Pamiętacie jak
tydzień temu pisałam Wam o tym, że w majówkę nigdzie się nie ruszę? Otóż
ruszyłam się dzisiaj rano na drobne zakupy. Przeżyłam szok, kupiłam sobie Śnieżkę
na pocieszenie i wróciłam do domu.
Korek
w jaki się dzisiaj wpakowałam upewnił mnie jedynie w przekonaniu, że robię źle,
kupując tylko tyle ile mi potrzeba. Przed następnym okresem wolno-świątecznym
zrobię sobie trzytygodniowe zapasy i nie będę odwiedzać sklepów, przed, w
trakcie i po skończeniu się dni wolnych. Owszem, lubię siedzieć za kółkiem, ale
nie pod drzwiami sklepu, w którym chciałabym zrobić zakupy. Korki, korkami, a
my mamy piątek i przydałby się mniej wkurzający temat. Więc moi drodzy słów
kilka o nałogach. Już słyszę jak pod nosem przeklinacie, że to też irytuje.
Prawda, ale istnieją w tej dziedzinie tylko dwie grupy. Grupa I „Nienałogowcy”.
Grupa II „Rzucający”. Ponieważ każdy ma jakieś nałogi, pierwsza grupa nie
istnieje, a druga kurczy się tak samo szybko, jak rozrasta.
Żeby
nie było ja też mam swoje nałogi. Jednym z nich jest notoryczne kupowanie
przeróżnych magazynów. Powinnam sobie zamówić prenumeratę każdego z nich, ale
nigdy nie wiem gdzie będę w dniu „premiery”, więc gwałcę moje oszczędzanie
przynajmniej kilka razy w miesiącu. Tygodniki zazwyczaj jestem w stanie ogarnąć
w terminie, ale z całą resztą mam ostatnio problem. W związku z powyższym moje
miesięczniki i dwumiesięczniki stworzyły całkiem pokaźną kupkę pod tytułem „do
przeczytania”. Nie martwcie się, nie będę Wam tutaj robić przeglądu prasowego z
ostatniego półrocza, ale uchylę rąbka tajemnicy i pokażę, co będę w ten weekend
robić i co tak naprawdę wytycza drogę mojego myślenia. Ci, którzy mnie lepiej
znają, dobrze wiedzą, że na sumieniu mam znacznie więcej, ale co za dużo to nie
zdrowo.
Tydzień
temu wspomniałam jeszcze o książkach, które mają etykietkę „oczekujące” i które
też mogłabym wymieniać w nieskończoność, ale o nich innym razem i w inny
sposób. Gry planszowe nadal będą leżeć na dnie jednej z miliona szuflad, a ja nie
obejrzę zapewne ani jednego filmu, bo „Sabrina” była wczoraj, a przecież nie kupiłam
programu na ten tydzień. W związku z tym nie wiem kiedy zarezerwować sobie czas
przed ekranem telewizora. Wszystko przez konsumentów z zakupowym szaleństwem w
oczach, którzy zablokowali dzisiaj połowę mojego rodzinnego miasteczka, ale nie
będę znowu taka pamiętliwa. Zabiorę się za nadrabianie moich czytelniczych
zaległości i wyłączę się z życia na najbliższych kilka dni. Lecę zaparzyć wielki
kubek herbaty i zrobić dużo kanapek. Wy tymczasem, niczym wybitny neurochirurg,
możecie zerknąć co mam w głowie.
Udanego weekendu!







Pożycz kilka tych gazetek, chętnie bym się wczytała!
OdpowiedzUsuńPytanie które, bo jest ich cała masa ;)
Usuń