Przeglądając
newsy w portalach informacyjnych przypomniałam sobie o lekturze, którą czytałam
wcale nie tak dawno temu. Książkę o kosmicie, który zgubił się na Ziemi. Jego
zwierzchnik ma problem, bo wciąż „Brak wiadomości od Gurba”.
Przyszła wiosna. Widać to i w kalendarzu
i za oknem, ale ja myślę już o słonecznej Barcelonie. Szczególnie, że właśnie
odkurzyłam dla Was jedną z najbardziej rozśmieszających książek. „Brak
wiadomości od Gurba” Eduarda Mendozy jest stara jak ja, ale poznałyśmy się
jakieś dwa miesiące temu i jestem przeszczęśliwa, że to spotkanie w ogóle
nastąpiło. Początek może być dla niektórych nieprzyjemny do przejścia, bo kiedy
czyta się ciągle coś w stylu Danielle Steel, zapomina się, że istnieją też inne
formy. Moi drodzy kładę przed Wami dziennik pokładowy kosmity, który przybył na
Ziemię w celu nawiązania kontaktu z rzeczywistymi i potencjalnymi formami
życia. Nie wylądował na naszej planecie sam, ale z naszą codziennością będzie
się zmagał już w pojedynkę. Żeby znaleźć swojego zagubionego towarzysza
zmaterializuje się jako hrabia Olivares i uderzy w miasto. W Barcelonę
konkretnie.
To co dla nas jest oczywiste dla
przybysza z innej planety okaże się skomplikowane, nieużyteczne, irytujące albo
bardzo dziwne. Czasem będzie też zagrażać kolorom przyjmowanego w danej chwili
ciała. Pamiętaj, jeśli nie oddychasz stajesz się filetowy, a do tego Twoje oczy
mogą wyskoczyć z orbit i wpaść pod samochód. Z pojazdami mechanicznymi z resztą
też będzie miał do czynienia podczas pojawienia się na Diagonal-Paseo de Gracia
(stacja metra), kiedy podczas kolizji z autobusem odpadnie mu głowa. Później
przejdzie go jeszcze opel corsa, furgonetka dostawcza i taksówka. Jeszcze tego
samego dnia, po mocnym postanowieniu przeszukania całego miasta wpadnie do
rowów wykopanych kolejno przez Katalońskie Przedsiębiorstwo Gazowe, Katalońskie
Przedsiębiorstwo Hydroelektryczne, Katalońskie Wodno-Kanalizacyjne, Państwowe
Przedsiębiorstwo Telekomunikacyjne i Związek Mieszkańców z ulicy Cócega. Po
tych wydarzeniach stwierdzi, że zamiast kierować się planem heliograficznym,
lepiej patrzeć pod nogi.
Nie martwcie się zwierzchnik Gurba
spędzi też przyjemne chwile w słonecznej Barcelonie. Wygra sto dwadzieścia dwa
miliony peset. Dla niego to zwykłe mnożenie, ale ja bym się ucieszyła. Szczerze
mówiąc byłabym szczęśliwa gdybym pracowała w restauracji i obsługiwała w tym
czasie naszego bohatera. Zostawił on bowiem w restauracji sto milionów napiwku.
Innego dnia nasz szanowny gość wybierze się na zakupy. Przybędzie mu
dziewięćdziesiąt pięć krawatów, wiele sportowych akcesoriów, siedemset szynek
pierwszego gatunku i pół kilograma marchewki oraz jeden maserati. Zawartość
sklepu ze sprzętem gospodarstwa domowego przejdzie w jego posiadanie, podobnie
jak strój Indianina sto dwadzieścia majteczek dla Barbie. I jeszcze bąk.
Później puści fortunę w winiarni. Kiedy wejdzie do zakładu jubilerskiego kupi
złotego rolexa i rozbije go na miejscu. Na koniec odwiedzi jeszcze drogerię,
gdzie kupi piętnaście flakoników jakiegoś nowego zapachu. Niestety dojdzie do
wniosku, że pieniądze szczęścia nie dają, po czym wszystko zdezintegruje i
ruszy dalej z zupełnie lekkim sercem.
Ja sobie teraz przeboleję to ogromne
marnotrawstwo po raz drugi. A Wy tymczasem zajrzyjcie do księgarni, albo biblioteki
czy jeszcze gdzieś indziej i poprawcie sobie humor, bo to co Wam napisałam jest
tylko namiastką dobrej zabawy. Ta lektura ma jednak jeden minus. Szybko się ją
czyta.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz