piątek, 18 lipca 2014

SAMOCHÓD, DROGA I JA

Jedni kochają czytać książki, inni zbierają znaczki, ktoś tam uprawia sport, a ja kocham jeździć. Od dziecka uwielbiałam szczególnie te długie podróże. Rodzice zawsze bardzo chcieli, żebym podczas podróży nad morze spała, ale niezależnie od godziny wyjazdu, przez całą drogę nieźle szalałam. Od kilku lat sama jestem kierowcą i … bawię się jeszcze lepiej.


Współczuję wszystkim, którzy borykają się z najgorszą nieśmiertelną chorobą ever. Nigdy nie cierpiałam na chorobę lokomocyjną, nie mam pojęcia jak to jest i nie chcę się dowiedzieć. Ten czynnik również wpływa na moją niechęć do ciąż (własnych/potencjalnych), bo w ciąży podobno różne rzeczy się włączają/wyłączają/nasilają/itp. No ale dzisiaj piątek, nie będziemy rozmawiać o obowiązkach i zagrożeniach dla teoretycznej wolności. Dzisiaj powiem Wam kiedy czuję się najszczęśliwsza.

W tym tygodniu się najeździłam i właśnie przez to wcale nie jest mi przykro, że tak zaniedbałam bloga. Pisanie nawet najbardziej zabawnych tekstów nie może równać się z możliwością przyciśnięcia do podłogi pedału gazu. Są oczywiście warunki do spełnienia. Nie możesz zabierać ze sobą babci, brata albo rodziców. Babcia mówi, że zaraz kogoś zabijesz. Brat krzyczy, że zaraz zwróci obiad. Rodzice po takiej wycieczce nigdy więcej nie dadzą Ci swojego samochodu. Pamiętajcie, że osoba, która chociaż raz w swoim życiu prowadziła samochód, to najgorszy pasażer na świecie. W najlepszym wypadku prawą nogą zrobi Ci dziurę w podwoziu. Jeśli sytuacja będzie kryzysowa, zrobi większą dwiema kończynami. Moja rodzina zarzuca mi, że jeżdżę za szybko i zbyt niebezpiecznie. Ja uważam, że gdyby każdy jeździł tak energicznie jak ja i każdy miał mój refleks, nie byłoby ani korków ani wypadków. Sama, przyznam się bez bicia, że zaliczyłam jedną stłuczkę. Jechałam w korku z prędkością 5km/h. Wnioski? Po pierwsze: unikajcie korków. Po drugie: jadąc samochodem nie jesteście na spacerze! Uwagi dodatkowe: znawcy twierdzą, że nie powinno się prowadzić samochodu w szpilkach. Ja byłam w balerinach, więc moi drodzy pełne płaskie buty niczego Wam nie ułatwią. Mam też taką historię, w której prowadziłam samochód na boso. Byłam w szpilkach, nie miałam butów na zmianę za to nogi długie aż do samej ziemi. Samochód? Fiat 126p. Choćbym odsunęła siedzenie do samego końca, to oczy mogłabym mieć w kolanach. Umiejętności składania nóg jeszcze nie opanowałam.

Pierwszą zasadą, którą poznałam podczas kursu była zasada ograniczonego zaufania. Zgadzam się z nią w zupełności. Uważam, że najbardziej nie można ufać rowerzystom i właścicielom małych psów. Rowerzystom szczególnie wiosną, bo sami nie wiedzą co robią. Na drogi wyjeżdżają zazwyczaj wcześniej niż pojawiają się przebiśniegi. Ich umiejętności i rozsądek na początku wiosny pojawia się dopiero w okolicach późnych konwalii. Chociaż prawda jest taka, że jeżdżą jak niedźwiedzie w zimowym letargu przez cały rowerowy sezon. Uważam, że zamiast wprowadzać kolejne ograniczenia powinno się wprowadzić obowiązkowe szkolenia dla poruszających się w ruchu drogowym rowerzystów. Co do właścicieli psów. Prowadzają oni swoich pupili całe życie na smyczy, a później nagle taki jeden z drugim poczują zew natury wykorzystają moment i paradują środkiem drogi, bo im się wydaje, że wszędzie można. Tyczy się to oczywiście wszystkich psów, ale najbardziej niebezpieczne są te małe, bo takie wypierdki mamuta tylko słychać, nigdy nie widać. A jak usłyszeć coś z zewnątrz, kiedy w środku słuchasz radia i akurat nieźle podkręciłaś/eś regulator, bo puścili Twoją nową ulubioną piosenkę? Skoro jesteśmy w temacie niebezpieczeństw warto powiedzieć o niepożądanych czynnościach u kierowców podczas  jazdy, to warto zaznaczyć, że te powszechnie wymieniane wcale nie są najbardziej niebezpieczne. Powiedzcie mi ile razy rozmawialiście przez telefon podczas jazdy? Ile wysłaliście smsów? Ja sporo, kiedy miałam jeszcze telefon z „normalnymi” klawiszami. Na dotykowym rzeczywiście nie da się tego robić. Powiedzcie mi ile kanapek, hamburgerów i frytek zjedliście podczas prowadzenia swojego maleństwa? Całą masę. I nadal żyjecie. Oczywiście, to może być zagrożenie. Oczywiście, że lepiej rozmawiać przez zestaw głośno mówiący, a posiłki spożywać podczas postoju, ale osobiście uważam, że najbardziej niebezpieczne podczas siedzenia za kółkiem jadącego samochodu jest kichanie. Tak, kichanie. Szczególnie to najprzyjemniejsze, czyli kilka razy pod rząd. Jak długo nie patrzycie wtedy na drogę? Ha! I co, nie mam racji?

Dla wielu prowadzenie pojazdu mechanicznego, to nie lada wyzwanie. Wiem jednak, że to też cudowne uczucie, kiedy trzymasz kierownicę, dociskasz pedał gazu i jedziesz gdzie Cię wzrok poniesie. Fajne jest też to, że czujesz się częścią pewnej społeczności. To nie leży w mojej naturze, ale dla innych kierowców jestem uprzejma. Jeżdżę na zakładkę, dziękuję kiedy ktoś mnie wpuszcza. Ostatnio, jadąc do Opola, specjalnie włączyłam sobie światła, żeby „ostrzec” jadących z naprzeciwka kierowców o czatujących na ich nieuwagę panów z drogówki. Nawet nie wiecie jaka szczęśliwa wróciłam do domu, kiedy jeden z kierowców mi podziękował. No po prostu kocham jeździć, a to, że w górnych granicach wszelkich limitów? No cóż, niektórzy jeżdżą, a nie spacerują.



P.S. Szczerze wątpię, że to pozdrowienie dotrze do adresata, ale:
Chciałabym serdecznie pozdrowić przystojnego, wysokiego, młodego pana z ciemnymi kręconymi włosami (chyba w okularach korekcyjnych), któremu w 2010 roku, na początku lipca, wjechałam prawie swoim złotym Golfem IVQ w jego czarne Renault Megane (typ nadwozia hatchback, generacja chyba trzecia, ale mogłam być wtedy nieco zszokowana, więc proszę wybaczyć jeśli coś pomyliłam), kiedy wyjeżdżaliśmy z Wrocławia w stronę Warszawy. Prawdopodobnie jechał Pan na wakacje, bo normalnie tak załadowanego bagażnika się raczej nie ma. Jeszcze raz przepraszam, ale jest mi już trochę mniej przykro, bo dostał Pan ode mnie trochę pieniędzy. Chociaż prawda jest taka, że to ja woziłam na swoim zderzaku pamiątkę po Pańskiej rurze wydechowej przez jakiś czas.

I to by było tyle na dzisiaj, tylko proszę bez żadnych podtekstów. Pisałam całkiem poważnie.



fot. frenchlawoffice.org

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz