piątek, 2 maja 2014

CZYTELNICZY STRIPTIZ

Pamiętacie jak tydzień temu pisałam Wam o tym, że w majówkę nigdzie się nie ruszę? Otóż ruszyłam się dzisiaj rano na drobne zakupy. Przeżyłam szok, kupiłam sobie Śnieżkę na pocieszenie i wróciłam do domu.


Korek w jaki się dzisiaj wpakowałam upewnił mnie jedynie w przekonaniu, że robię źle, kupując tylko tyle ile mi potrzeba. Przed następnym okresem wolno-świątecznym zrobię sobie trzytygodniowe zapasy i nie będę odwiedzać sklepów, przed, w trakcie i po skończeniu się dni wolnych. Owszem, lubię siedzieć za kółkiem, ale nie pod drzwiami sklepu, w którym chciałabym zrobić zakupy. Korki, korkami, a my mamy piątek i przydałby się mniej wkurzający temat. Więc moi drodzy słów kilka o nałogach. Już słyszę jak pod nosem przeklinacie, że to też irytuje. Prawda, ale istnieją w tej dziedzinie tylko dwie grupy. Grupa I „Nienałogowcy”. Grupa II „Rzucający”. Ponieważ każdy ma jakieś nałogi, pierwsza grupa nie istnieje, a druga kurczy się tak samo szybko, jak rozrasta.

Żeby nie było ja też mam swoje nałogi. Jednym z nich jest notoryczne kupowanie przeróżnych magazynów. Powinnam sobie zamówić prenumeratę każdego z nich, ale nigdy nie wiem gdzie będę w dniu „premiery”, więc gwałcę moje oszczędzanie przynajmniej kilka razy w miesiącu. Tygodniki zazwyczaj jestem w stanie ogarnąć w terminie, ale z całą resztą mam ostatnio problem. W związku z powyższym moje miesięczniki i dwumiesięczniki stworzyły całkiem pokaźną kupkę pod tytułem „do przeczytania”. Nie martwcie się, nie będę Wam tutaj robić przeglądu prasowego z ostatniego półrocza, ale uchylę rąbka tajemnicy i pokażę, co będę w ten weekend robić i co tak naprawdę wytycza drogę mojego myślenia. Ci, którzy mnie lepiej znają, dobrze wiedzą, że na sumieniu mam znacznie więcej, ale co za dużo to nie zdrowo.

Tydzień temu wspomniałam jeszcze o książkach, które mają etykietkę „oczekujące” i które też mogłabym wymieniać w nieskończoność, ale o nich innym razem i w inny sposób. Gry planszowe nadal będą leżeć na dnie jednej z miliona szuflad, a ja nie obejrzę zapewne ani jednego filmu, bo „Sabrina” była wczoraj, a przecież nie kupiłam programu na ten tydzień. W związku z tym nie wiem kiedy zarezerwować sobie czas przed ekranem telewizora. Wszystko przez konsumentów z zakupowym szaleństwem w oczach, którzy zablokowali dzisiaj połowę mojego rodzinnego miasteczka, ale nie będę znowu taka pamiętliwa. Zabiorę się za nadrabianie moich czytelniczych zaległości i wyłączę się z życia na najbliższych kilka dni. Lecę zaparzyć wielki kubek herbaty i zrobić dużo kanapek. Wy tymczasem, niczym wybitny neurochirurg, możecie zerknąć co mam w głowie. 

Udanego weekendu!




















2 komentarze: