Czasem
warto wydać pieniądze na nowy poradnik. I choć zdarzają się wyjątki, to zawsze
człowiek powinien się zastanowić czy nie lepiej byłoby kupić jakieś rozmówki i
nauczyć się nowego języka.
Nie obiecam Wam, że odniesiecie
spektakularny sukces po przeczytaniu „Włącz się do gry”, bo samo czytanie nic
nie zmienia. Wiem o czym mówię, bo przestudiowałam już cały stos poradników w
moim dość krótkim życiu, nie mówiąc o poradach zamieszczonych w prasie czy
internecie. Zrobiłam sobie jakiś milion testów na osobowość, inteligencję,
inteligencję emocjonalną, wiedzę z różnych dziedzin, predyspozycje… idealny
zawód i talenty. Nie planuję założenia rodziny. Nie poczuwam się do prawie
żadnej odpowiedzialności. Nie mam nawet psa. Ostatniego sprzedałam bratu.
Zastanawiacie się pewnie, dlaczego w ogóle wzięłam tę książkę do ręki. Bo ładna
okładka? Bo fajny tytuł? Bo znany autor? Otóż było ostatnio głośno o facebook’u
i jego twórcy. Na autorkę też ktoś postanowił rzucić trochę światła. Naczytałam
się zapowiedzi i bum! „Włącz się do gry” znalazła się w mojej torebce. Pewnie
myślałam, że zostanę drugą Sandberg. Ale do rzeczy.
Większość poradników pisana jest do
wszystkich i nikt nie uwzględnia indywidualnych przypadków. Zaskoczę Was. Tu
jest trochę inaczej, ale tylko dlatego, że książka Sheryl Sandberg jest w
pewnym stopniu autobiografią. Autorka nie daje gotowej recepty, ale pokazuje na
swoim przykładzie, że jak się chce, to można do czegoś dojść. Swój sukces
konfrontuje też z porażkami innych kobiet, dzięki czemu uzyskuje realny obraz
teraźniejszości. Nie ukrywa też, że gdyby nie ludzie, których miała szczęście
spotkać, nie miałaby się czym chwalić. Pisze prawdę, nie rysuje świata od nowa,
tylko bierze kalkę, kopiuje kontury i zaczyna kolorować swoimi kredkami. I to w
sumie byłaby całkiem niezła rada, ale żeby do niej dojść trzeba czytać między
wierszami. Nie zmienia to jednak faktu, że to kolejna pozycja, która nie
sprawi, że nasze życie będzie inne zaraz po odłożeniu lektury na półkę. Trzeba
jeszcze coś zrobić.
Sandberg wrzuciła do swojej książki
trochę prawdy, oczywistości, psychologii, a także garść wyobrażeń o życiu i
ludziach. Wymieszała to wszystko w rzeczywistości XXI wieku, a na koniec polała
sosem współczesnego feminizmu i wyszedł zbiór prawideł, które wszyscy już
gdzieś słyszeliśmy. Nie mówię Wam, żebyście przestali zaglądać do poradników,
bo zdarzają się świetne pozycje. Nie żałuję samego zakupu, ale muszę przyznać,
że trochę mi szkoda, iż czekałam na polską premierę „Włącz się do gry”. Gdybym
kupiła angielską wersję, przynajmniej coś praktycznego bym z niej wyciągnęła.
Przecież nic tak dobrze nie działa na podnoszenie umiejętności w dziedzinie
„język obcy” jak czytanie książek w oryginale. Jednak są też plusy. Na mojej
półce stoi ładna książka z uśmiechniętą twarzą kobiety, która naprawdę odniosła
sukces. I przyznaję, że to trochę pocieszające.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz