Już
widzę Wasze miny. Słyszę nawet Wasze myśli, że tandeta, że co Ty nam tu
wciskasz?! Weź się za jakąś książkę, którą rzeczywiście warto polecić. W ogóle
kto wymyślił tak denny tytuł?
Tytuł najprawdopodobniej wymyśliła autorka
przekładu, pan Waszkiewicz. Muszę przyznać, że rzeczywiście bardzo zachęcający
nie jest, bo brzmi zbyt tandetnie. Gdybym zobaczyła tę książkę na półce prawdopodobnie
nigdy bym jej nie wzięła do domu, ale przeczytanie jej było moją „pracą
domową”, więc nie miałam wyjścia. Przez pierwszych pięćdziesiąt stron nie
opuszała mnie myśl, że przecież już to wszystko wiem. Później zdałam sobie
sprawę, że chociaż coś jest dla mnie oczywiste, to tak naprawdę robię to na
odwrót. Uznałam, że będę odpowiadać sobie na postawione pytania, zaznaczać
wszystkie punkty, które odzwierciedlają moje zachowania. Trochę się tego
uzbierało, a książka wygląda jak po nalocie dwu może trzyletniego dzieciaka.
Na samym początku Wayne W. Dyer zacytował okrzykniętego
mianem największego amerykańskiego poetę Walta Whitmana: „Cała
teoria wszechświata ma na celu jedną osobę – Ciebie.” W pierwszej
chwili myślałam, że to zdanie odnosi się do żony autora, której tę książkę
zadedykował, ale dzisiaj śmiało mogę stwierdzić, że chodzi o Ciebie. Jeśli
przeczytasz tą książkę oczywiście. Z ręką na sercu, dając słowo harcerza
(którym nie jestem, ale wierzę w jego słowa), będąc spokojną o wszelkie
konsekwencje mogę ją polecić każdemu, kto ma niskie poczucie własnej wartości,
kto nie do końca akceptuje swój wygląd, kto czuje, że jest mało asertywny, kto
nie ma zielonego pojęcia dlaczego chociaż chce, to nie może podjąć działania.
Każdemu, kto chce coś w sobie zmienić, ale nie wie jak to zrobić. Polecam ją
również tym, którzy pracują, bądź mają zamiar pracować, w środowisku, które bez
przerwy będzie krytykować, poddawać dobrej i złej ocenie. Ludziom, którzy będą,
albo już są, na tzw. świeczniku, wszelkiej maści artystom, politykom i
blogerom. A co!
Muszę przyznać, że „Pokochaj siebie” jest kopalnią
oczywistych oczywistości, ale ten kto ją przeczyta raczej doceni ich sens, aniżeli
będzie psioczył, że to taka trochę bardziej psychologiczna wersja Paulo Coelho.
Dla mnie ta książka ma wartość naukową, ale też duchową. Ile ja się napisałam w
swoim kajecie z cytatami podczas wertowania kolejnych jej kartek! Wiele z nich
po kilku miesiącach od przeczytania pierwszych dwustu dziewięćdziesięciu stron
wygląda mi na Coelho, ale i tak większość motywuje do działania. Podam Wam dwie
wersje mądrości. Sami zdecydujcie, która bardziej motywuje:
1. „Jesteś dobry w tym, co ćwiczysz,
nie w tym, czego unikasz.”
2. „Jeśli ktoś prosi nas o pomoc, to
znaczy że jesteśmy jeszcze coś warci.”
Na upartego, jeśli ktoś nie lubi czytać może od razu
przeskoczyć do wspomnianej wcześniej dwieście dziewięćdziesiątej strony.
Znajdziecie tam podsumowanie „Portret człowieka wolnego od wad osobowości”.
Chwilami jest tak absurdalnie, że zwyczajnie zaczniecie się pukać w głowę, ale
jakby tak zebrać wszystko w całość, to coś w tym jest. Czytanie książek to
jedyna rzecz, którą robię w przykazanej kolejności i Wam mimo wszystko też to
polecam.
Jeśli nie jesteście w krytycznej sytuacji i macie
chociaż trochę samozaparcia, nie ma sensu wydawać masy kasy na terapeutę, bo
wystarczy kupić pozycję Dyera. Ja w dobrą stronę ruszyłam dopiero po przeczytaniu
tej lektury. Od kilku miesięcy „Pokochaj siebie” mieszka tam gdzie ja akurat
śpię. Dobrze się czuję kiedy mam świadomość, że mogę do niej w każdej chwili
zajrzeć. Ponieważ początek przerobiłam dość rzetelnie, to w telefonie mam
zdjęcia tylko ostatnich dwunastu stron, do których mogę wrócić w każdym miejscu
i o każdej porze. Nawet kiedy stoję w kolejce do kasy („Portret człowieka
wolnego od wad osobowości”).
P.S. Miałam ambitny plan, żeby pokazać Wam swoją
osobą jak bardzo można być człowiekiem wolnym od wad osobowości, ale doszłam do
wniosku, że moglibyście się w ogóle nie doczekać. Wad osobowości mam naprawdę
masę, a nieskromnie się przyznam, że niektóre bardzo lubię i nie mam zamiaru ich
„leczyć”. Więc będąc wolną od zachłanności i zazdrości szczerze Wam ją polecam.
P.S. II Jeśli szkoda Wam kasy na książkę popytajcie
znajomych, przejdźcie się do biblioteki, albo poszukajcie na jakichś portalach
aukcyjnych. Można znaleźć naprawdę dobre okazje, ja trafiłam na promocję w
Empiku i zaoszczędziłam prawie dychę. Książka pierwszy raz została wydana w 1976
w USA („Your Erroneous Zones”) i w 1994 w Polsce, więc nie zdziwiłabym się
gdyby ktoś wcisnął ją do antykwariatu. Szukajcie, a znajdziecie.
fot. czarnaowca.pl

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz