Sport,
zdrowe żywienie i takie tam inne pierdoły przyczyniają się do dłuższego życia.
Otóż moi drodzy nic bardziej mylnego! Sport, dobra zabawa i szczypta adrenaliny
są kluczem do szczęśliwej długowieczności. Przykładem jest jedna z moich prawie
sąsiadek, która dla rozrywki ucieka przed samochodami, klaszcze tym, którzy
jadą szybko, a kiedy ma zajęte ręce, macha przejeżdżającym chwastami.
Żyje sobie u nas pewna kobiecina, która
na karku ma już sporo wiosen. Znudzona jest bidula, więc chodzi sobie w tę i z
powrotem po ślicznym chodniku. Czasami, tak dla urozmaicenia przechodzi sobie
przez jezdnię, żeby zobaczyć czy pies sąsiada nadal śpi pod swoimi drzwiami.
Później wraca na chodnik i znowu chodzi. I chodzi i chodzi i to chodzenie jest
przemożne jakby to napisał Gombrowicz. Zdarzają się też takie momenty, kiedy
jakaś warcząca maszyna, zwana potocznie samochodem, przecina jej drogę do płotu
sąsiada. Kiedyś kobieta nazywała to zapewne wydarzeniem, ale odkąd zrobili
przed jej domem asfaltową drogę (czyli jakiś milion lat temu) babci już te
maszyny nie dziwią. Tylko, że właśnie tu zaczyna się historia. Wymyśliła ona
sobie chyba, że to jakieś GP F1. Ja bym przynajmniej zrobiła tak na stare lata.
Ale wracając do teraźniejszości. Atrakcja Ci to niesłychana zważając na fakt,
że średnio co minutę przejeżdża tą drogą jakiś samochód. Załóżmy też, że
kobieta nie odróżnia marek i modeli aut, jedynie ich wielkość i kolory.
Następnie dodajmy, że większość ludzi kupujących samochody wybiera kolory
uniwersalne, które w przyszłości sprzedadzą się tysiąc razy łatwiej niż pojazd
z karoserią w kolorze neonowego różu. Chyba, że ktoś chce sprzedawać w nim
cukierki dzieciom, ale w to wnikać już nie będę. Zakładam, że mocno starsza
pani (owszem, zdarza mi się oceniać po wyglądzie) bez okularów na nosie,
stuprocentowej ostrości nie ma. Wychodzi mi z tych statystyk, że kobieta myśli,
iż przez naszą zabitą dechami wiochę przejeżdża góra dziesięć samochodów
dziennie. Każdy po jakieś siedemdziesiąt osiem razy. Trochę mało kierowców, ale
za to tor Monte Carlo.
Powiedzcie mi teraz czy też byście sobie
nie wyobrażali, że jesteście właśnie na jakichś wyścigach samochodowych. Ja
naprawdę bym sobie wyobrażała. Byłoby to spełnienie moich marzeń. A ponieważ
napatrzyłam się już jak to wygląda w telewizji, to moja wyobraźnia z pewnością
nie przeciąży mi zwojów mózgowych. Potrzebne są oczywiście flagi i transparenty
no i klaskać też trzeba i krzyczeć, że dawaj, że szybciej i takie tam. I dzięki
tej naszej kobiecinie nawet swojej kreatywności używać nie muszę. Kiedy będzie
mi szkoda mojego prześcieradła (na gumce) na transparent, to pójdę do sąsiadki
wyrwę jej trochę zielska z ogródka i nim będę machać przejeżdżającym
„wyścigówkom”. W kwestii prędkości tychże pojazdów będę musiała użyć wyobraźni
bez dwóch zdań. Niestety niektórzy kierowcy jeżdżą tak, jakby wieźli garnek
pełen zupy. Bez przykrywki.
* fot. Nick J Webb

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz