piątek, 11 lipca 2014

JAK PIES Z KOTEM, CZYLI RODZEŃSTWO

Słyszałam gdzieś opinię, że młodsze rodzeństwo to „najdłuższe kable bezprzewodowe w całym domu”. Nie wiem czy ja jestem aż tak mało spostrzegawcza czy mój brat po prostu nie donosił (szczerze w to wierzę). W każdym razie jedno jest pewne, tłukliśmy się zawsze pierwszorzędnie.
Grudzień '99 (?)

Nasza historia zaczęła się dokładnie szesnaście lat temu. W ciągu jakichś piętnastu minut od porodu cale osiedle wiedziało, że mam brata. Kiedy tata rozłączył się po ogłoszeniu nam radosnej nowiny, babcia zaczęła dzwonić po rodzinie. Kiedyś telefon w domu był zazwyczaj jeden, więc ja musiałam ruszyć tyłek i osobiście poinformować ciocię, że właśnie zostałam siostrą. Przez lenistwo, którego wysoki poziom prezentuję do dzisiaj, w oknach pojawiły się dwie ciocie i wszystkie ich sąsiadki, które akurat były w swoich mieszkaniach. Nie chciało mi się włazić na drugie piętro, więc darłam się jakby obdzierali ze mnie skórę. Toteż wszyscy chcieli zobaczyć co się dzieje. Wielka radość trwała dopóki mama nie wróciła z moim młodszym bratem do domu. I chociaż były czasem momenty zawieszenia broni, to wojna toczyła się aż do... teraz. Dopiero od kilku miesięcy nie dogadujemy się tylko przy ludziach. Tak, dobrze przeczytaliście. Śmieję się, że jesteśmy jak myszy-matki i ich młode. Póki nikt nie wsadzi ręki do naszego gniazda nie zagryziemy się. Przez te szesnaście lat nauczyliśmy się jak ze sobą rozmawiać. Nie zawsze wygląda to na rozmowę kulturalnych ludzi, no ale kto powiedział, że kontakty z rodzeństwem są idealne.


Twoje zdrowie Młody!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz