piątek, 13 czerwca 2014

DZIECIŃSTWO: SERIALE VOL.2

Świat namiętnie ogląda dzisiaj „Grę o tron”, „House of Cards”, „Homeland” czy „Ranczo”. Mam wrażenie, że wypuszczanych w ostatnich latach seriali nie da się już zliczyć. I jestem gotowa zaryzykować stwierdzenie, że życia by brakło temu, kto chciałby wszystkie serialowe produkcje obejrzeć. Kiedyś było tego chyba mniej. Albo ja byłam jakaś ograniczona.


Bardzo chciałabym przejść płynnie od animowanych seriali do tych nieanimowanych, bo dzisiejszy wpis jest swego rodzaju kontynuacją tego sprzed kilku dni. Niestety wiem, że na chęciach się skończy. Teoretycznie mogłabym napisać coś o „Simpsonach”, bo to taki animowany serial dla dużych dzieci, ale oglądałam ich jedynie z doskoku. Tak naprawdę jedyne, co mi się z nimi kojarzy, to lekcja jak bawić się ze swoim pupilem. I zdecydowanie nie odrabiałam jej w okresie mojego dzieciństwa.



Zacznę więc od „Niefortunnej czarownicy”, czyli dowodu na to, że Brytyjczycy po prostu uwielbiają magię i latanie na miotle.



Nie wiem czy to był taki okres na czarodziejki i czarodziejów (Harry Potter i kamień filozoficzny 1997), czy strach przed końcem świata i próba znalezienia wybawców, ale też się wkręciłam. Bałam się wtedy tych trzech zer w kalendarzu, ale po tylu końcach świata ile do tej pory przeżyłam, zdążyłam okrzepnąć z myślą, że czego by nie głosili i tak nic się nie stanie.

W każdym razie do dzisiaj leży gdzieś kaseta VHS z nagranym odcinkiem tego serialu. Moi rodzice nie byli szczęśliwi, kiedy zobaczyli, której kasety użyłam do uwiecznienia moich „idolek”. Nie wiem czy ktoś jeszcze pamięta, że kiedyś nie było dekoderów z funkcją nagrywania i do tych celów używało się specjalnego urządzenia zwanego magnetowidem. W każdym razie pewnego dnia moi rodzice postanowili coś obejrzeć i wyciągnęli akurat „moją” kasetę. Seans wyglądał mniej więcej tak:
Muzyka Wojciecha Kilara, jakieś napisy. Zbliżenie kamery na poszczególnych bohaterów, „O tem że dumać na paryskim bruku, Przynosząc z miasta uszy pełne stuku, Przeklęstw i kłamstwa, niewczesnych” i w tym momencie wlatują moje czarownice na miotłach. Później jeszcze jakaś reklama, kilka innych bajek (bo nie zdążyłam wyłączyć nagrywania), kolejne reklamy i z powrotem „Pan Tadeusz”. Na koniec polonez, napisy końcowe i do spania. Seans do udanych nie należał.

W tamtym momencie marzyłam o tym, żeby cofnąć czas i wybrać inną kasetę, ale na szczęście szybko zapomniałam o sprawie i wróciłam do oglądania kolejnych seriali. A wśród nich: „Z Archiwum X”, „Pomoc domowa”, „Przyjaciele”, „Dr Quinn” (obowiązkowo z koniem), „Świat według Bundych”, „Słoneczny Patrol”, „Power Rangers”. Oczywiście, że nie mogłabym pominąć polskich serialach, bo przecież kto nie oglądał „13 posterunku”, „Matek, żon i kochanek” czy „W Labiryncie”? No każdy coś tam widział. Siadając w tym roku w niedzielne wieczory przed telewizorem można było pooglądać prawie „Miodowe lata”. Większość obsady, jeśli nie cała, przeszła na tryb Eko i z miasta przeprowadziła się do Wilkowyj („Ranczo”).

Na koniec jeszcze krótko wspomnę o moich ulubionych pozycjach z tamtych lat.

„Xena, wojownicza księżniczka”


Zna ją każdy, a przynajmniej coś o niej słyszał. Na pewno słyszeli o niej twórcy kanadyjskiej produkcji „Lost Girl”, w Polsce znanej jako „Zagubiona tożsamość”. Bo księżniczką nie jest, a przynajmniej przez długi czas o tym nie wie. Jest niezależna, chociaż trzyma z jasną stroną mocy. Jest biseksualną sukubką (można to tak odmienić?) i skacze z kwiatka na kwiatek. Xena była moją idolką, do której imienia rościłam sobie prawa. Zawsze chciałam nauczyć się walczyć w jej stylu, więc poszłam na ju jitsu. Szybko okazało się, że to nie dla mnie. Uznałam więc, że wystarczy mi samo "księżniczka".

„Życie na fali”



Czyli mój absolutny numer jeden. Połączenie dzisiejszej „Plotkary” i „90210”. W rolach głównych, biedny chłopak, bogate dzieciaki i kalifornijskie słońce. Moją ulubioną bohaterką była oczywiście Marissa Cooper. Bardzo chciałam, żeby była szczęśliwa, ale i tak zawsze robiła co chciała. Skończyła… a zresztą, co Wam będę opowiadać. Po prostu musicie to zobaczyć sami.

Co do kwestii obejrzenia wszystkich seriali jakie kiedykolwiek powstały:



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz