Zazwyczaj
reklamy w trakcie ciekawego filmu mnie denerwują, ale oglądanie ich przez
przypadek lub w trakcie nudnego programu bywa wyjątkowo interesujące. Po
obejrzeniu niektórych mam wrażenie, że ten kto je robił ma w głowie większy
bałagan niż ja w swoim pokoju.
Wystarczyło, że włączyłam telewizor i od
razu trafiłam na blok reklamowy. Taka sytuacja. Jakoś specjalnie się nad nimi
nie zastanawiałam, ale jedna przyciągnęła moją uwagę. Zrobiła to na tyle
skutecznie, że przewinęłam wstecz i obejrzałam ją jeszcze raz. Po tym krótkim
seansie zaczęłam się zastanawiać jaki mamy miesiąc. Ba, jaką mamy porę roku.
Pogoda za oknem rzeczywiście może być myląca, ale jakoś trudno mi uwierzyć, że
ludzie w marcu biorą kredyty, żeby kupić bożonarodzeniowe prezenty. Zawsze
myślałam, że choinkowo-świąteczna gorączka zaczyna się wraz z nadejściem
listopada. Naprawdę, jestem w stanie zrozumieć kredyt na święta wielkanocne,
szczególnie w tym roku, kiedy praktycznie łączą się z majówką. Najpierw trzeba
się odstrzelić, żeby pójść do kościoła ze święconką, później się trzeba najeść,
a na dokładkę tygodniowy melanż. Skądś te pieniądze trzeba wziąć. Tyle tylko,
że w święta, które odbywają się wiosną prezenty przynosi króliczek, nie święty
Mikołaj. A przynajmniej tak mówiła mi koleżanka.
Może i czepiam się szczegółów, ale
wydaje mi się, że wszystko ma jakieś znaczenie. Nie wiem jak Wy reagujecie na
takie reklamy, ale ja po zobaczeniu czegoś takiego tracę zaufanie do
prezentowanego w ten sposób produktu. Firmy, która w ogóle ten spot wypuściła z
resztą też. Tym bardziej, że chodzi tu o kasę. Niech im się pomyli miesiąc, w
którym mieliście skończyć spłacać zaciągnięty kredyt, a będziecie leżeć i
płakać, że zamiast roku na spłatę, będziecie mieć tylko miesiąc. Czasem jestem
reklamami zachwycona, czasem na potęgę rozbawiona. Jednak są przypadki, jak
ten, kiedy zastanawiam się kto zatrudnił „specjalistę”, kimże ten człowiek jest
i ile mu zapłacili.
Moi drodzy w związku z powyższym
chciałam powiedzieć, żebyście uważali, na co patrzycie. Reklamy są piękne,
kolorowe i wesołe, ale czasem kompletnie nie trzymają się kupy. Niestety ten
zabieg często przyciąga uwagę potencjalnego klienta, a my jak ostatnie barany
lecimy robić zakupy, bo przecież w telewizji umyli jedną kroplą płynu do naczyń
trylion talerzy.
P.S. Po tej reklamie mam wrażenie, że
powinnam Wam życzyć Wesołych Świąt Bożego Narodzenia, ale chyba się jednak
powstrzymam.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz