Wyjeżdżając na wakacje musimy tak naprawdę martwić
się o całą masę rzeczy. O ubrania, pogodę, bagaż, apteczkę, rozrywkę, posiłki,
podróż itd. Niestety obyczaje kraju, do którego się wybieramy są na szarym
końcu listy przygotowań, o ile w ogóle znajdują na niej jakieś miejsce.
Różne są sposoby na
wybieranie miejsc, do których chce się jechać. Jedni za główny punkt programu
stawiają ciszę, spokój i książki. Drudzy wolą opalać się w tłumie. Trzeci będą
szukać miejsc, w których jeszcze nigdy nie byli, żeby poznać nową kulturę i
zobaczyć jak żyją ludzie w najdalszych zakątkach świata. Teoretycznie to
właśnie ta ostatnia grupa jest najbardziej narażona na najbardziej hardcorowe
wakacje. Sama najbardziej lubię ostatni sposób podróżowania, ale bynajmniej nie
uważałam go dotąd za narażający mnie na jakieś wielkie nieprzyjemności. A to
dlatego, że podróżowałam sobie grzecznie po Europie, kulturowo nie tak znowu
innej od mojej ojczyny. No dobrze, może nie zawsze super grzecznie, ale policja
nigdy za nic mnie nie wsadziła do więzienia, więc tragicznych doświadczeń
związanych z podróżowaniem jeszcze nie mam. I muszę przyznać, że jak słyszę o
niektórych przypadkach, to sama nie wiem co to się z tym światem wyprawia.
Jeśli nie jedziecie na
wakacje w zorganizowanej grupie, która ma do swojej dyspozycji rezydenta sami musicie
zapoznać się z panującymi w danym kraju obyczajami. W innym przypadku możecie
nawet trafić do więzienia. Chyba każdy z nas pamięta historię z ubiegłego roku,
kiedy dwudziestopięcioletnia Norweżka, przebywająca w Zjednoczonych Emiratach
Arabskich, została skazana na szesnaście
miesięcy więzienia za seks przedmałżeński, po tym jak zgłosiła na policji, że
ją zgwałcono. Skoro już jesteśmy w Dubaju, to warto też wspomnieć o przypadku z
2008 roku, kiedy zagranicznego turystę aresztowano za posiadanie narkotyków. Na
podeszwie jego buta znaleziono bowiem marihuanę w ilości porównywalnej do
ziarnka cukru. Nie wiem gdzie to maleństwo się go złapało, ale jego złapali na
lotnisku. Poza tym w Zjednoczonych Emiratach Arabskich nie wolno publicznie
okazywać sobie uczuć. W Korei Północnej można fotografować ludzi i obiekty jedynie
po uzyskaniu zgody przewodnika, ale nagrywać już w ogóle nie wolno. Telefon
podobno zabierają na granicy i oddają kiedy wyjeżdżasz, a jeśli nie uzgodnisz
tego ze swoim przewodnikiem nie wolno Ci wyjść z hotelu, a o istnieniu Internetu
możesz na czas pobytu zapomnieć. W Wietnamie nie wolno chwalić urody dzieci, bo
podobno sprowadza to na nie złe duchy. W Indiach i Indonezji dajcie lewej ręce
odpocząć i wszystko róbcie prawą. Według tamtejszych ludzi lewa ręka jest nieczysta.
W Tajlandii musisz szanować miłościwie panującego króla Bhumibola Adulyadeja, który przez Tajów jest uważany za osobę
półboską. Michał Pauli* w 2003 roku wyjechał do Tajlandii i został skazany na
dwanaście kar śmierci za przemyt narkotyków, a ponieważ przyznał się do
popełnionego przestępstwa wyrok zmniejszono do dożywocia. W ostateczności dzięki
ułaskawieniu, przesiedział sześć lat w Bang Kwang. W więzieniu, które zupełnie
nie przypomina tego z OITNB**. Tak na marginesie ubierajcie się na wakacjach
kolorowo, szczególnie w odległych zakątkach świata. W Kambodży, Chinach ten
kolor kojarzy się ze śmiercią, a nie z ostatnim krzykiem mody. I jeszcze jedna ważna
rzecz, do azjatyckich domów wchodzimy na boso. Wszędzie uważajcie na alkohol,
papierosy i oczywiście narkotyki. Wybierając się do Stanów Zjednoczonych nie
piszcie, że jedziecie zniszczyć Amerykę (wygooglujcie sobie nazwisko Leigh Van
Bryan***). Jeśli chodzi o USA raczej skupcie się na miłych rozmowach o niczym.
Odpuśćcie sobie rozmowy na tematy polityczne również w sąsiednim Meksyku. Jeśli
przywędrowaliśmy do Ameryki Południowej, to podobno pytanie o pochodzenie
tamtejszych mieszkańców może być odebrane jako niegrzeczne, czy coś.
Wniosek z tych historii jest jeden. Warto przed każdą podróżą
do kraju, którego nie znamy, przestudiować obowiązujące tam tradycje, obyczaje
i przede wszystkim prawo. To, że jesteśmy tam gośćmi nie oznacza, że będziemy
traktowani lepiej niż najważniejsza osoba w państwie. Jadąc w nieznane miejsce
przede wszystkim musimy się nastawić na to, że będziemy musieli respektować czyjeś,
dla nas często chore albo absurdalne, zasady. Podróże do odmiennych kulturowo
krajów to nie odwiedziny u babci, która obrazi się, że nie chcemy dokładki
obiadu. Babci przejdzie prawdopodobnie za pięć minut, w najgorszym wypadku
przed nasza następną wizytą. Władzom w państwach, gdzie panuje reżim może nie
przejść wcale.
P.S. Pamiętajcie, żeby
przed każdym wyjazdem zapoznać się z ogólnymi zasadami panującymi w kraju,
który chcecie odwiedzić. Jak Was zamkną to kto będzie czytał mojego bloga?
* „12 x śmierć. Opowieść
z krainy uśmiechu.” Michał Pauli (jeszcze nie przeczytałam)
** „Orange Is the New Black” (jestem wielką fanką)
fot. foxnews.com

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz