Wychowałam
się na Nutelli i andrutach, „Bravo Girl” i „13” (magazyn), na Simsach Randce i
Balandze. Ale przede wszystkim wychowałam się na podwórku z przyjaciółmi. Może
przyjaciółmi nie na całe życie, ale i tak było genialnie.
Mogłabym dzisiaj napisać Wam, że lubiłam
gry planszowe. Na okrągło, szczególnie kiedy padało, a ja nie miałam jeszcze
kaloszy, zadręczałam wszystkich prośbami o to, żeby ktoś zagrał ze mną w
Monopoly. Każdy, kto jest już duży i choć raz liczył pieniądze, żeby postawić
hotel na którejś z warszawskich ulic, rozumie dlaczego nagle dookoła mnie
robiło się gwarnie, bo wszyscy mieli coś do zrobienia. Mogłabym powiedzieć, że
lubiłam układać puzzle, ale bym skłamała. To najnudniejsza rozrywka ever, chociaż
muszę przyznać, że efekty bywają zachwycające. Chińczyk, halma, makao, wojna,
świnia, warcaby. Dla zabicia nudy byłam w stanie robić wszystko. Byłam nawet skłonna
grać w szachy, co w moim wykonaniu jest wielką porażką. Do dzisiaj wygrać może
ze mną każdy. Wystarczy, że wie jak się ruszać.
Jakkolwiek przegrana jestem w grze w
szachy, tak czuję się wielkim zwycięzcą jeśli chodzi o przyjaciół z okresu
dzieciństwa. Nasza podwórkowa banda zawsze była nie do pokonania. Wystarczyło,
że nie padało, a my na całego rządziliśmy na dzielni. Były podchody, bazy, dwa
ognie, zabawa w chowanego, w sklepy czy domy. Pamiętam jak jedna babeczka
ciągle przeganiała nas spod swojego balkonu. Może dzisiaj zrozumiałabym jej
argumenty, ale kilkanaście lat temu to była najlepsza miejscówka na mieszkanie.
Prestiżowe lokum bym powiedziała, więc opcji nie było, że się wyniesiemy gdzieś
indziej. Na osiedlu każda rzecz była nasza i staraliśmy się, żeby wszystko było
najpiękniejsze pod słońcem. Właśnie dlatego ciągle malowaliśmy po chodnikach.
Street Art to przy naszych dziełach pestka. Nikt, nigdzie nie widział jeszcze
osiedla z tak kolorowymi płytami chodnikowymi. Oczywiście zawsze staraliśmy się
być na czasie, więc „design” zmienialiśmy średnio raz na tydzień. To się nazywa
wyznaczanie trendów!
Nie dość, że Rada Młodych osiedla
Sienkiewicza i Dąbrowskiego dbała o wizerunek swojego kawałka ziemi, to dbała
również o najsłabszych. Zawsze po deszczu, chodziłyśmy z dziewczynami po
pudełka do Trzynastki (sklepu). Później zbierałyśmy zielsko i ruszałyśmy na
poszukiwania ślimaków. Moja babcia zachwycona nie była, kiedy pewnym krokiem
weszłam do domu i oświadczyłam, że mam nowe zwierzątka. Próbowała mnie
przekonać, żeby to pudło stało na balkonie, ale gdzie tam. Po moich
kategorycznych odmowach pójścia na kompromis ślimaki spędziły noc zamknięte w
pudełku w przedpokoju, koło drzwi do łazienki. Nie pamiętam co się z nimi
później stało. Prawdopodobnie wyparłam to ze swojej świadomości.
Oprócz wizerunku i ślimaków, dbałyśmy
też o rozwój kultury na naszym osiedlu. W wakacje całymi dniami
przygotowywałyśmy dla mieszkańców pokazy cyrkowe. Aga zajmowała się ulotkami,
ja przynosiłam muzykę, a Marta koce. Każda z naszej pokaźnej bandy miała jakąś
rolę w przedstawieniu. Byłyśmy przy tym bardzo przedsiębiorcze. Wstęp kosztował
coś około pięćdziesięciu groszy (albo złotówki). Przychodziły wszystkie babcie
z osiedla, czasem nawet rodzice. Godziny chyba były mało korzystne dla
pracujących (12:00?). Wszystkie występy oczywiście były udane, a my za
zarobione pieniądze kupowałyśmy sobie coś słodkiego.
Zimą też świetnie się bawiłyśmy. Z Martą
głównie w szkołę, a z Karoliną grałyśmy w Simsy. Pamiętam jak raz szukałam
świątecznych prezentów. Gdyby nie Karola dzisiaj prawdopodobnie miałbym
sztuczne zęby. Tylko ja jestem na tyle pokręcona, żeby włazić na krzesło obrotowe.
Wesoło było zawsze, ale nawet na takim osiedlu jak nasze zdarzało się, że ktoś
nie wiedział co ze sobą zrobić. Ja bawiłam się wtedy w samochód. Na korytarz
wystawiałam krzesła, stoliki, sanki (?!) i inne klamoty. Później brałam tarczę
do rzutek, kogoś z domowników do towarzystwa i jechałam … gdzie wyobraźnia
poniesie. O tym, że bawiłam się też w psa nie będę się już rozpisywać.
Wszystkim moim sąsiadkom i sąsiadom,
przyjaciółkom i kolegom serdecznie dziękuję za świetne dzieciństwo pod blokiem.
Chociaż każdy już dawno temu poszedł swoją drogą, to cieszę się, że nadal
możemy się czasem razem pośmiać.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz