niedziela, 23 lutego 2014

OGÓLNOPOLSKI DZIEŃ WALKI Z DEPRESJĄ

Życie to dom. Podczas depresji ściany są nie tylko brudne, ale cały tynk zaczyna z nich odpadać. Twoje miejsce staje się przytłaczająco nijakie. Jest Ci wszystko jedno. Do czasu.


Codziennie gonimy za czymś nieosiągalnym niczym pies za swoim ogonem. Z szaleństwem w oczach próbujemy coś osiągnąć, ale okazuje się, że nasze plany pękają niczym mydlane bańki, zacierając obraz naszego szczęścia. Zaczyna się zawsze niewinnie. I przede wszystkim niepostrzeżenie. Później ciężko cokolwiek naprawić. Rozpadasz się na tysiąc kawałków i nie jesteś w stanie się pozbierać. I chociaż samemu musisz zbudować sobie nowe życie, to w pojedynkę tej bitwy nie wygrasz.

W Polsce ludzie z zaburzeniami psychicznymi nie mają zbyt wielu możliwości. W szczególności, jeśli są bardzo młodzi. Niby mamy poradnie psychologiczno-pedagogiczne, do których każde dziecko jest przypisane od urodzenia, ale głównie zajmują się one diagnozą trudności szkolnych, a nie zaburzeń na tle psychicznym. Wyobraźcie sobie, że dzieciaki, jak dorośli, też gonią za sukcesem. Na początku chodzi tylko o lepszą ocenę, później jedna czwórka może być powodem do podcięcia sobie żył. Młodzi nie mają wbudowanej tarczy obronnej, nie umieją sobie poradzić ze swoimi problemami. To, co pokazują dzisiaj media nijak ma się do rzeczywistości, w której żyją. W telewizji widzą jedno, w domu słyszą drugie, a później okazuje się, że chociaż ciężko pracowali na wyniki (w nauce) raczej nie przełoży się to na możliwość zdobycia pracy zapewniającej godne życie. Kryzys nie dotyczy tylko dorosłych. Dzieci w podstawówce czują co się święci. Do tego wszystkiego dochodzi stres i często rujnujący samoocenę wpływ rówieśników. Tak, młodzi mają dzisiaj pod górkę.

Dorośli w sumie nie mają lepiej. Tu o pomoc też raczej nie jest łatwo. Jakkolwiek u dzieci ktoś mógłby zadziałać, zaprowadzić do psychologa, tak dorośli często sami odcinają się od tych, którzy mogliby zauważyć, że coś jest nie tak. Drogi, które można by było wybrać, żeby się ratować nagle jawią się jako ślepe uliczki, których nie warto w ogóle brać pod uwagę. Osoba, która cierpi na depresję sama raczej nie zobaczy problemu. Zazwyczaj pracuje jak maszyna. Wykonuje wszystkie czynności w pracy tak jak jej to przykazali, a później idzie do domu i od razu wskakuje do łóżka. Nie. Wskakuje to za dużo powiedziane. Po prostu się kładzie, często w ubraniach, które zmieni rano przed wyjściem. W weekendy zakłada piżamę i chodzi tak po mieszkaniu aż do poniedziałku. Nie spotyka się ze znajomymi. Kiedy dzwoni rodzina tłumaczy się, że czuje się dobrze, ale jest bardzo zapracowana i nie ma zbyt wiele czasu na rozmowę. Na wakacje nie wyjeżdża, bo sama myśl o spakowaniu walizki staje się zbyt męcząca. Dopiero, kiedy w pracy pójdzie coś nie tak, zauważy problem. Pytanie tylko jak zadziała. Czy ktoś wyciągnie do niej pomocną dłoń? Czy może dojdzie do wniosku, że najwyższa pora ze sobą skończyć?

Najważniejsi w takiej sytuacji są ludzie, którzy otaczają chorego. Muszą mieć oczy dookoła głowy. Depresyjni sami się z tej studni nie wyciągną, będą tonąć, ale ani razu nie poproszą o pomoc. Ja miałam ogromne szczęście, że była przy sobie jedna taka osoba. Chociaż znała mnie krótko zauważyła problem, zaciągnęła do psychologa, a potem wspierała w tej cholernie trudnej walce. Później zaczęłam przypadkowo wpadać na pozytywnych ludzi, którzy ciągnęli mnie za sobą i pokazywali, że życie jest kolorowe. Dużo lat uciekło mi przez palce, ale ten kto tego nie przeżył nie zrozumie mojego dzisiejszego szczęścia. Każdy dzień to wyzwanie, ale teraz wiem jak do niego podejść. Wiem, że nie ważne co się dzieje, ja jestem panią swojego losu i mogę sobie to swoje życie pomalować takimi farbami, jakimi będę chciała. Agnieszka Glińska, reżyserka i aktorka, w rozmowie z Robertem Rientem dla najnowszego „Sensu” powiedziała: „Oczywiście, czasami bywa trudno, ale nie rozlewam się już na podłogę, nie trzeba mnie zbierać łyżeczką”. I wiecie co? Nawet to potrafi ucieszyć. Ta świadomość, że umiesz walczyć, że masz w sobie odpowiednie narzędzia i że się nie rozpadasz. Ta świadomość, że wiesz co teraz naprawić, żeby jutro wszystko było ok.


Niektórzy mają szczęście, bo dostają szansę i mogą nad sobą pracować. Tyle tylko, że ta praca jest jedną z najcięższych, bo trzeba mieć mnóstwo samozaparcia, siły, systematyczność i umiejętności szukania nowych rozwiązań, żeby stworzyć siebie od początku. Wyburzanie ścian mimo wszystko nie jest najtrudniejsze. Najtrudniejsze bowiem okazuje się ich stawianie. Musisz wiedzieć gdzie je wybudować, żeby tym razem móc w miarę normalnie funkcjonować. I nie ważne co robisz w życiu. Czy jesteś kobietą czy mężczyzną, dzieckiem czy dorosłym, czy pracujesz w banku, w teatrze czy na kasie w supermarkecie. Najważniejsze jest znaleźć w sobie siłę, żeby coś ruszyć, choćby palec u nogi. Wszystko ma swój początek, duży, mały, jakiś.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz