Podobno
rodzice poprzez własne postawy kształtują swoje dzieci. Chciałabym zaprzeczyć i
stwierdzić, że ukształtowałam się sama, ale chyba nie mogę. Szczerze mówiąc
nawet nie mam o to pretensji, bo wydaje mi się, że jakkolwiek idealna nie
jestem, to na pewno całkiem nieźle tym moim rodzicom wyszłam. Z okazji
dzisiejszego święta wszystkim tatusiom wszystkiego najlepszego, ale mojemu
oczywiście najbardziej najlepszego!
Wakacje '93
Z dzieciństwa pamiętam bardzo dużo.
Mamie rozpylałam zupki po ścianach, a tatę przyprawiałam o zawały, kiedy
chodziłam jak ostatnia kaleka. Pamiętam, kiedy po raz pierwszy (chyba pierwszy)
zabrał mnie na kort tenisowy. Miałam wtedy cztery albo pięć lat, spadałam
notorycznie ze schodów i chociaż jeszcze nie urosłam to już byłam ślepa.
Przyglądałam się grzecznie, jak tata gra ze swoim kumplem aż w końcu piłka
uciekła im pod jakąś dziwną metalową konstrukcję, stojącą blisko kortu. Szybko ruszyłam
tyłek i pobiegłam… zderzyć się z tym metalowym czymś, bo źle wymierzyłam
wysokość pierwszej, licząc od ziemi, poprzecznej rurki. Mecz się skończył, a ja
wróciłam do domu z sinym, bardzo wypukłym czołem. Kaleką jestem nadal, ale
przynajmniej muzycznie coś mi w głowie zostało (o tym w następnym wpisie). To
tyle na dzisiaj. Teraz biegnę przygotowywać akcję „Mała zagadka”.
Jeszcze raz wszystkim tatusiom córeczek życzę
wszystkiego najlepszego! Oczywiście, że tym, którzy mają synów też :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz