Chciałam
się zapytać czy jest ktoś, kto nie widział nigdy żadnego pełnometrażowego filmu
Disneya i w trzy sekundy zdałam sobie sprawę z tego, że to najgłupsze pytanie
ever! Oczywiście, że wszyscy coś obejrzeli. Są nawet tacy, którzy prawie
zniszczyli swoje kasety VHS, bo tyle razy przewijali je do ulubionego momentu.
Na przykład ja.
Walt Disney i jego brat Roy prawdopodobnie
chcieli w przyjemny sposób przekazać dzieciom istotne wartości. Lekcje
postanowili zawrzeć w pełnometrażowych filmach animowanych. Uroczych wizualnie,
z ciekawą fabułą i miłym dla ucha dźwiękiem. W sumie wychodziło nie najgorzej,
ale jak się okazuje oczekiwania i rezultaty czasem zupełnie się rozjeżdżały.
Chyba nie ma takiej bajki wypuszczonej
przez The Walt Disney Company, w której nikt nie dopatrzyłby się jakichś niepoprawnych
sytuacji czy zachowań bohaterów. Królują teorie z wieżą w kształcie męskiego
przyrodzenia, satanistyczny gest w „Pięknej i Bestii” i goła kobieta w „Aryskotratach”.
Coś pominęłam? Oooo! Na pewno.
Poza
tymi drobnymi szczegółami są jeszcze większe przekręty stosowane na dzieciakach.
Nie wiem czy zauważyliście, ale wszystkie księżniczki były piękne, wysokie (przynajmniej
tak wyglądały), szczupłe, młode i schludnie ubrane. Ok, Kopciuszek była
wyjątkiem, który swoją drogą potwierdzał regułę. Książe zakochał się w niej dopiero,
kiedy podjechała wyczarowaną karocą, w wielkiej balowej sukni i szklanych
pantofelkach. Wszystkie księżniczki czekały aż zdarzy się cud i przybędzie po
nie książę na białym koniu. Disney uczy więc, że trzeba wiernie czekać aż
przybędzie nasz wybawca i oczywiście w ramach wdzięczności wyjść za niego za
mąż. Kopciuszek mogłaby być wyjątkiem, bo to ona jedzie do księcia. Prawda jest
jednak taka, że wypchnęła ją do niego wróżka, bo prawdopodobnie była już
wkurzona tym, że jej chrześnica jest taką lamą i pozwala sobą pomiatać. O tym,
jakich oczekiwań narobił nam zawsze chcący dobrze Walt w stosunku do włosów już
nie będę wspominać.
Chłopcy, którzy oglądali bajki Disneya też
lekko nie mają. Uczyli się bowiem, że książę zawsze musi mieć konia,
ewentualnie wielki pałac z ogromną salą balową. Czasem również pelerynę. Musi lubić
leśne przejażdżki, bo tylko tam może spotkać śpiewającą piękność na dwóch
długich nogach. Nie może się też bać trupów, bo może się zdarzyć, że żeby pojąć
za żonę jakąś niepoprawną pannę (Śnieżka mieszkała z siedmioma krasnoludkami)
musi obudzić ją ze „snu” pocałunkiem. Osobiście słyszałam, że jak się ktoś
zakrztusi, to trzeba go klepać po plecach, ale widocznie metody są różne.
Wracając do książąt. Obowiązkowo muszą być przystojni i wysocy. Quasimodo nie
miał szans u Esmeraldy, bo piękne miał tylko wnętrze. Trzeba też umieć kłamać.
Gdyby Alladyn tego nie robił, nigdy nie miałby możliwości zawalczenia o rękę
Jasmin. W sumie na upartego możesz też być świnią w skórze wielkiego wilka, ale
w takiej sytuacji koniecznie musisz być tym całym księciem.
Co do „Pięknej i Bestii”. Rodzice na
pewno uczyli Was, żeby nie otwierać nieznajomym, nie rozmawiać z nimi i nie
przyjmować od nich żadnych prezentów. Otóż Disney mówi, że jeśli postąpicie jak
rodzice przykazali spadnie na Was klątwa jak na księcia Adama. Dalej „Mała
Syrenka”. Rodzice mówili Wam, że nie można być samolubnym? Arielka to wręcz
pochwała samolubności. Śpiewa, że mało jej widelców i innych klamotów,
podpisuje pakt z diabłem (Urszula), bo wymyśliła sobie, że chce mieć nogi i żyć
na lądzie, ma gdzieś, że jej ojciec się o nią martwi i w końcu rzuca wszystko,
żeby mieć przystojnego męża z pałacem. Kolejna niesforna panna, czyli „Pocahontas”.
Rodzice mówili Wam, że szlajanie się po nocy z obcymi mężczyznami może mieć złe
konsekwencje? Pocahontas i tak robi co chce i ma gdzieś, że ktoś przez jej
nocne wycieczki może zginąć. Poza tym babcia Wierzba? Serio? Ok, pomińmy to. Pamiętacie
jak prosiliście rodziców o jakieś zwierzątko, a rodzice twardo, że nie, bo „zwierzę
to nie zabawka”. Ten, kto oglądał Kopciuszka doskonale wie, że nie zabawka
tylko służący. Ptaszki, myszki i co tam jeszcze było, odwalały całą robotę za
Kopciuszka tylko po to, żeby ta mogła się wystroić i iść na imprezę.
Bajki Disneya przekazały nam jeszcze
kilka innych mniej lub bardziej brutalnych lekcji. Jeśli na przykład chcesz
dojść do władzy musisz zabić („Król Lew”), uciec i Hakuna Matata. Wszyscy,
którzy są starzy, brzydcy albo skrajnie grubi bądź chudzi są źli.
Coś mi się wydaje, że Walt chciał też
delikatnie zasugerować, że jeśli bardzo nie chcesz kogoś zapraszać na imprezę
lepiej nie lekceważ tej osoby, bo niezaproszona zjawi się na więcej niż sto
procent i na pewno zniszczy całą zabawę („Śpiąca królewna”). Chociaż do końca
nie jestem pewna czy rzeczywiście o to mu chodziło.
Lekcji w swoich bajkach Walt Disney i
jego brat Roy upchnęli cała masę. Jako dzieci widzieliśmy w tym same dobre
wskazówki. Miłość nie zna granic („Mała Syrenka”). Każdy może być bohaterem („Dzwonnik
z Notre Dame”). Prawda w końcu zawsze wychodzi na jaw („Anastazja”). Każdy może
stać się lepszym człowiekiem („Piękna i Bestia”). Rodzina ponad wszystko („101
Dalmatyńczyków”). Dobro zwycięża (to chyba w każdej bajce). Jako dorośli
doszukujemy się podwójnych znaczeń, perwersji czy propagandy. Oczywiście, że
Europejczycy nie odpuścili sobie kolonizacji Ameryki. Prawda, że niektóre
drugorzędne postaci kobiece w „Pięknej i Bestii” czy „Alladynie” wyglądają na
panie lekkich obyczajów. Każdy może się też doszukać ukrytego słowa „sex” we
wszystkich chyba bajkach Disneya. Tylko, sami przyznacie, że kiedy byliście
dziećmi, żadna z tych podejrzanych rzeczy nie rzuciła Wam się w oczy. Dzisiejsze
dzieci też ich nie widzą, bo nie one są najważniejsze.
Tak na marginesie, jest chyba tylko
jedna lekcja, z której dzisiaj robi się wielką aferę i nie chce się jej odrobić,
chociaż jest dobra.
Przynajmniej w mojej opinii.
P.S. Kaseta VHS, którą prawie zajechałam? "101 Dalmatyńczyków". Ktoś z domowników mi ją zakosił, bo ileż można oglądać to samo. Prawda jest taka, że dla odmiany oglądałam jeszcze "Pocahontas" i wesele rodziców.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz