Jedni
kochają czytać książki, inni zbierają znaczki, ktoś tam uprawia sport, a ja
kocham jeździć. Od dziecka uwielbiałam szczególnie te długie podróże. Rodzice
zawsze bardzo chcieli, żebym podczas podróży nad morze spała, ale niezależnie
od godziny wyjazdu, przez całą drogę nieźle szalałam. Od kilku lat sama jestem
kierowcą i … bawię się jeszcze lepiej.
Współczuję wszystkim,
którzy borykają się z najgorszą nieśmiertelną chorobą ever. Nigdy nie
cierpiałam na chorobę lokomocyjną, nie mam pojęcia jak to jest i nie chcę się
dowiedzieć. Ten czynnik również wpływa na moją niechęć do ciąż (własnych/potencjalnych),
bo w ciąży podobno różne rzeczy się włączają/wyłączają/nasilają/itp. No ale
dzisiaj piątek, nie będziemy rozmawiać o obowiązkach i zagrożeniach dla
teoretycznej wolności. Dzisiaj powiem Wam kiedy czuję się najszczęśliwsza.
W tym tygodniu się najeździłam i właśnie
przez to wcale nie jest mi przykro, że tak zaniedbałam bloga. Pisanie nawet
najbardziej zabawnych tekstów nie może równać się z możliwością przyciśnięcia
do podłogi pedału gazu. Są oczywiście warunki do spełnienia. Nie możesz
zabierać ze sobą babci, brata albo rodziców. Babcia mówi, że zaraz kogoś zabijesz.
Brat krzyczy, że zaraz zwróci obiad. Rodzice po takiej wycieczce nigdy więcej
nie dadzą Ci swojego samochodu. Pamiętajcie, że osoba, która chociaż raz w
swoim życiu prowadziła samochód, to najgorszy pasażer na świecie. W najlepszym
wypadku prawą nogą zrobi Ci dziurę w podwoziu. Jeśli sytuacja będzie kryzysowa,
zrobi większą dwiema kończynami. Moja rodzina zarzuca mi, że jeżdżę za szybko i
zbyt niebezpiecznie. Ja uważam, że gdyby każdy jeździł tak energicznie jak ja i
każdy miał mój refleks, nie byłoby ani korków ani wypadków. Sama, przyznam się
bez bicia, że zaliczyłam jedną stłuczkę. Jechałam w korku z prędkością 5km/h. Wnioski?
Po pierwsze: unikajcie korków. Po drugie: jadąc samochodem nie jesteście na
spacerze! Uwagi dodatkowe: znawcy twierdzą, że nie powinno się prowadzić
samochodu w szpilkach. Ja byłam w balerinach, więc moi drodzy pełne płaskie
buty niczego Wam nie ułatwią. Mam też taką historię, w której prowadziłam
samochód na boso. Byłam w szpilkach, nie miałam butów na zmianę za to nogi
długie aż do samej ziemi. Samochód? Fiat 126p. Choćbym odsunęła siedzenie do
samego końca, to oczy mogłabym mieć w kolanach. Umiejętności składania nóg
jeszcze nie opanowałam.
Pierwszą zasadą, którą poznałam podczas
kursu była zasada ograniczonego zaufania. Zgadzam się z nią w zupełności. Uważam,
że najbardziej nie można ufać rowerzystom i właścicielom małych psów. Rowerzystom
szczególnie wiosną, bo sami nie wiedzą co robią. Na drogi wyjeżdżają zazwyczaj
wcześniej niż pojawiają się przebiśniegi. Ich umiejętności i rozsądek na
początku wiosny pojawia się dopiero w okolicach późnych konwalii. Chociaż prawda
jest taka, że jeżdżą jak niedźwiedzie w zimowym letargu przez cały rowerowy
sezon. Uważam, że zamiast wprowadzać kolejne ograniczenia powinno się
wprowadzić obowiązkowe szkolenia dla poruszających się w ruchu drogowym
rowerzystów. Co do właścicieli psów. Prowadzają oni swoich pupili całe życie na
smyczy, a później nagle taki jeden z drugim poczują zew natury wykorzystają
moment i paradują środkiem drogi, bo im się wydaje, że wszędzie można. Tyczy się
to oczywiście wszystkich psów, ale najbardziej niebezpieczne są te małe, bo
takie wypierdki mamuta tylko słychać, nigdy nie widać. A jak usłyszeć coś z
zewnątrz, kiedy w środku słuchasz radia i akurat nieźle podkręciłaś/eś
regulator, bo puścili Twoją nową ulubioną piosenkę? Skoro jesteśmy w temacie
niebezpieczeństw warto powiedzieć o niepożądanych czynnościach u kierowców podczas
jazdy, to warto zaznaczyć, że te
powszechnie wymieniane wcale nie są najbardziej niebezpieczne. Powiedzcie mi
ile razy rozmawialiście przez telefon podczas jazdy? Ile wysłaliście smsów? Ja sporo,
kiedy miałam jeszcze telefon z „normalnymi” klawiszami. Na dotykowym
rzeczywiście nie da się tego robić. Powiedzcie mi ile kanapek, hamburgerów i
frytek zjedliście podczas prowadzenia swojego maleństwa? Całą masę. I nadal
żyjecie. Oczywiście, to może być zagrożenie. Oczywiście, że lepiej rozmawiać
przez zestaw głośno mówiący, a posiłki spożywać podczas postoju, ale osobiście
uważam, że najbardziej niebezpieczne podczas siedzenia za kółkiem jadącego
samochodu jest kichanie. Tak, kichanie. Szczególnie to najprzyjemniejsze, czyli
kilka razy pod rząd. Jak długo nie patrzycie wtedy na drogę? Ha! I co, nie mam
racji?
Dla wielu prowadzenie pojazdu
mechanicznego, to nie lada wyzwanie. Wiem jednak, że to też cudowne uczucie,
kiedy trzymasz kierownicę, dociskasz pedał gazu i jedziesz gdzie Cię wzrok
poniesie. Fajne jest też to, że czujesz się częścią pewnej społeczności. To nie
leży w mojej naturze, ale dla innych kierowców jestem uprzejma. Jeżdżę na
zakładkę, dziękuję kiedy ktoś mnie wpuszcza. Ostatnio, jadąc do Opola, specjalnie
włączyłam sobie światła, żeby „ostrzec” jadących z naprzeciwka kierowców o
czatujących na ich nieuwagę panów z drogówki. Nawet nie wiecie jaka szczęśliwa
wróciłam do domu, kiedy jeden z kierowców mi podziękował. No po prostu kocham
jeździć, a to, że w górnych granicach wszelkich limitów? No cóż, niektórzy
jeżdżą, a nie spacerują.

P.S. Szczerze wątpię, że to pozdrowienie
dotrze do adresata, ale:
Chciałabym serdecznie pozdrowić przystojnego,
wysokiego, młodego pana z ciemnymi kręconymi włosami (chyba w okularach
korekcyjnych), któremu w 2010 roku, na początku lipca, wjechałam prawie swoim złotym Golfem IVQ w
jego czarne Renault Megane (typ nadwozia hatchback, generacja chyba trzecia,
ale mogłam być wtedy nieco zszokowana, więc proszę wybaczyć jeśli coś
pomyliłam), kiedy wyjeżdżaliśmy z Wrocławia w stronę Warszawy. Prawdopodobnie
jechał Pan na wakacje, bo normalnie tak załadowanego bagażnika się raczej nie
ma. Jeszcze raz przepraszam, ale jest mi już trochę mniej przykro, bo dostał
Pan ode mnie trochę pieniędzy. Chociaż prawda jest taka, że to ja woziłam na swoim
zderzaku pamiątkę po Pańskiej rurze wydechowej przez jakiś czas.
I to by było tyle na dzisiaj, tylko
proszę bez żadnych podtekstów. Pisałam całkiem poważnie.
fot. frenchlawoffice.org

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz