niedziela, 16 marca 2014

ROK DAWANIA DOBREGO PRZYKŁADU

Zmiany w kościele to jedna z niewielu kwestii, do których podchodzę dosyć sceptycznie. Kiedy zaczęłam nieco dokładniej wsłuchiwać się w kazania głoszone z ambony, straciłam nadzieję, że na stare lata będę piać przy wszystkich sąsiadach na różańcach, roratach, litaniach, nabożeństwach majowych i mszach w intencji moich rówieśników. Fakt, że nie dożyję nudnej emerytury mało ma tu do rzeczy.


Mam w sobie coś, co podobno nazywa się egoizmem. Ja to nazywam szacunkiem do siebie i swojego światopoglądu. Nie lubię, kiedy ktoś zakazuje mi spełniania moich zachcianek. Nie wsadzam nosa w nieswoje sprawy i trzaskam drzwiami, kiedy ktoś próbuje wsadzić swój w moje życie. Szanuję innych, a w szczególności ich prawo do posiadania własnego zdania. Jestem pod ogromnym wrażeniem, kiedy widzę ludzi, którzy potrafią poświęcić całych siebie dla bliźniego. Podziwiam tych, którzy bezinteresownie i szczerze oddają swoje serce drugiej osobie. I takie zachowania chciałabym w sobie rozwijać. W Biblii było napisane, że trzeba miłować bliźniego, że nie ważne czy to człowiek czy jakiś zwierzak, a później idę do kościoła i słyszę, że jednak nie wszyscy są godni, równi, etc. Biografie świętych mówią o tym, że nie jest istotne to, co materialne, ale to co duchowe, a później przychodzi do mojego domu kobitka i mówi, że mam dać stówę na jakieś płaskorzeźby/stacje. Jak się pytam kiedy okna wstawią, żeby wiatr nie hulał po kościele, to mi odpowiada, że jeszcze nie w tej chwili. Jakby te obrazki, które są teraz były już nieaktualne. Dziwne priorytety, ale to w sumie nie mój problem, bo mnie nie na pewno nie przewieje. 

Jednak jest coś pozytywnego w całym tym zamieszaniu. Jakimś cudem rok temu na papieża wybrali nam wyjątkowy egzemplarz. Szanuje wszystkich bez względu na ich grzechy. Mówi, że jak się kocha to się kocha i nie ma w tym żadnych haczyków. Nie wciska się wszędzie ze swoim postrzeganiem świata. Zamiast tego daje przykład innym, jak być naprawdę dobrym człowiekiem. Całkiem kulturalnie pokazuje palcem co jest złe. Rządzi tylko na swoim podwórku, chociaż ludzie widzieliby go jako premiera. Jest skromny. O, to akurat argument dla Polaków chyba najistotniejszy. W Polsce lubi się tych, którzy siedzą cicho i się nie rozpychają łokciami. Tyle, że dla mnie Franciszek się rozpycha i to solidnie. Mówi to, co myśli. Nie ukrywa swoich uczuć. Potępia krzywdzenie niewinnych ludzi. I ludzi w ogóle. I przede wszystkim ciągle robi swoje. Ot co, kolejny człowiek do podziwiania i naśladowania.


Możecie mi wierzyć albo nie, ale wcale nie jestem taka znowu antykościelna. Może i twierdzę, że w Polsce to bardziej instytucja niż miejsce spotkania z Bogiem, ale wyznaję kilka chrześcijańskich zasad i nawet dość często się do nich stosuję. Mimo to płaskorzeźby mnie trochę bolą. Broniłam pomysłu plebanii wielkości połowy kościoła. Gdzieś się przecież muszą pomieścić dzieciaki służące do mszy. Diakonia musi przećwiczyć pieśni. Oaza musi mieć jakieś miejsce na swoje spotkania. Panie, które działają charytatywnie gdzieś przecież muszą upiec te wszystkie ciasta. A gdyby na przykład proboszcz zaczął organizować obiady dla bezdomnych, to z pewnością wielu z nich znalazłoby dla siebie miejsce przy stole. Ale kolejny raz czuję się oszukana. Bo ważniejsze jest w naszym polskim kościele to jak będą wyglądały stacje, a nie to, że ludziom jest zimno i nie chcą przyprowadzać dzieci do kościoła, żeby się nie rozchorowały. W sumie to sami też woleliby być zdrowi, bo przecież ktoś musi chodzić do pracy, żeby zarobić na te płaskorzeźby. Dziwne są u nas, w polskim kościele, priorytety. Nie wiem, może tylko dla mnie, ale pewnie, zróbcie najpierw płaskorzeźby, a później zacznijcie zbierać na okna. Ciekawe jak dużo osób będzie jeszcze siedziało wtedy w tym przeciągu. Mówcie, że wszystko w swoim czasie. A później narzekajcie, że coraz mniej ludzi chodzi do kościoła (równoznaczne z lżejszą „tacą”). Tak. Teraz możecie mi powiedzieć, że jestem wygodna i że nie doceniam tego, że ktoś oddał własne życie za moje zbawienie. Mój kontrargument? Żyję w XXI wieku i nie będę robiła za świętego męczennika. Wolę być zdrowa i pomóc sąsiadce wnieść zakupy na czwarte piętro.

*grafika: Donkey Hotey

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz