piątek, 6 czerwca 2014

DZIECIŃSTWO: PODWÓRKOWE SPRAWY

Wychowałam się na Nutelli i andrutach, „Bravo Girl” i „13” (magazyn), na Simsach Randce i Balandze. Ale przede wszystkim wychowałam się na podwórku z przyjaciółmi. Może przyjaciółmi nie na całe życie, ale i tak było genialnie.


Mogłabym dzisiaj napisać Wam, że lubiłam gry planszowe. Na okrągło, szczególnie kiedy padało, a ja nie miałam jeszcze kaloszy, zadręczałam wszystkich prośbami o to, żeby ktoś zagrał ze mną w Monopoly. Każdy, kto jest już duży i choć raz liczył pieniądze, żeby postawić hotel na którejś z warszawskich ulic, rozumie dlaczego nagle dookoła mnie robiło się gwarnie, bo wszyscy mieli coś do zrobienia. Mogłabym powiedzieć, że lubiłam układać puzzle, ale bym skłamała. To najnudniejsza rozrywka ever, chociaż muszę przyznać, że efekty bywają zachwycające. Chińczyk, halma, makao, wojna, świnia, warcaby. Dla zabicia nudy byłam w stanie robić wszystko. Byłam nawet skłonna grać w szachy, co w moim wykonaniu jest wielką porażką. Do dzisiaj wygrać może ze mną każdy. Wystarczy, że wie jak się ruszać.



Jakkolwiek przegrana jestem w grze w szachy, tak czuję się wielkim zwycięzcą jeśli chodzi o przyjaciół z okresu dzieciństwa. Nasza podwórkowa banda zawsze była nie do pokonania. Wystarczyło, że nie padało, a my na całego rządziliśmy na dzielni. Były podchody, bazy, dwa ognie, zabawa w chowanego, w sklepy czy domy. Pamiętam jak jedna babeczka ciągle przeganiała nas spod swojego balkonu. Może dzisiaj zrozumiałabym jej argumenty, ale kilkanaście lat temu to była najlepsza miejscówka na mieszkanie. Prestiżowe lokum bym powiedziała, więc opcji nie było, że się wyniesiemy gdzieś indziej. Na osiedlu każda rzecz była nasza i staraliśmy się, żeby wszystko było najpiękniejsze pod słońcem. Właśnie dlatego ciągle malowaliśmy po chodnikach. Street Art to przy naszych dziełach pestka. Nikt, nigdzie nie widział jeszcze osiedla z tak kolorowymi płytami chodnikowymi. Oczywiście zawsze staraliśmy się być na czasie, więc „design” zmienialiśmy średnio raz na tydzień. To się nazywa wyznaczanie trendów!

Nie dość, że Rada Młodych osiedla Sienkiewicza i Dąbrowskiego dbała o wizerunek swojego kawałka ziemi, to dbała również o najsłabszych. Zawsze po deszczu, chodziłyśmy z dziewczynami po pudełka do Trzynastki (sklepu). Później zbierałyśmy zielsko i ruszałyśmy na poszukiwania ślimaków. Moja babcia zachwycona nie była, kiedy pewnym krokiem weszłam do domu i oświadczyłam, że mam nowe zwierzątka. Próbowała mnie przekonać, żeby to pudło stało na balkonie, ale gdzie tam. Po moich kategorycznych odmowach pójścia na kompromis ślimaki spędziły noc zamknięte w pudełku w przedpokoju, koło drzwi do łazienki. Nie pamiętam co się z nimi później stało. Prawdopodobnie wyparłam to ze swojej świadomości.

Oprócz wizerunku i ślimaków, dbałyśmy też o rozwój kultury na naszym osiedlu. W wakacje całymi dniami przygotowywałyśmy dla mieszkańców pokazy cyrkowe. Aga zajmowała się ulotkami, ja przynosiłam muzykę, a Marta koce. Każda z naszej pokaźnej bandy miała jakąś rolę w przedstawieniu. Byłyśmy przy tym bardzo przedsiębiorcze. Wstęp kosztował coś około pięćdziesięciu groszy (albo złotówki). Przychodziły wszystkie babcie z osiedla, czasem nawet rodzice. Godziny chyba były mało korzystne dla pracujących (12:00?). Wszystkie występy oczywiście były udane, a my za zarobione pieniądze kupowałyśmy sobie coś słodkiego.

Zimą też świetnie się bawiłyśmy. Z Martą głównie w szkołę, a z Karoliną grałyśmy w Simsy. Pamiętam jak raz szukałam świątecznych prezentów. Gdyby nie Karola dzisiaj prawdopodobnie miałbym sztuczne zęby. Tylko ja jestem na tyle pokręcona, żeby włazić na krzesło obrotowe. Wesoło było zawsze, ale nawet na takim osiedlu jak nasze zdarzało się, że ktoś nie wiedział co ze sobą zrobić. Ja bawiłam się wtedy w samochód. Na korytarz wystawiałam krzesła, stoliki, sanki (?!) i inne klamoty. Później brałam tarczę do rzutek, kogoś z domowników do towarzystwa i jechałam … gdzie wyobraźnia poniesie. O tym, że bawiłam się też w psa nie będę się już rozpisywać.


Wszystkim moim sąsiadkom i sąsiadom, przyjaciółkom i kolegom serdecznie dziękuję za świetne dzieciństwo pod blokiem. Chociaż każdy już dawno temu poszedł swoją drogą, to cieszę się, że nadal możemy się czasem razem pośmiać. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz