piątek, 9 maja 2014

PISANIE TO CIĘŻKA PRACA

Okres matur trwa w najlepsze. Prace licencjackie, inżynierskie i magisterskie pewnie też właśnie się piszą. A Ci, którzy dochrapali się w końcu jakiegoś etatu zapewne tworzą kolejną tabelkę w Excelu. Tworzenie czegokolwiek jest do bani!


Artyści, nie artyści, każdy w swoim życiu coś tam próbował napisać. W związku z tym dobrze wiecie jak to jest, kiedy w głowie przeciąg, a Wy nie wiecie gdzie są drzwi. Nie wiem czy ktokolwiek zrozumie co miałam na myśli, ale nie wytnę tego zdania. A teraz do rzeczy.

Jeśli nie pamiętacie już jak to jest ślęczeć nad pustą kartką papieru i nie mieć pojęcia jakie słowo powinno wylądować na niej jako pierwsze, nie musicie się martwić. Przypomni Wam o tym trylion reżyserów. Oni też czasem nie wiedzą o czym zrobić film (albo serial) i wtedy kręcą o tych, co nie wiedzą co napisać. Nie mam zielonego pojęcia czy bardziej ich nienawidzę czy kocham. Gdyby tak popatrzeć na kilka z zagranicznych produkcji można się załamać na samym starcie.

„Hemingway & Gellhorn” – główny bohater kończy gniotąc kartki, a z filmu wynika, że jak się je gniecie to już koniec pisarstwa.

„L Word” – Jenny doprowadzała mnie do szału! Ryczy bez przerwy. Albo nie może nic napisać albo nie wie czy kocha swojego narzeczonego albo tęskni za Mariną. Nigdy nie wie czego chce. Bycie pisarzem wykańcza psychicznie.

„Dziewczyny” – Hanna w ostatnim odcinku drugiego sezonu ścina swoje i tak nie najpiękniejsze włosy i wszystko wskazuje na to, że trafi do zakładu zamkniętego.

„Godziny” – Virginia Woolf ma depresje, myśli samobójcze itd.

„Plotkara” – Po tym jak Dan wydaje „Inside” wszyscy zaczynają go nienawidzić. W szóstym sezonie zrobiło się jeszcze ciekawiej, ale nie będę Wam spoilerować, bo może ktoś jest opóźniony o ponad rok albo nigdy nie słyszał o tej operze mydlanej opowiadającej o bananowej młodzieży z New York City. No dobra, nie będę niemiła. Z Upper East Side.

Generalnie rzecz biorąc najbardziej pozytywna scena z tych, w których piszący się zacinają pochodzi z serialu „Niskozatrudnieni”. Sophia nie wie co napisać i zaczyna grać w … coś. Angry Birds? Nie pamiętam. Nie ważne. Chodzi mi o to, że jedni skończą upici, naćpani albo martwi. Drudzy będą mieli na koncie bestseller. Następni coś tam napiszą, coś tam zaprezentują, ale bez większych fajerwerków. Są też tacy, którzy usiądą, zaczną pisać i nic z tego nie wyjdzie.


W każdym razie całe to pisarstwo zazwyczaj zaczyna się tak samo:














How i feel writing pointless essays. Subscribe.. What show is this from?










A najgorzej kiedy wiesz, że to co publikujesz nie ma sensu. Tak jak dzisiejszy tekst. Zwalniam się! Idę na prezenterkę do You Tube!


Żartowałam. Za tydzień znowu napiszę coś bez sensu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz