piątek, 29 sierpnia 2014

SZCZĘŚLIWOŚCI

Słynę z tego, że wakacje mam cały rok. Ale nagle okazało się, że właśnie w trakcie wakacji nie mam wakacji. Za to niespodzianek milion pieńcet sto dziewieńcet. I wszystkie super-ekstra.

Wydarzenie to niesłychane, bo poszło mi się do pracy. Na tydzień w prawdzie i to taki bardziej wolontariat niż praca, ale jednak te osiem godzin dziennie przesiedzieć pod małym przymusem w jednym, zamkniętym miejscu musiałam. Nudna ta robota była, tak bardzo, że raz to już dla własnego dobra się na biurku na godzinę położyłam, bo inaczej zęby bym sobie powybijała, ale przetrwałam. Teraz się okazało, że odchorować swoje musiałam, więc dwa tygodnie się w sumie raz nudziłam, a raz nie. Wyszło mi z tego tyle, że nie mam śmieszno-głupawych historii w zanadrzu. Mam za to inną przepiękną, przecudowną i przeszczęśliwą. Śmiać się raczej nie będziecie, ale może dam Wam wskazówkę gdzie poszukać szczęścia.

Historia będzie krótka, bo miała miejsce wczoraj i trwała jakieś pół dnia. Tylko pół, bo gdzieś do południa chodziłam zygzakiem i nie rozumiałam świata. Energii dodała mi Ewsi (genialna przyjaciółka, inteligentna psiapsióła, najwierniejsza czytelniczka, w ogóle fajna babka), ale i tak po chwili przeklęte choróbsko wzięło mnie znowu w obroty. Generalnie nie pamiętałam jaki jest dzień tygodnia, miesiąca, nawet samego miesiąca nie pamiętałam. Rok mniej więcej kojarzyłam. Wiedziałam, że musi być dwa tysiące któryś tam, bo znam już Ewsi, poza tym widzę przecież w lusterku, że stara &#*@ ze mnie. Trochę się przespałam, ale nie za długo. Jak mnie mama wreszcie dobudziła to myślałam, że ze śmiechu padnie, bo jedno oko musiałam sobie ręką otworzyć. Jakoś tak ta powieka sama nie chciałam i w ogóle, no ale schodzę na dół, a tam pełno ludzi. Takiej niespodzianki to ja dawno nie miałam! Rodzina prawie w komplecie. Były życzenia, prezenty i sobie posiedzieliśmy i pogadaliśmy itd. (Ci, którzy myślą, że zapomnieli o moich urodzinach niech się nie martwią. Do najbliższych jeszcze troszeczkę.) Choroba mi przeszła, a żeby tego szczęścia nie było jeszcze za mało, kurier dostarczył mi paczkę-niespodziankę. Oto zawartość:



Ja się naprawdę nie spodziewałam. Absolutnie niczego. I moim wczorajszym niespodziankowiczom z całego serca podziękować za najprzyjemniejsze zaskoczenia na mojej twarzy. A Wam moi drodzy czytelnicy chcę powiedzieć, żebyście się właśnie niczego nie spodziewali, nie oczekiwali fajerwerków i takich tam. Jak będziecie chodzić zasmarkani, to nie spodziewajcie się, że katar przejdzie już po tygodniu. Pomyślcie sobie, że będziecie musieli się z nim męczyć bite siedem dni. Nawet nie wiecie ile będziecie mieli szczęścia jak w końcu przejdzie.

To trzymajcie się tam, a ja lecę dopisać do listy zakupów krem przeciw powstawaniu zmarszczek mimicznych. Bo jak to mówią? Póki nie masz męża, to musisz wyglądać. Męża się, zupełnie poważnie, nie spodziewam, ale wyglądać bym jakoś chciała, więc pędzę do tej kartki w podskokach.


fot. zonezero1.deviantart.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz