piątek, 11 kwietnia 2014

CZEGO SIĘ BOIMY?

Tragedie jakie rozgrywają się na świecie zawsze rozgrzewają nasze telewizory. Jednak prawda jest taka, że nie wiemy do końca jak duże zagrożenie, dla nas jako jednostek, niesie za sobą obecna sytuacja na Ukrainie. Nie mamy pojęcia czy samolot, w który wsiądziemy zniknie na dobre z radarów, czy rozbije się w tuż przed lądowaniem. Pewne jest, że za bardzo się tym wszystkim przejmujemy.

Nie chcę mówić, że nie powinniśmy zupełnie olać wszystko dookoła. Nie chcę mówić, że powinniśmy odpuścić sobie ratowanie świata. Chcę powiedzieć, że zamiast się wszystkim emocjonować, powinniśmy naszą energię skupić na rzeczach pożytecznych. Zdecydowanie bardziej prawdopodobne od podróży samolotem, który zapadnie się pod ziemię jest to, że do życia potrzeba nam powietrza, wody i jedzenia. Jeśli chodzi o pierwsze segreguję śmieci i używam antyperspirantu w kulce. To co posegreguję prawdopodobnie pewnie i tak trafi na jedną kupkę z całą resztą odpadów, ale ja mam czyste sumienie. Jeśli chodzi o drugie, nie wylewam niczego podejrzanego do „rzeki”, którą mam za domem, biorę szybkie prysznice i nie podlewam swoich kwiatków. Słynę z tego, że nawet kaktusy u mnie usychają. Oszczędność wody ponad wszystko. Po trzecie kupuję mało jedzenia, więc mało go wyrzucam. Prawda jest taka, że szkoda mi marnować pieniądze na żarcie, skoro mogę sobie uzbierać na kolejną książkę. Nie chcę wyjść na jakiegoś wielkiego ekologa, ale obawianie się o takie rzeczy uważam za rozsądne.

Żeby nie było zbyt poważnie, powiem, że niektórzy lubią się bać. Nie mówię tu wcale o zwolennikach teorii spiskowych, ale o tych, którzy oglądają horrory. Pierwsza projekcja w historii kina na przykład, okazała się strasznym przeżyciem. Ludzie widząc nadjeżdżający pociąg, uciekli z krzykiem, ale nie na zawsze. Zrozumieli, że to tylko film i że poruszające się pojazdy wcale nie zrobią im krzywdy. Co więcej zaczęli chodzić do kina właśnie po to, żeby poczuć dreszczyk emocji. I chociaż „Gabinet doktora Caligari” uważam za najnudniejszy film grozy jaki kiedykolwiek przyszło mi oglądać, kiedyś przerażał. Podobno. Kiedy oglądałam „Cube” byłam zafascynowana umiejętnościami matematycznymi jednego z bohaterów. Podczas oglądania „Wrót do piekieł” raz naprawdę się wystraszyłam. Z kolei przy „Sierocińcu” się popłakałam. Nie obejrzałam wprawdzie wszystkich horrorów jakie nakręcono, ale mój organizm zdołał zaprezentować całą paletę emocji.

Tak jak każdy ma swoją teorię rozsądku, tak każdy inaczej reaguje na zagrożenie. Jedni zaczynają płakać, drudzy kontratakują, innych strach paraliżuje. Jednak są też tacy, którzy zaczynają się w takiej sytuacji śmiać. Tym ostatnim szczerze zazdroszczę, bo jeśli zagrożenie okaże się realne skończą z uśmiechem na twarzy.



Swoją drogą obstawiałabym, że Ci ludzie usłyszeli właśnie, że muszą oszukać przeznaczenie.
\

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz