Frekwencja
podczas wyborów do Parlamentu Europejskiego oczywiście nie poszła w górę. Sama
też się zastanawiałam czy nie zostać w domu, bo sukienki mi się nie chciało prasować,
ale zwyczajnie nie potrafię olać czegoś tak ważnego.
Tak samo jak czuję się częścią Polski,
tak też czuję się częścią Unii Europejskiej. Czuję, że Unia to też ja i
doskonale wiem, że raz na kilka lat mam szeroko otwarte drzwi do tego, żeby wybrać,
którą drogą chcę iść. Szkoda, że tak wiele osób jeszcze tego nie czuje, albo
poczuć nie chce. Nie wiem dlaczego 80% Polaków jest zadowolonych z UE, a do urn
nie poszło ponad 75% obywateli. W niedzielę wieczorem zastanawiałam się też nad
tym, kto głosował na Kongres Nowej Prawicy.
Od wczoraj dyskusje nie gasną. Elektorat KNP określono mianem „gimboprawicy”. Są to w większości ludzie w moim wieku, trochę starsi i trochę młodsi. Często tacy, którzy do wyborów przystąpili pierwszy raz. Podczas słuchania jednej z wielu rozmów na ten temat, przypomniała mi się wypowiedź Ryszarda Czarneckiego:
Od wczoraj dyskusje nie gasną. Elektorat KNP określono mianem „gimboprawicy”. Są to w większości ludzie w moim wieku, trochę starsi i trochę młodsi. Często tacy, którzy do wyborów przystąpili pierwszy raz. Podczas słuchania jednej z wielu rozmów na ten temat, przypomniała mi się wypowiedź Ryszarda Czarneckiego:
„Korwin-Mikke
jest jak szkarlatyna. Trzeba to przejść. Bo kto za młodu nie otarł się o
twardy, szalony konserwatyzm Korwin-Mikkego, ten później jest nudziarzem.”
Może boją się, że będą tylko patrzeć w
monitory komputerów i w kółko będą klepać te same cyferki w Excelu, ale jest też
jeszcze jedna opcja. JKM skojarzył im się z sympatycznym Panem Kleksem, którego
widywali w telewizji, kiedy byli jeszcze dziećmi. Ja z dzieciństwa pamiętam obu
panów. Obu ze względu na ubiór. Kleks miał płaszcz z baaardzo głębokimi kieszeniami,
a Korwin-Mikke dwukolorowe spodnie. Z przodu białe, a jak gdzieś usiądziesz to
się nie ubrudzą, bo z tyłu czarne.
Ta zagadka okazała się rozwikłana, ale
pozostaje kwestia kobiet. Janusz Korwin-Mikke wypowiada się co najmniej
kontrowersyjnie. Obraża ludzi jak popadnie. Obraził też kobiety twierdząc, że
zawsze się je trochę gwałci. Jeśli mają takie fantazje, to wszystko ok, ale nie
wszystkie kobiety fantazjują w ten sposób. Poza tym, żadna z nich nie jest
niczyją własnością, a już na pewno nie w Polsce. Nie wiem w związku z tym jak
to się stało, że 25% jego elektoratu to były właśnie panie. Nie wiem, może to
gra wstępna. Żal tylko tyłek ściska, że kosztem wizerunku Polski i Polaków.
Ślepa nie jestem, głucha tym bardziej i
widzę, że lider KNP lubi zrobić wokół siebie zamieszanie. W związku z tym
przejmuję się jak będzie wyglądać Polska w oczach chociażby PE. Może to
niewiele, ale wypowiedź Danuty Hübner jest, chociaż trochę, uspokajająca:
„Nie
bałabym się, że Korwin-Mikke z czterema mandatami zacznie odgrywać kluczową
rolę w PE. To będzie pewnie zależało też od tego, w jakiej frakcji się
znajdzie. Trzeba mieć świadomość, że wiele z tych partii antyeuropejskich to są
też partie antypolskie. Są przeciwko wspólnemu budżetowi, który jest nam
potrzebny, tak naprawdę nigdy nie pogodziły się z rozszerzeniem UE w 2004 roku
i doszukują się tu ciągle jakichś niebezpieczeństw. Europosłowie Nowej Prawicy
będą więc w dwuznacznej sytuacji.” [GW nr 121.8153]
Wierząc Ryszardowi Czarneckiemu, można
śmiało twierdzić, że młodzież dorośnie i zmieni podejście do polityki i zapewne
do samego Janusza Korwin-Mikkego. Jakoś trudno mi uwierzyć, że lider KNP
rozwali w pojedynkę (ok, z trzema pomocnikami) Unię Europejską. JKM planuje tam
siedzieć krócej niż reszta eurodeputowanych. Półtora roku w PE zamiast pięciu,
to albo wysokie mniemanie o sobie, albo kalkulacja, że tyle funduszy wystarczy,
bo kampania do wyborów parlamentarnych w Polsce zdąży się przecież zakończyć.
Poza tym w całej tej zabawie najprawdopodobniej chodzi głównie o uwagę mediów,
bo nie wątpię, że JKM odstawi trochę akcji w Brukseli. Nie wiem czy tam będą
zwracać na to uwagę czy nie, ale w u nas na pewno media wytkną panu
Korwinowi-Mikke każdy wyskok. Czas antenowy ma zagwarantowany, bo charyzmy i
pomysłowości odmówić liderowi KNP nie można. A czy wygłaszany program okaże się
czymś realnym czy tylko głośnymi i pustymi hasłami, na których popłynęli moi
rówieśnicy, zweryfikuje czas.
Co do kobiet. Nadal ich nie rozumiem.
Nie wiem czy mucha jest bardziej podniecająca niż krawat, ale sam JKM jakoś na
mnie nie działa. Zwyczajnie podejrzewam, że kobiety, które zagłosowały na
lidera KNP nie czytały jeszcze „50 twarzy Greya” i nie mają odwagi pójść do sex
shopu, kupić kilku zabawek, kajdanek czy zestawów do krępowania. Nie mają też
odwagi podejść do swojego faceta i powiedzieć mu: „zwiąż mnie i zrób ze mną co
chcesz”. Boją się prawdopodobnie, że stary dowcip może okazać się prawdą i
facet wybierze się z kumplami na piwo, a swojej wybrance da święty spokój.
W szczegóły wchodzić nie będę, bo wybory
już się odbyły. Teraz trzeba się zająć dniem dzisiejszym i tym, co będzie
jutro. Na temat frekwencji jakiś czas temu pisaliśmy ze znajomymi pracę
badawczą czy coś, więc mogłabym opowiadać i opowiadać, ale o tym jak to się
stało chyba i tak już za dużo.
A jeśli coś Wam się nie podoba i
uważacie, że się mylę to przecież mogę się wykręcić słowami Justyny Pochanke „(…) ja zawsze mogę się usprawiedliwić, że
jestem kobietą i nie wiedziałam co robię”.
fot. Yanni Koutsomitis/www.flickr.com/photos/ykoutsomitis
fot. www.facebook.com/hipsterski.maoizm


Być może te 25% kobiet po prostu przeczytało program NP i przypadł on im do gustu. Chociaż z drugiej strony, jaki jest sens zapoznawania się z programami partii, przecież ważne jest to co o nich mówią i piszą.
OdpowiedzUsuńJeśli głosujący zapoznają się przed wyborami z programami partii, w szczególności tej , na którą głosują, tylko dobrze to o Nich świadczy.
UsuńCo do drugiej części. Zgadzam się, że ważniejsze od tego co mówią i piszą na czyjś temat media jest zdanie samych wyborców.