Czujecie
jeszcze ten słodki smak okrągłych pączków? Ile wczoraj zjedliście? Dwa? Cztery?
Dziesięć? To teraz czas na pozbycie się zbędnych kalorii! Mam dla Was garść
dobrych rad.
Założę się, że większość z Was kupiła
pączki w jakiejś cukierni albo sklepie. Jestem prawie pewna, że nikt nie
pokusił się o poszukanie przepisu na te mniej kaloryczne. Powiedzmy, że nie
będę Wam tego wypominać, bo sama dowiedziałam się o nim jeden, może dwa dni
przed Tłustym Czwartkiem, ale ilość zjedzonych słodkości nie podlega już
dyskusji. Zwyczajnie przesadziliście, ale nie będę podła tylko dlatego, że nie
zjadłam ani jednego. Zamiast tego pomogę Wam pozbyć się poczucia winy. I paru
kropel tłuszczu.
Całe życie jestem na diecie. Jak
siedemdziesiąt procent kobiet chodzących po naszej ziemi. Moje sposoby na mnie
nie działają, ale może to co udało mi się ostatnio usłyszeć, znaleźć w
internecie czy podpatrzeć u znajomych się sprawdzi. W każdym razie spróbować
nie zaszkodzi. Jeszcze jedno. Postaram się zastosować do zasady mówiącej o tym,
że 30% to odpowiednia dieta, a 70% stanowią ćwiczenia.
Zasada nr 1: domowe nie tuczy. Przede
wszystkim dotyczy to wszelkiego rodzaju wypieków cukierniczych i ich
pochodnych. Weźmy na przykład ciastka. Te kupione na wagę w pobliskiej cukierni
są zabójcami idealnej figury. Jednak z domowymi wypiekami sprawa ma się
zupełnie odwrotnie. Zjedzenie całej porcji nie zaszkodzi naszej talii, boczkom
czy udom. Poza tym taki przysmak stymuluje wydzielanie hormonów szczęścia. Jest
jednak mały haczyk. Żeby to nasze szczęście utrzymywało się na wyrównanym
poziomie, musimy sobie zapewnić w miarę stały dopływ domowych cukrów. To jest
już kwestia indywidualna. Jedni potrzebują posiłku co cztery godziny inni co
pół. W zbędne szczegóły zagłębiać się nie będę.
Kolejnym ciekawym rozwiązaniem jest
spożywanie serków topionych. Trzeba uważać, bo mieszanie ich może nam tylko
zaszkodzić. Zasada pozostaje jednak prosta. Każde opakowanie serka topionego
trzeba zjeść w całości za jednym razem. Nie zaleca się łączenia go z innymi
produktami czy nawet, jak już wspomniałam, serkami o innych smakach. To
naprawdę bardzo ważne. Jeśli nie będziecie przestrzegać tej reguły nie macie
nawet najmniejszych szans na zniszczenie zbędnych kalorii.
I jeszcze jedna ciekawa propozycja żywieniowa.
Wąchanie bananów i zielonych jabłek nie tylko wygląda na zdrową dietę, ale jest
też po części sportowym wyzwaniem. Autorzy tego sposobu niestety nie rozwinęli
szczegółowo swojej teorii, ale dzięki temu możemy dopasowywać powyższy program
do własnych potrzeb. Ponieważ nikt nie lubi czytać za dużo ograniczę się do
moich ulubionych strategii. Możemy na przykład wąchać te dwa owoce interwałowo,
co dodatkowo przyśpieszy metabolizm. Zaczynamy od szybkiego wdechu nad bananem,
a po wypuszczeniu powietrza przechodzimy do wolnego wdechu nad jabłkiem.
Powtarzamy ćwiczenie pięć razy w trzech seriach. Jeśli czujemy, że zaczynamy
się pocić możemy uzupełnić płyny pijąc ulubiony napój. Myślę, że Coca-Cola
będzie dobrym wyborem. Zapobiega bowiem zgadze. Ja nie obieram ani jabłek ani
bananów. Jednak gdyby okazało się, że ktoś ma katar, to może on sobie ułatwić
sprawę pozbawieniem owoców skórek. Łatwiej wtedy poczuć zapach.
Zielone jabłka i żółte banany pozwalają
mi płynnie przejść do następnej części, która dotyczy aktywności ruchowej.*
Jakiś czasem temu znalazłam informację na temat myślenia o uprawianiu sportu.
Jacyś tam naukowcy dowiedli, że wystarczy wyobrazić sobie, że intensywnie
ćwiczymy, a nasz organizm zacznie spalać nagromadzone pod postacią tłuszczu
kalorie. Zasada jest bardzo prosta. Wystarczy się skupić. Ta metoda może się
jednak okazać zbyt dużym wyzwaniem dla osób z ADHD. Tym z Was, którzy są
nadpobudliwi ruchowo polecam starą dobrą zabawę „Klikam, więc skaczę”. Do ręki,
której używacie najczęściej bierzecie pilot od telewizora i zaczynacie
energicznie naciskać kciukiem kolejne guziczki w polocie. Nie od dzisiaj
wiadomo, że skakanie jest jedną z najskuteczniejszych form ruchu, które
pozwalają zrzucić zbędne kilogramy.
Moi drodzy, nawpychaliście się wczoraj pączków,
a dzisiaj po przebudzeniu mieliście kalorycznego kaca. Nie ma sensu się
załamywać, wystarczy wstać od komputera i trochę się pokręcić. Najlepiej po
kuchni. Podjadanie przy gotowaniu to przecież nie jedzenie.
* [jak ja kocham pisać o pisaniu].

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz