poniedziałek, 17 marca 2014

KREDYT NA ŚWIĘTA

Zazwyczaj reklamy w trakcie ciekawego filmu mnie denerwują, ale oglądanie ich przez przypadek lub w trakcie nudnego programu bywa wyjątkowo interesujące. Po obejrzeniu niektórych mam wrażenie, że ten kto je robił ma w głowie większy bałagan niż ja w swoim pokoju.


Wystarczyło, że włączyłam telewizor i od razu trafiłam na blok reklamowy. Taka sytuacja. Jakoś specjalnie się nad nimi nie zastanawiałam, ale jedna przyciągnęła moją uwagę. Zrobiła to na tyle skutecznie, że przewinęłam wstecz i obejrzałam ją jeszcze raz. Po tym krótkim seansie zaczęłam się zastanawiać jaki mamy miesiąc. Ba, jaką mamy porę roku. Pogoda za oknem rzeczywiście może być myląca, ale jakoś trudno mi uwierzyć, że ludzie w marcu biorą kredyty, żeby kupić bożonarodzeniowe prezenty. Zawsze myślałam, że choinkowo-świąteczna gorączka zaczyna się wraz z nadejściem listopada. Naprawdę, jestem w stanie zrozumieć kredyt na święta wielkanocne, szczególnie w tym roku, kiedy praktycznie łączą się z majówką. Najpierw trzeba się odstrzelić, żeby pójść do kościoła ze święconką, później się trzeba najeść, a na dokładkę tygodniowy melanż. Skądś te pieniądze trzeba wziąć. Tyle tylko, że w święta, które odbywają się wiosną prezenty przynosi króliczek, nie święty Mikołaj. A przynajmniej tak mówiła mi koleżanka.

Może i czepiam się szczegółów, ale wydaje mi się, że wszystko ma jakieś znaczenie. Nie wiem jak Wy reagujecie na takie reklamy, ale ja po zobaczeniu czegoś takiego tracę zaufanie do prezentowanego w ten sposób produktu. Firmy, która w ogóle ten spot wypuściła z resztą też. Tym bardziej, że chodzi tu o kasę. Niech im się pomyli miesiąc, w którym mieliście skończyć spłacać zaciągnięty kredyt, a będziecie leżeć i płakać, że zamiast roku na spłatę, będziecie mieć tylko miesiąc. Czasem jestem reklamami zachwycona, czasem na potęgę rozbawiona. Jednak są przypadki, jak ten, kiedy zastanawiam się kto zatrudnił „specjalistę”, kimże ten człowiek jest i ile mu zapłacili.

Moi drodzy w związku z powyższym chciałam powiedzieć, żebyście uważali, na co patrzycie. Reklamy są piękne, kolorowe i wesołe, ale czasem kompletnie nie trzymają się kupy. Niestety ten zabieg często przyciąga uwagę potencjalnego klienta, a my jak ostatnie barany lecimy robić zakupy, bo przecież w telewizji umyli jedną kroplą płynu do naczyń trylion talerzy.


P.S. Po tej reklamie mam wrażenie, że powinnam Wam życzyć Wesołych Świąt Bożego Narodzenia, ale chyba się jednak powstrzymam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz