wtorek, 27 maja 2014

JAK TO SIĘ STAŁO?

Frekwencja podczas wyborów do Parlamentu Europejskiego oczywiście nie poszła w górę. Sama też się zastanawiałam czy nie zostać w domu, bo sukienki mi się nie chciało prasować, ale zwyczajnie nie potrafię olać czegoś tak ważnego.

Tak samo jak czuję się częścią Polski, tak też czuję się częścią Unii Europejskiej. Czuję, że Unia to też ja i doskonale wiem, że raz na kilka lat mam szeroko otwarte drzwi do tego, żeby wybrać, którą drogą chcę iść. Szkoda, że tak wiele osób jeszcze tego nie czuje, albo poczuć nie chce. Nie wiem dlaczego 80% Polaków jest zadowolonych z UE, a do urn nie poszło ponad 75% obywateli. W niedzielę wieczorem zastanawiałam się też nad tym, kto głosował na Kongres Nowej Prawicy. 

Od wczoraj dyskusje nie gasną. Elektorat KNP określono mianem „gimboprawicy”. Są to w większości ludzie w moim wieku, trochę starsi i trochę młodsi. Często tacy, którzy do wyborów przystąpili pierwszy raz. Podczas słuchania jednej z wielu rozmów na ten temat, przypomniała mi się wypowiedź Ryszarda Czarneckiego:

„Korwin-Mikke jest jak szkarlatyna. Trzeba to przejść. Bo kto za młodu nie otarł się o twardy, szalony konserwatyzm Korwin-Mikkego, ten później jest nudziarzem.”

Może boją się, że będą tylko patrzeć w monitory komputerów i w kółko będą klepać te same cyferki w Excelu, ale jest też jeszcze jedna opcja. JKM skojarzył im się z sympatycznym Panem Kleksem, którego widywali w telewizji, kiedy byli jeszcze dziećmi. Ja z dzieciństwa pamiętam obu panów. Obu ze względu na ubiór. Kleks miał płaszcz z baaardzo głębokimi kieszeniami, a Korwin-Mikke dwukolorowe spodnie. Z przodu białe, a jak gdzieś usiądziesz to się nie ubrudzą, bo z tyłu czarne.

Ta zagadka okazała się rozwikłana, ale pozostaje kwestia kobiet. Janusz Korwin-Mikke wypowiada się co najmniej kontrowersyjnie. Obraża ludzi jak popadnie. Obraził też kobiety twierdząc, że zawsze się je trochę gwałci. Jeśli mają takie fantazje, to wszystko ok, ale nie wszystkie kobiety fantazjują w ten sposób. Poza tym, żadna z nich nie jest niczyją własnością, a już na pewno nie w Polsce. Nie wiem w związku z tym jak to się stało, że 25% jego elektoratu to były właśnie panie. Nie wiem, może to gra wstępna. Żal tylko tyłek ściska, że kosztem wizerunku Polski i Polaków.

Ślepa nie jestem, głucha tym bardziej i widzę, że lider KNP lubi zrobić wokół siebie zamieszanie. W związku z tym przejmuję się jak będzie wyglądać Polska w oczach chociażby PE. Może to niewiele, ale wypowiedź Danuty Hübner jest, chociaż trochę, uspokajająca:

„Nie bałabym się, że Korwin-Mikke z czterema mandatami zacznie odgrywać kluczową rolę w PE. To będzie pewnie zależało też od tego, w jakiej frakcji się znajdzie. Trzeba mieć świadomość, że wiele z tych partii antyeuropejskich to są też partie antypolskie. Są przeciwko wspólnemu budżetowi, który jest nam potrzebny, tak naprawdę nigdy nie pogodziły się z rozszerzeniem UE w 2004 roku i doszukują się tu ciągle jakichś niebezpieczeństw. Europosłowie Nowej Prawicy będą więc w dwuznacznej sytuacji.”  [GW nr 121.8153]

Wierząc Ryszardowi Czarneckiemu, można śmiało twierdzić, że młodzież dorośnie i zmieni podejście do polityki i zapewne do samego Janusza Korwin-Mikkego. Jakoś trudno mi uwierzyć, że lider KNP rozwali w pojedynkę (ok, z trzema pomocnikami) Unię Europejską. JKM planuje tam siedzieć krócej niż reszta eurodeputowanych. Półtora roku w PE zamiast pięciu, to albo wysokie mniemanie o sobie, albo kalkulacja, że tyle funduszy wystarczy, bo kampania do wyborów parlamentarnych w Polsce zdąży się przecież zakończyć. Poza tym w całej tej zabawie najprawdopodobniej chodzi głównie o uwagę mediów, bo nie wątpię, że JKM odstawi trochę akcji w Brukseli. Nie wiem czy tam będą zwracać na to uwagę czy nie, ale w u nas na pewno media wytkną panu Korwinowi-Mikke każdy wyskok. Czas antenowy ma zagwarantowany, bo charyzmy i pomysłowości odmówić liderowi KNP nie można. A czy wygłaszany program okaże się czymś realnym czy tylko głośnymi i pustymi hasłami, na których popłynęli moi rówieśnicy, zweryfikuje czas.

Co do kobiet. Nadal ich nie rozumiem. Nie wiem czy mucha jest bardziej podniecająca niż krawat, ale sam JKM jakoś na mnie nie działa. Zwyczajnie podejrzewam, że kobiety, które zagłosowały na lidera KNP nie czytały jeszcze „50 twarzy Greya” i nie mają odwagi pójść do sex shopu, kupić kilku zabawek, kajdanek czy zestawów do krępowania. Nie mają też odwagi podejść do swojego faceta i powiedzieć mu: „zwiąż mnie i zrób ze mną co chcesz”. Boją się prawdopodobnie, że stary dowcip może okazać się prawdą i facet wybierze się z kumplami na piwo, a swojej wybrance da święty spokój.

W szczegóły wchodzić nie będę, bo wybory już się odbyły. Teraz trzeba się zająć dniem dzisiejszym i tym, co będzie jutro. Na temat frekwencji jakiś czas temu pisaliśmy ze znajomymi pracę badawczą czy coś, więc mogłabym opowiadać i opowiadać, ale o tym jak to się stało chyba i tak już za dużo.


A jeśli coś Wam się nie podoba i uważacie, że się mylę to przecież mogę się wykręcić słowami Justyny Pochanke „(…) ja zawsze mogę się usprawiedliwić, że jestem kobietą i nie wiedziałam co robię”.



fot. Yanni Koutsomitis/www.flickr.com/photos/ykoutsomitis
fot. www.facebook.com/hipsterski.maoizm

2 komentarze:

  1. Być może te 25% kobiet po prostu przeczytało program NP i przypadł on im do gustu. Chociaż z drugiej strony, jaki jest sens zapoznawania się z programami partii, przecież ważne jest to co o nich mówią i piszą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli głosujący zapoznają się przed wyborami z programami partii, w szczególności tej , na którą głosują, tylko dobrze to o Nich świadczy.
      Co do drugiej części. Zgadzam się, że ważniejsze od tego co mówią i piszą na czyjś temat media jest zdanie samych wyborców.

      Usuń