piątek, 15 sierpnia 2014

BYĆ KOBIETĄ

Na temat bycia kobietą i tego co o nich wie świat od wieków dywagują naukowcy, pisarze i reżyserzy, mężczyźni i kobiety. Książek, publikacji i filmów o płci pięknej powstała już cała masa. Sama jestem kobietą od wielu, wielu lat i myślałam, że o moich „siostrach” wiem wszystko. Przez kilkanaście ostatnich dni przekonałam się jak bardzo się myliłam.

 

Chcecie wiedzieć jak myślałam? Proszę bardzo. Mówią, że kobiety są nieprzewidywalne. Zgadzałam się, bo nikt nie zmieniał zdania tak szybko jak ja. Mówią, że kobiety dużo mówią. Zgadzałam się, bo nikt nie mówił tyle co ja. No dobrze mam taką jedną ciocię, która mówi więcej niż ja i co najgorsze szybciej niż ja, przez co jeszcze nigdy nie udało mi się wejść Jej w słowo. Mówią, że kobiety są kłótliwe. Zgadzam się, bo innej formy rozmowy niż pyskówka nie uznaję od drugiego roku życia. Teraz przebija mnie pies mojego brata, ale to też Ona, więc ta kwestia pozostaje bez zmian. Mówią, że miejsce kobiety jest w kuchni. No też się mogę na upartego zgodzić, bo nikt tak jak ja nigdy nie wcinał Nutelli, przyglądając się jednocześnie jak ktoś gotuje mi obiad. W kuchni dobrze się też je śniadania i czyta gazety. O! i jeszcze dobrze podgląda się sąsiadów. Żartowałam, nikogo specjalnie nie podglądam.

Tych bardziej czy mniej stereotypowych cech kobiecych potrafiłam znaleźć u siebie całą masę, więc sądziłam, że w dziedzinie kobiecości jestem ekspertem. Twierdziłam uparcie, że to całe PMS mam przez okrągły rok, więc nikt mi nie podskoczy. Aż tu nagle okazało się, że „całoroczne PMS” to po prostu mój charakter. Na koleżanki, które chodziły jak nakręcone przez kilka dni w miesiącu patrzyłam z przymrużeniem oka, z pobłażliwością. Chciałam im powiedzieć, żeby dały spokój, bo ciągle myślałam, że bycie wkurzoną czy nieco przygnębioną, tak od czasu do czasu, jest normalne i że spokojnie można nad tym panować. Niestety nie można. Drodzy panowie, przychodzę Wam z pomocą. Kiedy kobieta, którą macie gdzieś obok ma PMS Wy macie dwa wyjścia. Pierwsze: zgadzacie się ze wszystkim, robicie wszystko tak jak było powiedziane, o niczym nie zapominacie i jesteście mili, ale tylko dla kobiety, która ma to całe PMS. Resztę traktujecie neutralnie, szczególnie gdy ta z PMS jest wybranką Waszego serca. Drugie wyjście: uciekacie jak najdalej od sympatycznej pani z niesympatyczną przypadłością. Od razu Wam powiem, że każde z rozwiązań jest złe, bo wiąże się z nieprzyjemnymi konsekwencjami. Jednak bądźmy szczerzy, powinniście się cieszyć, że w ogóle macie w tej sytuacji jakiś wybór.

Dla Pań nie mam żadnych porad, bo wszystkie dobrze wiemy, że to w końcu przejdzie. Z resztą każda za pewne od dawna ma już opracowany jakiś sposób na „gorsze dni”. Po pierwszym „napadzie” złości uznałam, że ograniczę kontakty z ludźmi do niezbędnego minimum. Wcale nie dlatego, że mogłabym komuś uprzykrzyć życie czy coś. Po prostu za bardzo kocham siebie i nie lubię się zanadto denerwować, a przez każdego, kogo bym nie spotkała, chodziłam zwyczajnie #%&$#!*?@. Ograniczyłam też oglądanie ckliwych występów małych dzieci w programach typu talent show, bo bez przerwy po nich ryczałam. A możecie mi wierzyć, że ciągnęło mnie do nich niemiłosiernie. Tym bardziej, że Youtube ciągle proponowało nowe odcinki tasiemca zwanego „Popłacz się nad małym, słodkim, utalentowanym dzieciakiem”.

Siedziałam ostatnio cicho, bo przeżyłam właśnie jeden z najdziwniejszych okresów w moim życiu. I gdybym napisała Wam przez ten czas cokolwiek, stwierdzilibyście, że jestem niezrównoważoną, dwubiegunową histeryczką, której absolutnie wszystko nie pasuje. Na szczęście wczoraj podczas opróżniania kolejnej paczki chusteczek higienicznych uznałam, że pojadę do sklepu i kupię sobie jakiś ładny zeszyt. Później pomyślałam, że … 



że nie wiem na jaką cholerę mi kolejny ładny zeszyt, więc zamówiłam sobie dwie książki. Nie ważne, że w kolejce do przeczytania stoi ich ze dwadzieścia sztuk. W końcu połowa jest w „rozjazdach”. Poza tym nie od dziś wiadomo, że nie pieniądze a zakupy dają szczęście. Z tymi zakupami też trzeba uważać, ale to już temat na inny wpis. No. W każdym razie najważniejsze, że znowu mogę pisać.


Niczego Wam tu nie rozjaśniłam i wypisuję się tym samym z grona ekspertów. W zamian dodaję jeszcze jeden znak zapytania, bo nie wiem co jest gorsze, być kobietą i mieć PMS czy być osobą piszącą i próbować sklecić chociaż ze trzy zdania.





grafika: seetalrihal.com
funnyjunk.com
rashmanly.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz