sobota, 12 lipca 2014

SPRING BREAKERS - RECENZJA

Wyobraź sobie, że wyjeżdżasz na tydzień do miejsca gdzie nie obowiązują żadne zasady. Co byś zrobił? Jeśli jeszcze nie masz pomysłu na spędzenie szalonego urlopu obejrzyj film Harmony’ego Korine’a.

Jak to z twórczością Korine’a bywa albo ją znienawidzisz albo pokochasz. Kiedy wychodziłam z kina nie mogłam rozstrzygnąć czym jestem zachwycona bardziej. Świetnie zbudowanymi postaciami? Idealnie wpisującą się w klimat imprezującej bez zahamowań młodzieży ścieżką dźwiękową? Historią upadku moralności i wszelkich zasad? A może genialnym montażem? Obejrzałam ten film już kilkakrotnie i nadal nie wiem za co pokochałam ten obraz.

Wiosenna przerwa wśród studentów zza oceanu jest sposobem na oderwanie się od rzeczywistości. Ludzie przez pół roku zbierają pieniądze tylko po to, żeby na wiosnę utopić świadomość stawianych przed nimi oczekiwań w alkoholu, zapomnieć o szarym życiu w towarzystwie mieszanki najróżniejszych narkotyków. Nie wiem czy rzeczywistość jest aż tak drastyczna jak historia czterech dziewczyn przedstawionych w „Spring Breakers”, ale chciałabym się przekonać. Nawet gdyby ktoś zebrał wszystkie moje wyskoki, wakacyjne czy nie, nie uzbierałoby się na apokalipsę w stylu Korine’a. Degeneracja, to chyba jedno z najlepiej określających słów, które można by przytoczyć. Degeneracja, na którą większość boi się w realnym życiu nawet spojrzeć.

Perfekcyjne sekwencje składające się z najróżniejszych ujęć. Połączenie efektu slow motion i ujęć z telefonu czy zwykłej kamery. To wszystko składa się na wizualną wirtuozerię, która daje wrażenie obcowania z bohaterami, bycia częścią sprowadzającej na dno wielkiej libacji. Wszystko doprawione świetną ścieżką dźwiękową, która jest popkulturową mieszanką romantycznych ballad, hip-hopu i elektro, które królują w iPhonach dzisiejszych nastolatków.

Znane z młodzieżowych i familijnych seriali nazwiska, które zostały obsadzone w głównych rolach, znacząco przyczyniły się do tego, że dyskusja o upadku moralnym młodych ludzi wyszła na pierwszy plan podczas promocji i premier tego filmu. Trzy z czterech bohaterek znane są szerszej publiczności ze słodkich ról w często przelukrowanych obrazkach dla nastolatków wciąż tęskniących za nierealnym, ale kolorowym światem dużego i małego ekranu. I tylko jedna z tej trójki ma na koncie rolę dziewczyny, która zadziera z policją (Ashley Benson). Jamesa Franco po prostu trzeba zobaczyć, bo prawdopodobnie to jedna z jego najlepszych ról. Jeśli zwyczajnie nie najlepsza.


To film, który choć trochę zaspokoi głód pragnących niegrzecznych przygód, ale też zaintryguje tych, którzy takie przygody uważają za definitywny upadek moralności. Nikt nie pozostanie obojętnym.



fot. honeythatsok.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz