sobota, 12 lipca 2014

THE BLING RING - RECENZJA

Sofia Coppola nakręciła film o dzieciakach z obsesją na punkcie celebryckiego życia. Film powierzchowny i głęboki jednocześnie. Intrygujący.


Nie jest to ani komedia, chociaż znajdziemy tu trochę ironii. Nie jest to też kryminał, chociaż historia z kryminałem ma bardzo dużo wspólnego. Do dramatu też daleko, chociaż jednocześnie bardzo blisko, bo życie nastolatków, jak w wypadku bohaterów, często jest rozpisane na wiele tragicznych aktów. Film Coppoli jest raczej rodzajem reportażu czy dokumentu, który prezentowany jest jako kino rozrywkowe. Od lat ludzie chcieli pieniędzy, sławy i podziwu milionów. Historia, która została uwieczniona w tym filmie wydarzyła się naprawdę, a jego tytuł jest jednym z kilku określeń na młody kalifornijski gang glamour, który okradał domy ludzi pojawiających się na pierwszych stronach plotkarskich gazet. Miedzy październikiem a sierpniem 2008 ograbili domy m.in. Paris Hilton, Orlando Blooma, Megan Fox czy Lindsay Lohan. Sofia Coppola dowiedziała się o nich czytając artykuł w Vanity Fair. Reżyserka włożyła w ten projekt mnóstwo pracy i zaangażowania m.in. zorganizowała kontrolowany napad na posiadłość swojego znajomego, rozmawiała z prawdziwymi członkami Bling Ring, a nawet przekonała Hiltonównę, żeby udostępniła swoje mieszkanie do nagrań.

Prawdziwa historia wprawdzie jakoś wielkiego krzyku w Stanach podobno nie narobiła, ale sam film już tak. Przedstawia on bowiem rozpad wartości moralnych i zatarcie i tak już cienkiej granicy między dobrem i złem. Po półtoragodzinnym seansie wiele osób może uznać, że zmarnowało czas, ale moim zdaniem „The Bling Ring” świetnie opisuje dzisiejszą młodzież. Ludzi, którzy od najmłodszych lat zalewani są informacjami z kolorowej prasy, która z zamiłowaniem podkreśla wybryki sławnych i bogatych. To film o młodzieży, która za swoich największych idoli uważa gwiazdeczki w błyszczących ciuchach. Z pewnością nie wszyscy, ale znaczna część pokochała te dzieciaki. To opowieść na miarę Bonnie i Clyde’a XXI wieku, a nie od dzisiaj wiadomo, że przestępców można kochać i to wielką miłością. W tym wypadku ludzie lubią przedstawionych włamywaczy, bo ci mieli jaja, żeby zrealizować swoje marzenia. Nie ważne w jaki sposób. Chociaż może właśnie bardzo ważne. Nikt oczywiście nie daje przyzwolenia na okradanie ludzi, ale chociaż Coppola nie staje po żadnej ze stron, swój film wyreżyserowała tak, że członkowie gangu wychodzą na wyrachowanych przestępców, którzy chyba jednak nie do końca mieli świadomość, że czynią aż tak źle. Przecież są tacy młodzi. Prawda jest taka, że z są gotowi zrobić wszystko, żeby żyć tak jak ich idole, z kolorowych magazynów. Albo przynajmniej mieć z namiastkę takiego życia.

Można się kłócić o przesłanie czy ujęcie nastolatków – rabusiów. Jednak pod kątem technicznym ja nie mam się do czego przyczepić. Wszystko jest dokładnie dopracowane, a każdy szczegół komponuje się z resztą. Soundtrack, którego na co dzień nie jestem w stanie słuchać w całości, podczas seansu robi naprawdę dobre wrażenie. Poza tym mimo młodego wieku, aktorzy spisują się świetnie. Nie wiem na ile w Tym zasługi samej Coppoli, której bardzo zależało, żeby obsada po prostu się zaprzyjaźniła, ale udało się im uzyskać obrazek grupki przyjaciół, która robi razem szalone rzeczy.

Komu polecam? Piszącym prace naukowe na temat postrzegania świata przez współczesnych nastolatków. Ewentualnie tym, którzy próbują rozgryźć jak media wpływają na ich postępowanie w realnym i wirtualnym świecie. To co? Jesteście od dzisiaj naukowcami?



fot. fontsinuse.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz