Jedni
śpią pod jedwabnymi kołderkami inni pod namiotem. Jedni stawiają przede
wszystkim na wygodę, a drudzy za priorytet mają sezonową modę. I ja to wszystko
doskonale rozumiem, ale pojąć nie mogę sposobu myślenia ludzi, którzy galopują
przez życie w zdezelowanych trzewikach.
Dzisiaj porozmawiamy o butach. Osobiście
nie uważam, że to najważniejsza część naszego looku, ale jakże istotna w
kontaktach międzyludzkich. Na przykład sąsiedzi mogą Cię znienawidzić, bo za
głośno schodzisz po schodach w swoich butach na słupku i budzisz nad ranem
wszystkie dzieci w klatce, kiedy ich wykończeni rodzice jeszcze smacznie śpią.
Albo inaczej. Mieszkam w akademiku i mam kilka sąsiadek (podejrzewam, że
kilka), którym chyba słoń nadepnął na ucho, bo za cholerę nie słyszą, że w
jakiś magiczny sposób ulotniły im się fleki od cudownych szpileczek, które
codziennie z uporem maniaka przywdziewają dla lansu. I tak napieprzają sobie po
korytarzu o trzeciej nad ranem, bo impreza była przednia (wcześniej nie
wypadało wracać). Nie ja jedna mam ten problem, więc nie będę się rozwijać, żeby
nie przywoływać Waszych przykrych wspomnień.
Wrócę do efektów wizualnych. Ważne jest,
żeby buty były chociaż zadbane. Jak Cię nie stać, żeby sobie kupić jedną nową
parę raz na kilka lat, to przynajmniej staraj się ich nie zniszczyć w kilka
miesięcy. Wyobraź sobie, że przewraca się przed Tobą jakaś laska i pierwsze co
widzi, to sflaczałe białe mokasyny zapinane na rzep, z którego wystające koty
swym szarym odcieniem dodają im „charakterku”. Ja bym chyba nie chciała, żeby
właściciel tego obuwia nawet pytał mnie czy wszystko w porządku. Byłabym bowiem
pewna, że ze mną na pewno lepiej niż z nim. I uwierzcie mi, że robię co mogę,
żeby nie oceniać książki po okładce.
To teraz z innej strony. Słyszałam
kiedyś, że facetów podniecają kobiece stopy pięknie opakowane w wysokie
szpilki. Słowo klucz: pięknie. Takie panie z niebotycznymi obcasami pod piętą
maltretują swoje nogi, kręgosłup też, przez pół dnia i trochę nocy tylko po to,
żeby czuć się bardziej seksownie, a co za tym idzie usidlić jakiegoś cwaniaka,
który zniszczy ich marzenia o księciu na białym koniu. Czasem się jednak tym
pięknym istotom nie udaje osiągnąć zamierzonego celu i zamiast zachwycić
przerażają. Jakkolwiek w tłumie na parkiecie nie słychać unikalnego stukotu
„bez flekowych” szpilek, tak przy barze widać, które są poobdzierane i
ubłocone. Wytłumaczcie mi teraz krok po kroku, bo moja wyobraźnia przestała
pracować, jak nie obniżając temperatury uczuć zdjąć pięknej kobiecie, leżącej
już wygodnie na łóżku te mocno sfatygowane buty?
Naprawdę staram się nie oceniać ludzi po
wyglądzie, bo każdy może mieć gorszy dzień. Poza tym z gustami się nie
dyskutuje. Niektórzy lubią chodzić w „doświadczonym” obuwiu. Kate Winslet, o
ile mnie pamięć nie myli, przyznała kiedyś, że najchętniej chodziłaby w
zniszczonych ciapciach, kapciach, zwał jak zwał, z wywietrznikami w postaci
dziur.
Teraz Wy wyobraźcie sobie biegnącą przez
pokład tonącego Titanica Rose DeWitt Bukater. Piękne rude włosy powiewające na
wietrze, droga i błyszcząca biżuteria okalająca delikatną skórę dekoltu,
seksownie zarysowana linia biustu i talii, szum fal obijających się o burtę i
ta wspaniała muzyka Jamesa Hornera przerywana stukotem obcasików, które nie
mają fleków. Albo, jeśli wolicie, Jack czeka w salonie z przygotowaną kartką i
ołówkami, Rose kołysząc biodrami powoli podchodzi do niego i zdejmuje swoje
niewiele zasłaniające okrycie, a młodemu artyście ukazują się ciapcie z dziurą
na palcu. No i czar prysł.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz