokładowy kosmity, który przybył na Ziemię w celu nawiązania kontaktu z rzeczywistymi i potencjalnymi formami życia. Nie wylądował na naszej planecie sam, ale z naszą codziennością będzie się zmagał już w pojedynkę. Żeby znaleźć swojego zagubionego towarzysza zmaterializuje się jako hrabia Olivares i uderzy w miasto. W Barcelonę konkretnie.

To co dla nas jest oczywiste dla przybysza z innej planety okaże się skomplikowane, nieużyteczne, irytujące albo bardzo dziwne. Czasem będzie też zagrażać kolorom przyjmowanego w danej chwili ciała. Pamiętaj, jeśli nie oddychasz stajesz się filetowy, a do tego Twoje oczy mogą wyskoczyć z orbit i wpaść pod samochód. Z pojazdami mechanicznymi z resztą też będzie miał do czynienia podczas pojawienia się na Diagonal-Paseo de Gracia (stacja metra), kiedy podczas kolizji z autobusem odpadnie mu głowa. Później przejdzie go jeszcze opel corsa, furgonetka dostawcza i taksówka. Jeszcze tego samego dnia, po mocnym postanowieniu przeszukania całego miasta wpadnie do rowów wykopanych kolejno przez Katalońskie Przedsiębiorstwo Gazowe, Katalońskie Przedsiębiorstwo Hydroelektryczne, Katalońskie Wodno-Kanalizacyjne, Państwowe Przedsiębiorstwo Telekomunikacyjne i Związek Mieszkańców z ulicy Cócega. Po tych wydarzeniach stwierdzi, że zamiast kierować się planem heliograficznym, lepiej patrzeć pod nogi.

Nie martwcie się zwierzchnik Gurba spędzi też przyjemne chwile w słonecznej Barcelonie. Wygra sto dwadzieścia dwa miliony peset. Dla niego to zwykłe mnożenie, ale ja bym się ucieszyła. Szczerze mówiąc byłabym szczęśliwa gdybym pracowała w restauracji i obsługiwała w tym czasie naszego bohatera. Zostawił on bowiem w restauracji sto milionów napiwku. Innego dnia nasz szanowny gość wybierze się na zakupy. Przybędzie mu dziewięćdziesiąt pięć krawatów, wiele sportowych akcesoriów, siedemset szynek pierwszego gatunku i pół kilograma marchewki oraz jeden maserati. Zawartość sklepu ze sprzętem gospodarstwa domowego przejdzie w jego posiadanie, podobnie jak strój Indianina sto dwadzieścia majteczek dla Barbie. I jeszcze bąk. Później puści fortunę w winiarni. Kiedy wejdzie do zakładu jubilerskiego kupi złotego rolexa i rozbije go na miejscu. Na koniec odwiedzi jeszcze drogerię, gdzie kupi piętnaście flakoników jakiegoś nowego zapachu. Niestety dojdzie do wniosku, że pieniądze szczęścia nie dają, po czym wszystko zdezintegruje i ruszy dalej z zupełnie lekkim sercem.


Ja sobie teraz przeboleję to ogromne marnotrawstwo po raz drugi. A Wy tymczasem zajrzyjcie do księgarni, albo biblioteki czy jeszcze gdzieś indziej i poprawcie sobie humor, bo to co Wam napisałam jest tylko namiastką dobrej zabawy. Ta lektura ma jednak jeden minus. Szybko się ją czyta.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz