Za
tydzień majówka, a ja jeszcze się nie spakowałam, nawet nie przygotowałam
walizki. Wszystko pięknie, ale prawda jest taka, że w tym roku nie ruszam się z
domu. Długi weekend spędzę z książkami, zaległą prasą i grami planszowymi.
Nabawiłam się całkiem niedawno nowego
nawyku. Robiłam sobie wakacje jako jedna z pierwszych i wyjeżdżałam do miejsc,
w których nigdy wcześniej nie byłam. Niestety tradycja umarła zanim się
urodziła, a ja zawiodłam moją najlepszą towarzyszkę podróży, bo okazało się, że
planując najbliższe miesiące, zapomniałam o majowym weekendzie. Mimo wszystko
mam nadzieję, że niedługo to nadrobimy ruszając na podbój nieznanego. Nikt nie
mówi, że zawsze trzeba jechać na egzotyczne wyspy, pustynię, Antarktydę, itp. I
chociaż nie jestem ani Krzysztofem Kolumbem (nie ta płeć), ani Beatą
Pawlikowską (nie ten kolor włosów), to lubię jeździć daleko. Czasem jestem tak
bardzo spragniona długich podróży, że do sklepu jadę okrężną drogą. Niby nic
nowego, ale prawie jak wycieczka.
Każdy z nas ma jakieś marzenia.
Niektórzy lubią pochwalić się zdjęciem z piramidą w tle, drudzy chcą się
pobawić perspektywą i na swojej dłoni umieścić Wieżę Eiffla. Są też tacy, którzy
marzą o przytuleniu misia koali, albo zobaczeniu jak pracuje się w NASA.
Spełnienie marzenia czasem kosztuje bardzo dużo, a czasem dostajemy je w
prezencie. Niezależnie od tego, czy ktoś sfinansuje nam bilet na jakąś odległą
i egzotyczną wyspę, czy będziemy pracować na niego sami przez kilka lat, musimy
jeszcze znaleźć czas, żeby się tam w ogóle wybrać. Mamy na szczęście wynalazek
zwany majówką. Wprawdzie tylko raz na kilka lat zdarza nam się, że pierwszy
maja wypada we wtorek, a trzeci w czwartek (wystarczą trzy dni urlopu i mamy
ponad tydzień wolnego) i niestety to nie jest ten rok, ale nie ma sensu
marnować żadnego długiego weekendu. Zawsze można na kilka dni polecieć do
Paryża, albo skoczyć na chwilę na narty w Alpy. Nadal za daleko? W Polsce też jest
co robić. Można odwiedzić Centrum Nauki Kopernik w Warszawie i sprawdzić o co
chodzi z klatką Faradaya. Można też zajrzeć do Muzeum Inżynierii Miejskiej w
Krakowie i stanąć oko w oko z historią polskiej motoryzacji albo pojechać do
Madagaskaru. Trochę egzotyki nie zaszkodzi, tym bardziej, że to nadal w Polsce,
a konkretnie we Wrocławiu. PPP (Polska Pogoda Podwórkowa) oczywiście może nie
dopisać i z opalenizny wyjdą nici, ale czas i tak płynie, więc czemu go dobrze
nie wykorzystać?
Swoje pomysły mogłabym wymieniać w
nieskończoność, bo w Polsce, posuniętej do przodu o całe 10 lat świetlnych,
naprawdę jest co zwiedzać. Nawet darmowa rowerowa wyprawa po najbliższym lesie
może nas uświadomić, że są jeszcze miejsca, w których jeszcze nigdy nie
byliśmy. Grając w Monopoly wcale nie
musimy jechać do Warszawy, żeby poskakać po Alejach Ujazdowskich. Przy dobrych
wiatrach może nawet zostaniemy hotelarzami. Ewentualnie hotelarkami. A czytając
książkę możemy nie tylko przenieść się do innego miejsca, ale nawet do innej
epoki. Nie ważne czy podróże są małe czy duże, zawsze czegoś uczą. Z Egiptu
przywieziemy prawdopodobnie ciemniejszą opaleniznę niż znad polskiego morza. W
Australii może i przytulimy misia koalę, ale w Polsce możemy przecież przytulić
swojego psa. Albo kota. Myślę, że ani jeden, ani drugi nie obrazi się, jeśli
strzelimy sobie z nimi jakąś słitfocię. Niezależnie od tego jaką drogę się
obiera, podróż zawsze jest ciekawa. Nawet jeśli to tylko podróż przez album z
rodzinnymi zdjęciami.
http://www.kopernik.org.pl/odwiedz-nas/godziny-otwarcia/
http://www.mimk.com.pl/aktualnosci/weekend-majowy-godziny-otwarcie-muzeum/369.html
http://www.zoo.wroclaw.pl/index.php?strona=263&id_kat=325
P.S. Za tydzień będzie mi brakować:
Imprez na wodzie
Miłych niespodzianek
Pięknych miejsc
I ciekawych zjawisk


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz