Sofia Coppola nakręciła film o dzieciakach z obsesją
na punkcie celebryckiego życia. Film powierzchowny i głęboki jednocześnie.
Intrygujący.
Nie jest to ani
komedia, chociaż znajdziemy tu trochę ironii. Nie jest to też kryminał, chociaż
historia z kryminałem ma bardzo dużo wspólnego. Do dramatu też daleko, chociaż
jednocześnie bardzo blisko, bo życie nastolatków, jak w wypadku bohaterów,
często jest rozpisane na wiele tragicznych aktów. Film Coppoli jest raczej rodzajem
reportażu czy dokumentu, który prezentowany jest jako kino rozrywkowe. Od lat
ludzie chcieli pieniędzy, sławy i podziwu milionów. Historia, która została
uwieczniona w tym filmie wydarzyła się naprawdę, a jego tytuł jest jednym z
kilku określeń na młody kalifornijski gang glamour, który okradał domy ludzi pojawiających
się na pierwszych stronach plotkarskich gazet. Miedzy październikiem a
sierpniem 2008 ograbili domy m.in. Paris Hilton, Orlando Blooma, Megan Fox czy
Lindsay Lohan. Sofia Coppola dowiedziała się o nich czytając artykuł w Vanity
Fair. Reżyserka włożyła w ten projekt mnóstwo pracy i zaangażowania m.in.
zorganizowała kontrolowany napad na posiadłość swojego znajomego, rozmawiała z
prawdziwymi członkami Bling Ring, a nawet przekonała Hiltonównę, żeby
udostępniła swoje mieszkanie do nagrań.
Prawdziwa historia
wprawdzie jakoś wielkiego krzyku w Stanach podobno nie narobiła, ale sam film
już tak. Przedstawia on bowiem rozpad wartości moralnych i zatarcie i tak już
cienkiej granicy między dobrem i złem. Po półtoragodzinnym seansie wiele osób
może uznać, że zmarnowało czas, ale moim zdaniem „The Bling Ring” świetnie
opisuje dzisiejszą młodzież. Ludzi, którzy od najmłodszych lat zalewani są
informacjami z kolorowej prasy, która z zamiłowaniem podkreśla wybryki sławnych
i bogatych. To film o młodzieży, która za swoich największych idoli uważa
gwiazdeczki w błyszczących ciuchach. Z pewnością nie wszyscy, ale znaczna część
pokochała te dzieciaki. To opowieść na miarę Bonnie i Clyde’a XXI wieku, a nie
od dzisiaj wiadomo, że przestępców można kochać i to wielką miłością. W tym wypadku ludzie lubią przedstawionych włamywaczy, bo ci mieli jaja, żeby zrealizować swoje marzenia. Nie ważne w jaki sposób. Chociaż może właśnie bardzo ważne. Nikt
oczywiście nie daje przyzwolenia na okradanie ludzi, ale chociaż Coppola nie
staje po żadnej ze stron, swój film wyreżyserowała tak, że członkowie gangu
wychodzą na wyrachowanych przestępców, którzy chyba jednak nie do końca mieli
świadomość, że czynią aż tak źle. Przecież są tacy młodzi. Prawda jest taka, że
z są gotowi zrobić wszystko, żeby żyć tak jak ich idole, z kolorowych
magazynów. Albo przynajmniej mieć z namiastkę takiego życia.
Można się kłócić o
przesłanie czy ujęcie nastolatków – rabusiów. Jednak pod kątem technicznym ja
nie mam się do czego przyczepić. Wszystko jest dokładnie dopracowane, a każdy
szczegół komponuje się z resztą. Soundtrack, którego na co dzień nie jestem w
stanie słuchać w całości, podczas seansu robi naprawdę dobre wrażenie. Poza tym
mimo młodego wieku, aktorzy spisują się świetnie. Nie wiem na ile w Tym zasługi
samej Coppoli, której bardzo zależało, żeby obsada po prostu się zaprzyjaźniła,
ale udało się im uzyskać obrazek grupki przyjaciół, która robi razem szalone
rzeczy.
Komu polecam? Piszącym
prace naukowe na temat postrzegania świata przez współczesnych nastolatków.
Ewentualnie tym, którzy próbują rozgryźć jak media wpływają na ich postępowanie
w realnym i wirtualnym świecie. To co? Jesteście od dzisiaj naukowcami?
fot. fontsinuse.com

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz