wtorek, 11 listopada 2014

"ŚWIĄTECZNA" TĘCZA

Do wieczora w sumie jeszcze daleko, ale podobno już ktoś próbował podpalić tęczę na pl. Zbawiciela. Może nie bezpośrednio, bo nie jestem pewna czy odpalona petarda leci dokładnie tam, gdzie chcemy, żeby poleciała, ale z ostatnich informacji wynika, że za tę wątpliwą rozrywkę policja zatrzymała już jakieś siedemnaście osób.
W niedzielę jeszcze stała, ciekawe czy jutro też będzie cała i zdrowa.

Z domu dzisiaj nie wystawiłam jeszcze nawet nosa, więc nie wiem jaka jest temperatura. Nie wiem też jak zimno/ciepło jest teraz w samej Warszawie, ale niezależnie od pogody, w tamtejszych aresztach będzie się dzisiaj prawdopodobnie grzać sporo człowieków. Jedni za tęczę, drudzy za kamienie jeszcze inni za obrażanie funkcjonariuszy policji, którzy ściągają do stolicy z całej Polski. To nie jest tak, że mam to wszystko gdzieś, ale szczerze mówiąc poznałam się z tęczą i dogadałyśmy się, że przyjadę do niej za tydzień, prawdopodobnie po to, żeby ją pocieszyć. Zgodziła się, dodała jeszcze na odchodne, że zaprawiona jest już tych bojach, więc jakoś szczególnie się o nią nie martwię. Bardziej szkoda mi warszawskich psów. Dlaczego? Dlatego, że wielu ich właścicieli zwyczajnie boi się dzisiaj wychodzić z domu, coby ich ktoś z policją albo, co gorsza, z tęczą nie pomylił. Na długi spacer nie mają co liczyć, a nawet porozrabiać w mieszkaniu nie mogą, bo pani/pan mają wolne i kontrolują wszystkie ich poczynania.

Ale wracając do człowieków. Tak naprawdę nudzić się dzisiaj w Warszawce raczej nie sposób. Można będzie poznać mnóstwo nowych osób. Głównie nieustraszonych patriotów albo wszechobecnych w istotnych punktach miasta, znanych przede wszystkim z ekranów naszych telewizorów, polityków. Można będzie również posmakować siły tłumu i jeszcze do tego trochę się poruszać. Dyscypliny sportowe rządzące dzisiejszym dniem to marsz, bieg, podskakiwanie, wszelkie dyscypliny walki i rzut w dal czymkolwiek. A na koniec pokaz na pl. Zbawiciela. W rolach głównych odwieczni „kochankowie” tęcza i ogień. Wieczór z pewnością będzie najciekawszy. I chociaż mam, głupia, nadzieję, że tęcza jednak w tym roku jakimś cudem nie spłonie, to internety mówią swoje: http://ratujtecze.pl/ .

Ale mnie na szczęście dzisiaj w Warszawie nie ma, a na ukojenie nerwów zrobię sobie maraton z jednym z moich ulubionych seriali. Dzięki Chloe można wiele zrozumieć:



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz