Życie
to dom. Podczas depresji ściany są nie tylko brudne, ale cały tynk zaczyna z
nich odpadać. Twoje miejsce staje się przytłaczająco nijakie. Jest Ci wszystko
jedno. Do czasu.
Codziennie gonimy za czymś nieosiągalnym
niczym pies za swoim ogonem. Z szaleństwem w oczach próbujemy coś osiągnąć, ale
okazuje się, że nasze plany pękają niczym mydlane bańki, zacierając obraz
naszego szczęścia. Zaczyna się zawsze niewinnie. I przede wszystkim
niepostrzeżenie. Później ciężko cokolwiek naprawić. Rozpadasz się na tysiąc
kawałków i nie jesteś w stanie się pozbierać. I chociaż samemu musisz zbudować
sobie nowe życie, to w pojedynkę tej bitwy nie wygrasz.
W Polsce ludzie z zaburzeniami
psychicznymi nie mają zbyt wielu możliwości. W szczególności, jeśli są bardzo
młodzi. Niby mamy poradnie psychologiczno-pedagogiczne, do których każde
dziecko jest przypisane od urodzenia, ale głównie zajmują się one diagnozą
trudności szkolnych, a nie zaburzeń na tle psychicznym. Wyobraźcie sobie, że
dzieciaki, jak dorośli, też gonią za sukcesem. Na początku chodzi tylko o
lepszą ocenę, później jedna czwórka może być powodem do podcięcia sobie żył.
Młodzi nie mają wbudowanej tarczy obronnej, nie umieją sobie poradzić ze swoimi
problemami. To, co pokazują dzisiaj media nijak ma się do rzeczywistości, w
której żyją. W telewizji widzą jedno, w domu słyszą drugie, a później okazuje
się, że chociaż ciężko pracowali na wyniki (w nauce) raczej nie przełoży się to
na możliwość zdobycia pracy zapewniającej godne życie. Kryzys nie dotyczy tylko
dorosłych. Dzieci w podstawówce czują co się święci. Do tego wszystkiego
dochodzi stres i często rujnujący samoocenę wpływ rówieśników. Tak, młodzi mają
dzisiaj pod górkę.
Dorośli w sumie nie mają lepiej. Tu o
pomoc też raczej nie jest łatwo. Jakkolwiek u dzieci ktoś mógłby zadziałać,
zaprowadzić do psychologa, tak dorośli często sami odcinają się od tych, którzy
mogliby zauważyć, że coś jest nie tak. Drogi, które można by było wybrać, żeby
się ratować nagle jawią się jako ślepe uliczki, których nie warto w ogóle brać
pod uwagę. Osoba, która cierpi na depresję sama raczej nie zobaczy problemu.
Zazwyczaj pracuje jak maszyna. Wykonuje wszystkie czynności w pracy tak jak jej
to przykazali, a później idzie do domu i od razu wskakuje do łóżka. Nie.
Wskakuje to za dużo powiedziane. Po prostu się kładzie, często w ubraniach,
które zmieni rano przed wyjściem. W weekendy zakłada piżamę i chodzi tak po
mieszkaniu aż do poniedziałku. Nie spotyka się ze znajomymi. Kiedy dzwoni
rodzina tłumaczy się, że czuje się dobrze, ale jest bardzo zapracowana i nie ma
zbyt wiele czasu na rozmowę. Na wakacje nie wyjeżdża, bo sama myśl o spakowaniu
walizki staje się zbyt męcząca. Dopiero, kiedy w pracy pójdzie coś nie tak,
zauważy problem. Pytanie tylko jak zadziała. Czy ktoś wyciągnie do niej pomocną
dłoń? Czy może dojdzie do wniosku, że najwyższa pora ze sobą skończyć?
Najważniejsi w takiej sytuacji są
ludzie, którzy otaczają chorego. Muszą mieć oczy dookoła głowy. Depresyjni sami
się z tej studni nie wyciągną, będą tonąć, ale ani razu nie poproszą o pomoc.
Ja miałam ogromne szczęście, że była przy sobie jedna taka osoba. Chociaż znała
mnie krótko zauważyła problem, zaciągnęła do psychologa, a potem wspierała w
tej cholernie trudnej walce. Później zaczęłam przypadkowo wpadać na pozytywnych
ludzi, którzy ciągnęli mnie za sobą i pokazywali, że życie jest kolorowe. Dużo
lat uciekło mi przez palce, ale ten kto tego nie przeżył nie zrozumie mojego
dzisiejszego szczęścia. Każdy dzień to wyzwanie, ale teraz wiem jak do niego
podejść. Wiem, że nie ważne co się dzieje, ja jestem panią swojego losu i mogę
sobie to swoje życie pomalować takimi farbami, jakimi będę chciała. Agnieszka
Glińska, reżyserka i aktorka, w rozmowie z Robertem Rientem dla najnowszego
„Sensu” powiedziała: „Oczywiście, czasami bywa trudno, ale nie rozlewam się już
na podłogę, nie trzeba mnie zbierać łyżeczką”. I wiecie co? Nawet to potrafi
ucieszyć. Ta świadomość, że umiesz walczyć, że masz w sobie odpowiednie
narzędzia i że się nie rozpadasz. Ta świadomość, że wiesz co teraz naprawić,
żeby jutro wszystko było ok.
Niektórzy mają szczęście, bo dostają
szansę i mogą nad sobą pracować. Tyle tylko, że ta praca jest jedną z
najcięższych, bo trzeba mieć mnóstwo samozaparcia, siły, systematyczność i
umiejętności szukania nowych rozwiązań, żeby stworzyć siebie od początku.
Wyburzanie ścian mimo wszystko nie jest najtrudniejsze. Najtrudniejsze bowiem
okazuje się ich stawianie. Musisz wiedzieć gdzie je wybudować, żeby tym razem
móc w miarę normalnie funkcjonować. I nie ważne co robisz w życiu. Czy jesteś
kobietą czy mężczyzną, dzieckiem czy dorosłym, czy pracujesz w banku, w teatrze
czy na kasie w supermarkecie. Najważniejsze jest znaleźć w sobie siłę, żeby coś
ruszyć, choćby palec u nogi. Wszystko ma swój początek, duży, mały, jakiś.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz