piątek, 3 października 2014

ODJECHAŁY WAKACJE NA WAKACJE

Przyznam się Wam do czegoś bardzo dziwnego. Nigdy nie lubiłam wakacji. Nie że tak zupełnie, bo wyjazdy nad morze, imprezy ze znajomymi bez limitu czasowego („jutro trzeba wstać do szkoły/pracy”) i oglądanie wschodów słońca przed pójściem spać jest świetne. Ale dla mnie wakacje to tak naprawdę najbardziej nudny i wyprowadzający z życiowej równowagi okres. 


Teoretycznie rzecz biorąc, praktycznie czasem też, wakacje mam prawie cały rok, więc powinnam w ogóle siedzieć cicho, ale nie. Od dziecka nie lubiłam niedziel i lata i muszę Wam się do tego przyznać, bo inaczej będę chora. Szczerze mówiąc już mam katar, ale mam nadzieję, że zaraz mi przejdzie. Wracając do tematu. Ta cudowna słoneczna pora roku byłaby może bardziej znośna gdybym jeździła z obozu na obóz, ale głównie siedziałam na czterech literach tudzież biegałam dookoła bloku. Kiedy chodziłam jeszcze do szkoły wakacje dało się znieść, bo do ławek i zajęć dodatkowych wracało się już po dwóch miesiącach.

Odkąd jestem na studiach wakacji wręcz nienawidzę, nie kiedy są. Głównie na początku października, bo „wolne” trwało za długo, a prace jakie sobie znajdywałam były mało wymagające. Przez większość czasu siedziałam nad książkami, gazetami, przed telewizorem bądź monitorem komputera. Jeszcze to ostatnie było do zniesienia, bo pisałam do Was i czasem nawet odpowiadaliście. Ale pomimo tego, że w tym roku jakoś łatwiej mi idzie powrót do żywych, to nigdy nie przekonam się do najnowszego twierdzenia naukowców, że nuda to wręcz dar dla ludzkości. Może królowie doliny krzemowej wpadali na genialne pomysły nudząc się na harvardzkich zajęciach. Może wielcy artyści leżeli do góry brzuchem, rozmawiali z sufitem i nagle ich olśniewało. Jeśli chodzi o mnie, bardziej kreatywna jestem kiedy mam dużo na głowie i działam po wpływem ogromnego stresu, aniżeli w sytuacji kiedy jestem na potęgę znudzona, ale może rzeczywiście zawsze musi się znaleźć jakiś wyjątek od reguły. W sumie ciekawa jestem jak to jest z Wami, ale podejrzewam, że połowa z Was cieszy się, że właśnie wróciła do „miasta” i szykuje się na imprezę, więc nawet nie zauważy tego wpisu. Trudno jakoś to przeżyję. Pozostaje mi tylko życzyć Wam udanego weekendu moje małe i duże „Dysko-robaczki”.


Miałam to zakopać gdzieś głęboko, bo dla mnie jest zbyt intymne. Pomyślałam sobie jednak, że może nie wszyscy patrzą na wschody słońca tak jak ja i doszłam do wniosku, że muszę Wam pokazać co tracicie wakacyjne śpiochy:










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz