Dokładnie
czterdzieści pięć lat temu (21 lipca 1969) pierwszy człowiek stanął na
księżycu. Historię Neila Armstronga zna każdy dzieciak, podobnie jak jego
słynne zdanie „That's one small step for (a) man; one giant leap for mankind.”*
Jednak niewiele osób zna żony słynnych astronautów.
Lilly Koppel postanowiła to zmienić. Rok
temu wydała książkę o kobietach, które z dnia na dzień stały się sławne. Nie,
nie rok temu. Zaczęły być rozpoznawane zaraz po tym, jak ogłoszono nazwiska
pierwszych siedmiu astronautów NASA. Żony kosmicznych bohaterów musiały być
nieskazitelne. Do ich zadań należało bycie idealną żoną, matką i panią domu. Pierwszym
astrożonom było zdecydowanie najtrudniej, bo nie miały pojęcia co je czeka, ale
musiały dać radę. Ich mężowie rozpoczęli wyścig o pierwsze loty próbne czy
okrążenia orbity okołoziemskiej i zostawili swoje kobiety na całe tygodnie. Sytuację,
w jakiej znajdowały się astorodziny świetnie odzwierciedla anegdota związana z
synem jednego z astronautów. Pewien reporter podsłuchał zabawę dwójki dzieci w
dom. W pewnym momencie chłopiec powiedział do swojej młodszej siostry: „Idę do
pracy, wracam za tydzień”.
Dziennikarze byli dosłownie wszędzie, więc
cała Ameryka mogła śledzić poczynania kobiet, które stały za sukcesem
światowych bohaterów. Żeby zostawić dla siebie choć trochę prywatności zasuwały
w oknach zasłony, prawdopodobnie próbując jednocześnie zapomnieć o
zdewastowanych trawnikach przed domami. Chroniąc przez wiele lat swojego
rodzinnego życia przed wścibskimi aparatami i kamerami praktycznie nigdy nie wspominały
o prawdziwych uczuciach, o słabościach czy momentach zwątpienia. I choć jak
same mówią na zawsze pozostaną w Klubie Żon Astronautów, pozwoliły sobie
uchylić rąbka tajemnicy i pokazać światu jak to było naprawdę.
Nie wiem czy to dobrze czy źle, że nie
wszystkie panie dały się przekonać do zwierzeń. W każdym razie dobrze, że w
ogóle któreś z nich i dobrze, że później niż wcale. Podobnie jak sama autorka
jestem zdziwiona, że te prawdziwe historie ujrzały światło dzienne dopiero teraz,
skoro wokół astrożon, ale także ich kosmicznych mężów krążyło bez przerwy tak
wielu dziennikarzy. Nierzadko bardzo dobrych dziennikarzy. Na dobre na pewno
wyszło to samej Lilly Koppel, bo wydała książkę wartą przeczytania. Ze względu
na temat, po pierwsze. Po drugie „Żony…” czyta się szybko i bardzo przyjemnie. Chociaż
dobrze wiedziałam, że to literatura faktu chwilami miałam wrażenie, że czytam
jakąś ciekawą powieść, której bohaterkami są zwykłe kobiety, biorące czynny
udział w tworzeniu niezwykłej historii.
„Żony astronautów” to pozycja idealna na
wakacje. Na te wakacje. Tutaj i teraz. Nie chcę Wam narzucać deadline’ów, ale
wydaje mi się, że powinniście się sprężać, bo niedługo ABC (amerykańska stacja
telewizyjna) wypuści pierwsze odcinki serialu opartego na książce Lilly Koppel.
Zapowiedzi głosiły, że premiera ma się odbyć w te wakacje, ale aktualizacja
sprzed trzech dni głosi, że musimy poczekać jeszcze kilka miesięcy. W każdym razie
książkę warto przeczytać JUŻ, tak samo jak JUŻ warto czekać na pierwsze odcinki
serialu, bowiem autorką projektu jest nie kto inny jak sama Stephanie Savage,
producentka „Plotkary”. Nie wiem czy będę wielką fanką nadchodzącej produkcji,
ale nie omieszkam Was o tym poinformować. Tymczasem zabierajcie się do
czytania.
*history.nasa.gov
fot. fabryka.pl

Ciekawa propozycja!Dzięki:)
OdpowiedzUsuńZawsze do usług :)
Usuń