Świat
namiętnie ogląda dzisiaj „Grę o tron”, „House of Cards”, „Homeland” czy „Ranczo”.
Mam wrażenie, że wypuszczanych w ostatnich latach seriali nie da się już
zliczyć. I jestem gotowa zaryzykować stwierdzenie, że życia by brakło temu, kto
chciałby wszystkie serialowe produkcje obejrzeć. Kiedyś było tego chyba mniej. Albo
ja byłam jakaś ograniczona.
Bardzo chciałabym przejść płynnie od
animowanych seriali do tych nieanimowanych, bo dzisiejszy wpis jest
swego rodzaju kontynuacją tego sprzed kilku dni. Niestety wiem, że na
chęciach się skończy. Teoretycznie mogłabym napisać coś o „Simpsonach”, bo to
taki animowany serial dla dużych dzieci, ale oglądałam ich jedynie z doskoku. Tak
naprawdę jedyne, co mi się z nimi kojarzy, to lekcja jak bawić się ze swoim
pupilem. I zdecydowanie nie odrabiałam jej w okresie mojego dzieciństwa.
Zacznę więc od „Niefortunnej czarownicy”,
czyli dowodu na to, że Brytyjczycy po prostu uwielbiają magię i latanie na
miotle.
Nie wiem czy to był taki okres na
czarodziejki i czarodziejów (Harry Potter i kamień filozoficzny 1997), czy
strach przed końcem świata i próba znalezienia wybawców, ale też się wkręciłam.
Bałam się wtedy tych trzech zer w kalendarzu, ale po tylu końcach świata ile do
tej pory przeżyłam, zdążyłam okrzepnąć z myślą, że czego by nie głosili i tak
nic się nie stanie.
W każdym razie do dzisiaj leży gdzieś
kaseta VHS z nagranym odcinkiem tego serialu. Moi rodzice nie byli szczęśliwi,
kiedy zobaczyli, której kasety użyłam do uwiecznienia moich „idolek”. Nie wiem
czy ktoś jeszcze pamięta, że kiedyś nie było dekoderów z funkcją nagrywania i
do tych celów używało się specjalnego urządzenia zwanego magnetowidem. W każdym
razie pewnego dnia moi rodzice postanowili coś obejrzeć i wyciągnęli akurat „moją”
kasetę. Seans wyglądał mniej więcej tak:
Muzyka Wojciecha Kilara, jakieś napisy. Zbliżenie
kamery na poszczególnych bohaterów, „O tem że dumać na paryskim bruku,
Przynosząc z miasta uszy pełne stuku, Przeklęstw i kłamstwa, niewczesnych” i w
tym momencie wlatują moje czarownice na miotłach. Później jeszcze jakaś
reklama, kilka innych bajek (bo nie zdążyłam wyłączyć nagrywania), kolejne
reklamy i z powrotem „Pan Tadeusz”. Na koniec polonez, napisy końcowe i do
spania. Seans do udanych nie należał.
W tamtym momencie marzyłam o tym, żeby
cofnąć czas i wybrać inną kasetę, ale na szczęście szybko zapomniałam o sprawie
i wróciłam do oglądania kolejnych seriali. A wśród nich: „Z Archiwum X”, „Pomoc
domowa”, „Przyjaciele”, „Dr Quinn” (obowiązkowo z koniem), „Świat według
Bundych”, „Słoneczny Patrol”, „Power Rangers”. Oczywiście, że nie mogłabym pominąć
polskich serialach, bo przecież kto nie oglądał „13 posterunku”, „Matek, żon i
kochanek” czy „W Labiryncie”? No każdy coś tam widział. Siadając w tym roku w
niedzielne wieczory przed telewizorem można było pooglądać prawie „Miodowe lata”.
Większość obsady, jeśli nie cała, przeszła na tryb Eko i z miasta
przeprowadziła się do Wilkowyj („Ranczo”).
Na koniec jeszcze krótko wspomnę o moich ulubionych pozycjach z tamtych lat.
„Xena,
wojownicza księżniczka”
Zna ją każdy, a przynajmniej coś o niej
słyszał. Na pewno słyszeli o niej twórcy kanadyjskiej produkcji „Lost Girl”, w
Polsce znanej jako „Zagubiona tożsamość”. Bo księżniczką nie jest, a
przynajmniej przez długi czas o tym nie wie. Jest niezależna, chociaż trzyma z
jasną stroną mocy. Jest biseksualną sukubką (można to tak odmienić?) i skacze z kwiatka na kwiatek. Xena była
moją idolką, do której imienia rościłam sobie prawa. Zawsze chciałam nauczyć się walczyć w jej stylu, więc poszłam na ju jitsu. Szybko okazało się, że to nie dla mnie. Uznałam więc, że wystarczy mi samo "księżniczka".
„Życie
na fali”
Czyli mój absolutny numer jeden.
Połączenie dzisiejszej „Plotkary” i „90210”. W rolach głównych, biedny chłopak,
bogate dzieciaki i kalifornijskie słońce. Moją ulubioną bohaterką była
oczywiście Marissa Cooper. Bardzo chciałam, żeby była szczęśliwa, ale i tak
zawsze robiła co chciała. Skończyła… a zresztą, co Wam będę opowiadać. Po
prostu musicie to zobaczyć sami.
Co do kwestii obejrzenia wszystkich
seriali jakie kiedykolwiek powstały:




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz