piątek, 28 lutego 2014

KALORYCZNY KAC

Czujecie jeszcze ten słodki smak okrągłych pączków? Ile wczoraj zjedliście? Dwa? Cztery? Dziesięć? To teraz czas na pozbycie się zbędnych kalorii! Mam dla Was garść dobrych rad.


Założę się, że większość z Was kupiła pączki w jakiejś cukierni albo sklepie. Jestem prawie pewna, że nikt nie pokusił się o poszukanie przepisu na te mniej kaloryczne. Powiedzmy, że nie będę Wam tego wypominać, bo sama dowiedziałam się o nim jeden, może dwa dni przed Tłustym Czwartkiem, ale ilość zjedzonych słodkości nie podlega już dyskusji. Zwyczajnie przesadziliście, ale nie będę podła tylko dlatego, że nie zjadłam ani jednego. Zamiast tego pomogę Wam pozbyć się poczucia winy. I paru kropel tłuszczu.

Całe życie jestem na diecie. Jak siedemdziesiąt procent kobiet chodzących po naszej ziemi. Moje sposoby na mnie nie działają, ale może to co udało mi się ostatnio usłyszeć, znaleźć w internecie czy podpatrzeć u znajomych się sprawdzi. W każdym razie spróbować nie zaszkodzi. Jeszcze jedno. Postaram się zastosować do zasady mówiącej o tym, że 30% to odpowiednia dieta, a 70% stanowią ćwiczenia.

Zasada nr 1: domowe nie tuczy. Przede wszystkim dotyczy to wszelkiego rodzaju wypieków cukierniczych i ich pochodnych. Weźmy na przykład ciastka. Te kupione na wagę w pobliskiej cukierni są zabójcami idealnej figury. Jednak z domowymi wypiekami sprawa ma się zupełnie odwrotnie. Zjedzenie całej porcji nie zaszkodzi naszej talii, boczkom czy udom. Poza tym taki przysmak stymuluje wydzielanie hormonów szczęścia. Jest jednak mały haczyk. Żeby to nasze szczęście utrzymywało się na wyrównanym poziomie, musimy sobie zapewnić w miarę stały dopływ domowych cukrów. To jest już kwestia indywidualna. Jedni potrzebują posiłku co cztery godziny inni co pół. W zbędne szczegóły zagłębiać się nie będę.

Kolejnym ciekawym rozwiązaniem jest spożywanie serków topionych. Trzeba uważać, bo mieszanie ich może nam tylko zaszkodzić. Zasada pozostaje jednak prosta. Każde opakowanie serka topionego trzeba zjeść w całości za jednym razem. Nie zaleca się łączenia go z innymi produktami czy nawet, jak już wspomniałam, serkami o innych smakach. To naprawdę bardzo ważne. Jeśli nie będziecie przestrzegać tej reguły nie macie nawet najmniejszych szans na zniszczenie zbędnych kalorii.

I jeszcze jedna ciekawa propozycja żywieniowa. Wąchanie bananów i zielonych jabłek nie tylko wygląda na zdrową dietę, ale jest też po części sportowym wyzwaniem. Autorzy tego sposobu niestety nie rozwinęli szczegółowo swojej teorii, ale dzięki temu możemy dopasowywać powyższy program do własnych potrzeb. Ponieważ nikt nie lubi czytać za dużo ograniczę się do moich ulubionych strategii. Możemy na przykład wąchać te dwa owoce interwałowo, co dodatkowo przyśpieszy metabolizm. Zaczynamy od szybkiego wdechu nad bananem, a po wypuszczeniu powietrza przechodzimy do wolnego wdechu nad jabłkiem. Powtarzamy ćwiczenie pięć razy w trzech seriach. Jeśli czujemy, że zaczynamy się pocić możemy uzupełnić płyny pijąc ulubiony napój. Myślę, że Coca-Cola będzie dobrym wyborem. Zapobiega bowiem zgadze. Ja nie obieram ani jabłek ani bananów. Jednak gdyby okazało się, że ktoś ma katar, to może on sobie ułatwić sprawę pozbawieniem owoców skórek. Łatwiej wtedy poczuć zapach.

Zielone jabłka i żółte banany pozwalają mi płynnie przejść do następnej części, która dotyczy aktywności ruchowej.* Jakiś czasem temu znalazłam informację na temat myślenia o uprawianiu sportu. Jacyś tam naukowcy dowiedli, że wystarczy wyobrazić sobie, że intensywnie ćwiczymy, a nasz organizm zacznie spalać nagromadzone pod postacią tłuszczu kalorie. Zasada jest bardzo prosta. Wystarczy się skupić. Ta metoda może się jednak okazać zbyt dużym wyzwaniem dla osób z ADHD. Tym z Was, którzy są nadpobudliwi ruchowo polecam starą dobrą zabawę „Klikam, więc skaczę”. Do ręki, której używacie najczęściej bierzecie pilot od telewizora i zaczynacie energicznie naciskać kciukiem kolejne guziczki w polocie. Nie od dzisiaj wiadomo, że skakanie jest jedną z najskuteczniejszych form ruchu, które pozwalają zrzucić zbędne kilogramy.


Moi drodzy, nawpychaliście się wczoraj pączków, a dzisiaj po przebudzeniu mieliście kalorycznego kaca. Nie ma sensu się załamywać, wystarczy wstać od komputera i trochę się pokręcić. Najlepiej po kuchni. Podjadanie przy gotowaniu to przecież nie jedzenie.



* [jak ja kocham pisać o pisaniu].

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz