wtorek, 8 lipca 2014

POKOCHAJ SIEBIE - RECENZJA

Już widzę Wasze miny. Słyszę nawet Wasze myśli, że tandeta, że co Ty nam tu wciskasz?! Weź się za jakąś książkę, którą rzeczywiście warto polecić. W ogóle kto wymyślił tak denny tytuł?

Tytuł najprawdopodobniej wymyśliła autorka przekładu, pan Waszkiewicz. Muszę przyznać, że rzeczywiście bardzo zachęcający nie jest, bo brzmi zbyt tandetnie. Gdybym zobaczyła tę książkę na półce prawdopodobnie nigdy bym jej nie wzięła do domu, ale przeczytanie jej było moją „pracą domową”, więc nie miałam wyjścia. Przez pierwszych pięćdziesiąt stron nie opuszała mnie myśl, że przecież już to wszystko wiem. Później zdałam sobie sprawę, że chociaż coś jest dla mnie oczywiste, to tak naprawdę robię to na odwrót. Uznałam, że będę odpowiadać sobie na postawione pytania, zaznaczać wszystkie punkty, które odzwierciedlają moje zachowania. Trochę się tego uzbierało, a książka wygląda jak po nalocie dwu może trzyletniego dzieciaka.

Na samym początku Wayne W. Dyer zacytował okrzykniętego mianem największego amerykańskiego poetę Walta Whitmana: „Cała teoria wszechświata ma na celu jedną osobę – Ciebie.” W pierwszej chwili myślałam, że to zdanie odnosi się do żony autora, której tę książkę zadedykował, ale dzisiaj śmiało mogę stwierdzić, że chodzi o Ciebie. Jeśli przeczytasz tą książkę oczywiście. Z ręką na sercu, dając słowo harcerza (którym nie jestem, ale wierzę w jego słowa), będąc spokojną o wszelkie konsekwencje mogę ją polecić każdemu, kto ma niskie poczucie własnej wartości, kto nie do końca akceptuje swój wygląd, kto czuje, że jest mało asertywny, kto nie ma zielonego pojęcia dlaczego chociaż chce, to nie może podjąć działania. Każdemu, kto chce coś w sobie zmienić, ale nie wie jak to zrobić. Polecam ją również tym, którzy pracują, bądź mają zamiar pracować, w środowisku, które bez przerwy będzie krytykować, poddawać dobrej i złej ocenie. Ludziom, którzy będą, albo już są, na tzw. świeczniku, wszelkiej maści artystom, politykom i blogerom. A co!

Muszę przyznać, że „Pokochaj siebie” jest kopalnią oczywistych oczywistości, ale ten kto ją przeczyta raczej doceni ich sens, aniżeli będzie psioczył, że to taka trochę bardziej psychologiczna wersja Paulo Coelho. Dla mnie ta książka ma wartość naukową, ale też duchową. Ile ja się napisałam w swoim kajecie z cytatami podczas wertowania kolejnych jej kartek! Wiele z nich po kilku miesiącach od przeczytania pierwszych dwustu dziewięćdziesięciu stron wygląda mi na Coelho, ale i tak większość motywuje do działania. Podam Wam dwie wersje mądrości. Sami zdecydujcie, która bardziej motywuje:

1.     „Jesteś dobry w tym, co ćwiczysz, nie w tym, czego unikasz.”
2.     „Jeśli ktoś prosi nas o pomoc, to znaczy że jesteśmy jeszcze coś warci.” 

Na upartego, jeśli ktoś nie lubi czytać może od razu przeskoczyć do wspomnianej wcześniej dwieście dziewięćdziesiątej strony. Znajdziecie tam podsumowanie „Portret człowieka wolnego od wad osobowości”. Chwilami jest tak absurdalnie, że zwyczajnie zaczniecie się pukać w głowę, ale jakby tak zebrać wszystko w całość, to coś w tym jest. Czytanie książek to jedyna rzecz, którą robię w przykazanej kolejności i Wam mimo wszystko też to polecam.

Jeśli nie jesteście w krytycznej sytuacji i macie chociaż trochę samozaparcia, nie ma sensu wydawać masy kasy na terapeutę, bo wystarczy kupić pozycję Dyera. Ja w dobrą stronę ruszyłam dopiero po przeczytaniu tej lektury. Od kilku miesięcy „Pokochaj siebie” mieszka tam gdzie ja akurat śpię. Dobrze się czuję kiedy mam świadomość, że mogę do niej w każdej chwili zajrzeć. Ponieważ początek przerobiłam dość rzetelnie, to w telefonie mam zdjęcia tylko ostatnich dwunastu stron, do których mogę wrócić w każdym miejscu i o każdej porze. Nawet kiedy stoję w kolejce do kasy („Portret człowieka wolnego od wad osobowości”).

P.S. Miałam ambitny plan, żeby pokazać Wam swoją osobą jak bardzo można być człowiekiem wolnym od wad osobowości, ale doszłam do wniosku, że moglibyście się w ogóle nie doczekać. Wad osobowości mam naprawdę masę, a nieskromnie się przyznam, że niektóre bardzo lubię i nie mam zamiaru ich „leczyć”. Więc będąc wolną od zachłanności i zazdrości szczerze Wam ją polecam.


P.S. II Jeśli szkoda Wam kasy na książkę popytajcie znajomych, przejdźcie się do biblioteki, albo poszukajcie na jakichś portalach aukcyjnych. Można znaleźć naprawdę dobre okazje, ja trafiłam na promocję w Empiku i zaoszczędziłam prawie dychę. Książka pierwszy raz została wydana w 1976 w USA („Your Erroneous Zones”) i w 1994 w Polsce, więc nie zdziwiłabym się gdyby ktoś wcisnął ją do antykwariatu. Szukajcie, a znajdziecie.

fot. czarnaowca.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz