Choćbyśmy
nie wiem na jakim odludziu mieszkali zawsze znajdzie się ktoś, kogo będziemy
musieli nazwać sąsiadem. Określiłam to przymusem, bo ludzie są zawsze w jakimś
stopniu w porządku, a sąsiad nigdy. Przynajmniej teoretycznie.
Od kilkunastu lat mam jeden adres
zameldowania, ale nadal czuję się jakbym mieszkała w kilku miejscach na raz. W związku
z tym, wierzcie albo nie, ale jakieś pojęcie w tym temacie mam. Każdy jakiegoś tego
sąsiada ma. Każdy trochę innego, ale choćby wyglądali jak Flip i Flap albo
Nochal i Baryła albo jeszcze ktoś i ktoś, łączy ich jedna wspólna cecha. Muszą wiedzieć
o Tobie wszystko. Skąd się tu wziąłeś, ile masz lat, gdzie pracujesz i na jakim
stanowisku. Później jeszcze wywęszą do jakiego lekarza chodzisz, jakie gazety
czytasz i z miłą chęcią podliczą Ci nie tylko zarobki, ale też ile razy w roku
myjesz okna.
Lubimy kiedy ktoś się o nas troszczy,
ale kiedy robi to sąsiad jesteśmy, delikatnie mówiąc, bardzo zdenerwowani. Można
byłoby zrzucić winę na stereotypy, ale nikt się do tego otwarcie nie przyzna. Ja
się natomiast przyznam, że mam sąsiadów całkiem niezłych. Oczywiście jak się
okazuje wszyscy gadają za naszymi plecami i oczywiście, że chcą wiedzieć jak
najwięcej, ale muszę przyznać, że mają dość wyrafinowany sposób węszenia. Zawsze
pytają o członków mojej rodziny dalszych krewnych i bliskich znajomych. Wątpię,
żeby podejmując takie kroki nie spodziewali się, że dotrze do nas wieść o ich
podstępnych czynach, więc teoretycznie mogę powiedzieć, że są dość otwarci i zaryzykowałabym
stwierdzenie, że nawet dość bezpośredni. Pamiętam jak moja babcia raz wróciła z
zakupów z pustym portfelem, ale za to nad wyraz dumna. Byłam ciekawa czy
upolowała najlepszego kalafiora, ubiegając jednocześnie jakiegoś swojego
odwiecznego wroga, ale nie. Okazało się, że to z powodu sąsiadki moich
rodziców. Dobra znajoma doniosła jej bowiem, że jedna z pań mieszkających obok
nas była zachwycona pracowitością mojego taty. Otóż sprostuję teraz, że gdyby
nie robił niczego na podwórku, mieszkalibyśmy w dżungli, ale każdy ma swoją miarkę.
Nie mam jej tego za złe, bo uwaga była miła. Z resztą, ta zachwycona pani sama
ma bardzo, ale to bardzo zadbane podwórko (już jesteśmy kwita?) i chociaż nasze
kwiatki wcale nie są brzydkie, to nie przeszkadza mi to zazdrościć Jej,
troszeczkę, pięknych roślin.
Są też tacy sąsiedzi, którzy przyjdą z
pomocą kiedy wyjedziesz i ktoś będzie musiał o to Twoje zielsko zadbać,
ewentualnie nakarmić Ci rybki. Ale bądźmy szczerzy, dobry sąsiad to bajka. Poza
tym nawet gdyby była oparta na faktach nudno by się robiło od słuchania takich
ckliwych historyjek. Ciekawiej jest kiedy sąsiadka biega po klatce schodowej w
tą i z powrotem, żeby usłyszeć o czym tak zaciekle dyskutujecie. Bardziej interesująca
wydaje się historyjka o sąsiadce, która siedzi na schodach i udając, że bawi
się z psem podsłuchuje o co kłócisz się z … (wpisz z kim mieszkasz). W końcu najciekawsze
okazują się historie z sąsiadem, który wezwie popołudniu w sobotę policję, bo
tydzień temu zrobiliście małą imprezę i teraz, zachowawczo przydałaby się, jego
zdaniem, wizyta panów mundurowych. Ten ostatni przypadek jest chyba
rzeczywiście najbardziej pochłaniającym wtajemniczonych w ten temat. Pamiętam jak
na rozdaniu indeksów, jeszcze we Wrocławiu, pewien policjant zrobił nam wykład.
Na początku nikt szczęśliwy nie był, ale później zrobiło się fajnie, bo
mężczyzna dał nam kilka złotych rad. Po pierwsze sąsiadów trzeba obserwować. Kiedy
widzimy, że podjeżdża policja chowamy ludzi do szafy, muzykę wyłączamy, robimy
specjalną fryzurę i udajemy, że właśnie ktoś nas obudził i że o żadnej imprezie
nie słyszeliśmy. Bo widzicie, policjanci też nie lubią sąsiadów. W
szczególności nie swoich. Także następnym razem dajcie im trochę czekolady i
może zróbcie kawy, żeby nie zasnęli o trzeciej nad ranem, w radiowozie, na
jakimś skrzyżowaniu.
Tak, sąsiedzi to taka plaga egipska, bo
są wszędzie, ale bądźmy szczerzy My też nimi jesteśmy.
P.S. Do jednej z moich ulubionych
sąsiadek. Bardzo mi się podoba jak rozbudowujecie dom. Nawet mi nie
przeszkadzało jak mnie rano robotnicy budzili, bo już widzę, oczami wyobraźni,
efekt końcowy. Generalnie będzie pięknie tylko kominy Wam się trochę nie zgadzają.
Dwa są grafitowe czy tam ciemne, a jeden czerwony. Proszę się nie obrażać, bo
to wszystko z dobrej woli. Ja wredna nie jestem, wścibska tylko. Troszeczkę.
fot. derekfaller.com

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz